Legia Warszawa nie mogła sobie pozwolić na trzecie potknięcie z rzędu. Po domowym remisie z Arką Gdynia (0:0) i klęsce w starciu z AEK Larnaka w kwalifikacjach Ligi Europy (1:4) zespół potrzebował mocnego odbicia. Starcie z GKS-em Katowice wydawało się dobrą ku temu okazją.
Ekipa z Górnego Śląska przy Łazienkowskiej nie miała wiele do stracenia. Porażka jest zawsze wkalkulowana w taki wyjazd. Każdy inny wynik należało uznać za zdobycz.
Reprezentant Polski na celowniku Legii Warszawa. Możliwy wielki powrót do stolicy
Legia uderza krótko przed przerwą. Potem odwet... i prawdziwie zabójczy finisz
Drużyna Rafała Góraka przystąpiła do meczu bez cienia respektu. Nie minęło pół godziny gry, a na pierwszoplanową postać spotkania wyrósł... Kacper Tobiasz. Golkiper Legii trzykrotnie zmuszony został do ratunkowych interwencji, gdy na jego bramkę uderzali Mateusz Kowalczyk, Adrian Błąd i Kacper Łukasiak.
Na drugim krańcu murawy bezrobotny nie pozostawał również Dawid Kudła. Tyle że próby legionistów nie miały prawa go zaskoczyć. Nie było w nich ani siły, ani precyzji.
Goście wytracili nieco impet dopiero w końcówce pierwszej połowy. Nadal niewiele jednak wskazywało na to, że warszawianie zdołają otworzyć wynik przed przerwą. Ale właśnie wtedy padł niespodziewany cios.
Bramkę poprzedził stały fragment gry. Centrę z kornera przedłużył Artur Jędrzejczyk, piłka trafiła do Pawła Wszołka, a ten uderzył z czterech metrów i było 1:0. Kudła w tej sytuacji nie miał nic do powiedzenia.
Po zmianie stron zdobywcy Pucharu Polski oddali inicjatywę rywalom. Sami skupili się na destrukcji, wyczekując dobrej sposobności na kontrę. Taka postawa nie przynosiła jednak pożądanego efektu.
Rywali postraszył jedynie Claude Goncalves, uderzając w boczną siatkę. Zaraz potem doznał jednak urazu i musiał opuścić plac gry. Z każdym upływającym kwadransem gospodarze byli coraz mniej skłonni do organizowania ataku większą liczbą zawodników.
Zachowawcza postawa zemściła się w 84. minucie. W z pozoru niegroźnej sytuacji kąśliwie uderzył Bartosz Nowak i zrobiło się 1:1. Ale w doliczonym czasie gry gospodarze wrzucili piąty bieg i zaliczyli zabójczy finisz.
Tuż przed końcowym gwizdkiem do siatki trafili Jędrzejczyk i wprowadzony z ławki Ryoya Morishita. Katowiczanie zdobyli w gościnie pierwszą bramkę w tym sezonie. Premierowy punkt też był blisko. Ostatecznie wracają jednak do domu na tarczy.
Równo z końcowym gwizdkiem piłkarze Legii zaczęli odliczać czas do czwartkowego rewanżu z AEK Larnaka. Przez moment wróciła wiara w cud.














