Wystarczyły 24 minuty. Fatalna sytuacja Śląska, wicemistrz Polski blisko spadku
Śląsk Wrocław znajduje się w trudnej sytuacji. Na pięć kolejek przed końcem sezonu jest przedostatni w tabeli Ekstraklasy i widmo spadku staje się coraz wyraźniejsze. Piłkarze Ante Simundzy mieli nadzieję, że ostatnia świetna seria meczów bez porażki zostanie podtrzymana w spotkaniu z GKS-em Katowice i uda im wydostać ze strefy spadkowej. Tak się nie stało, goście w 24 minuty odarli wrocławian ze złudzeń i na dodatek gospodarze sami im w tym pomogli.

Śląsk Wrocław w zeszłym sezonie zdobył wicemistrzostwo Polski, ale w tym jest bardzo poważnie zagrożony spadkiem. Dlatego też w przerwie zimowej doszło do zmiany trenera i zespół po Jacku Magierze objął Ante Simundza. Ta decyzja przynosi bardzo pozytywny efekt, ponieważ wrocławianie zaczęli zdecydowanie częściej punktować w ostatnim czasie. Dziś po pięciu meczach bez porażki Śląska, do Wrocławia przyjechał GKS Katowice, który jako beniaminek radzi sobie znakomicie i walczy o zajęcie lokaty w czołowej 10. na koniec rozgrywek.
Samobój i dwubramkowe prowadzenie GKS-u Katowice ze Śląskiem do przerwy
Początek spotkania był dosyć trudny do oglądania. Oba zespoły bardziej walczyły, niż grały w piłkę. Sporo było fauli, a gra toczyła się raczej w centralnej strefie boiska. Przez pierwszy kwadrans nie wydarzyło się nic szczególnego, ale w 19. minucie wynik meczu został otwarty. Mateusz Kowalczyk dośrodkowywał z lewej strony, a Lukasa Klemenza uprzedził Alex Petkow, który wpakował piłkę do własnej bramki. Goście objęli zatem dzięki "pomocy" gospodarzy.
Strzelony gol wyraźnie napędził gości, którzy od razu chcieli iść za ciosem. Raptem dwie minuty później mogło być już 2:0 dla GKS-u. Piłkę w polu karnym otrzymał Sebastian Bergier i oddał strzał, ale kapitalnie jego uderzenie obronił Rafał Leszczyński, który uchronił swój zespół od utraty drugiej bramki. W 27. minucie przed szansą stanęli jednak piłkarze Śląska Wrocław. Po rzucie rożnym na bramkę uderzał winowajca z 19. minuty, czyli Petkow, ale trafił jedynie w rywala.
Inicjatywa była wyraźnie po stronie gości, którzy kontrolowali to, co się działo na murawie. W kolejnych minutach stwarzali kolejne szanse, ale znakomicie spisywał się Leszczyński. W 42. minucie bramkarz wrocławian jednak popełnił błąd. Prosty strzał zza pola karnego oddał Adrian Błąd, a Leszczyński odbił go na tyle niefortunnie, że szansę na dobitkę miał Bergier, ale ten trafił jedynie w bramkarza Śląska. Minutę później Leszczyński nie dał już rady i skapitulował po raz drugi w tym meczu. Bartosz Nowak posłał znakomite dośrodkowanie z lewego narożnika boiska, a w polu karnym świetnie odnalazł się Oskar Rzepka, który bardzo silnym uderzeniem głową w kierunku dalszego słupka, nie dał żadnych szans golkiperowi Śląska, który jedynie patrzył, jak piłka wpada do bramki.
Do przerwy wynik nie uległ już zmianie, choć gospodarze mieli wielką szansę na bramkę kontaktową. W polu karnym GKS-u doszło do wielkiego zamieszania, Arnau Ortiz oddał strzał z pięciu metrów, ale nie trafił i uderzył jedynie w boczną siatkę! Ostatecznie obie ekipy zeszły do szatni przy prowadzeniu 2:0 GKS-u. Katowice.
Coraz groźniejsze widmo spadku Śląska Wrocław. GKS pokonuje wicemistrzów Polski
W drugą połowę lepiej weszli goście. Szansę w 48. minucie miał Bartosz Nowak, który otrzymał podanie od Sebastiana Bergiera z prawej strony centralnie na 18. metr, ale uderzył wysoko ponad bramką. Kolejne minuty należały do piłakrzy Śląska Wrocław, którzy byli częściej w posiadaniu piłki i próbowali nacierać na przyjezdnych. Niewiele jednak z tego wynikało. Wrocławanie jedynie "bili głową w mur".
W 73. minucie wreszcie zrobiło się naprawdę groźnie pod bramką GKS-u. Fenomenalnie spod lini końcowej piłkę dokładnie na 12. metr zagrał Alex Petkow, ale po raz kolejny fatalnie pomylisł się Ortiz, który nieczysto trafił w futbolówkę, która przeleciała obok prawego słupka.
Wynik nie zmienił się już do ostatniego gwizdka. GKS Katowice wygrał ze Śląskiem 2:0 i dzięki temu przerwał fatalną passę czterech porażek z rzędu w meczach wyjazdowych. Z kolei wicemistrzowie Polski przegrali po raz pierwszy od pięciu kolejek w Ekstraklasie i na pięć serii spotkań do końca sezonu plasują się na przedostatnim miejscu w tabeli. Dziś mieli szansę na to, by wydostać się ze sterfy spadkowej, ale jej nie wykorzystali i do bezpiecznego 15. miejsca zajmowanego przez Lechię tracą dwa punkty, ale gdańszczanie mecz 29. kolejki z Legią Warszawa mają jeszcze przed sobą.














