Już jakiś czas temu rozpoczął się sezon 2026/2027 PKO BP Ekstraklasy. Do tej pory całkiem nieźle spisywał się Widzew Łódź, który po dwóch remisach, a także dość niespodziewanym zwycięstwie z Jagiellonią Białystok 2:0 był niepokonany i mógł z optymizmem patrzeć w górę tabeli przed sobotnim meczem z Koroną Kielce. W końcu ekipa Jacka Zielińskiego uległa "Dumie Podlasia" 0:1, a następnie zremisowała z Legią Warszawa 1:1 (mecz 2. kolejki z Górnikiem Zabrze zostało przełożone).
Wobec takich wyników starcie 4. kolejki ligowej pomiędzy tymi ekipami zapowiadało się na stosunkowo łatwe do wytypowania - na korzyść gospodarzy. I to starali się potwierdzić już od pierwszego gwizdka. Co prawa, Korona zdołała Widzew postraszyć za sprawą strzału Mariusza Stępińskiego w 4. minucie, lecz nieskutecznie.
Po chwili do akcji ruszyli piłkarze Aleksandara Vukovicia. Na efekt nie trzeba było długo czekać. W 8. minucie wrzutkę z rzutu rożnego przedłużył Juljan Shehu, a z podania skorzystał Steve Kapuadi. Defensor wykorzystał zamieszanie w polu karnym i z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Widzew prowadził 1:0.
Korona jednak za wygraną nie dała. Z upływem kolejnych minut coraz częściej dochodziła do głosu. W końcu w 22. minucie doszło do przełomu. Wówczas z rogu boiska kapitalnie wrzucał Wiktor Długosz, a niepilnowany był Morgan Fassbender. Niemiec jedynie dołożył nogę i uderzeniem z woleja pokonał Bartłomieja Drągowskiego.
W 26. minucie obiekt w Łodzi całkowicie zamilkł. W roli głównej znów był Fassbender. Niemiecki napastnik świetnie zachował się przy wrzutce Marcela Pięczka i gdy piłka "wisiała" w powietrzu, to ten zatrzymaniem całkowicie zmylił defensorów rywali. Piłka spadła pod jego nogi, a 27-latek mocnym strzałem drugi raz pokonał reprezentanta Polski. Do podjęcia ostatecznej decyzji ws. gola potrzebna była analiza VAR, lecz gol został uznany.
Ostatni kwadrans to głównie walka w środku pola o piłkę. Sam Fassbender miał okazję nawet na trzecie trafienie, jednakże wtedy na wysokości zadania stanął Drągowski. Do przerwy 2:1 prowadziła Korona.
Widzew szukał wyrównania. Zabrakło szczęścia i dokładności
Druga połowa mogła dla gospodarzy mogła rozpocząć się kapitalnie. Tuż po pierwszym gwizdku Widzew wywalczył rzut rożny. Po nim niefortunnie interweniował Pięczek. Na szczęście piłka zatrzymała się na poprzeczce. I trafiła pod nogi Kapuadiego. Obrońca jednak totalnie skiksował i z najbliższej odległości posłał piłkę w trybuny. Swoją okazję miał także Emil Kornvig. Jego uderzenie zostało zablokowane.
Goście zdawali się starać bronić wyniku i nie atakowali tak chętnie, jak w pierwszej części. Mimo to bardzo dobrą okazję na podwyższenie prowadzenia miał Mariusz Stępiński. Napastnik skorzystał z zamieszania i z okolic 16. metra oddał groźny strzał w kierunku bramki Widzewa. Dobrą interwencją popisał się jednak Bartłomiej Drągowski.
Im bliżej było końca meczu, tym odważniej z piłką poczynali sobie Widzewiacy. W 68. minucie szansę na trafienie miał Karol Świderski. Ofensywny gracz poradził sobie z jednym z obrońców Korony i wślizgiem w ostatniej chwili oddał strzał na bliższy słupek bramki Xaviera Dziekońskiego. 22-latek zdołał obronić uderzenie nogą.
Po chwili Koronę uratował wspominany już Stępiński. Perfekcyjną sytuację miał Marcel Krajewski. Piłkarz oddał silny strzał w polu karnym tuż pod poprzeczkę. I gdy wydawało się, że tablica wyników będzie wskazywać 2:2 to głową z linii bramkowej piłkę wybił właśnie napastnik ekipy Zielińskiego.
Ostatnie minuty to desperackie ataki zespołu Vukovicia. Próbował Paulinho, jednakże niecelnie. Do tego dochodziło do licznych wrzutek. Brakowało pomysłu, a także dokładności w pewnych zagraniach. Finalnie Korona Kielce ograła Widzew 2:1 i zanotowała premierowe zwycięstwo w tym sezonie Ekstraklasy.













![ME siatkarzy: Polska - Portugalia. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9GX8R5FPAAK0-C401.webp)

