Reklama

Reklama

Wraca Ekstraklasa. Mariusz Śrutwa: Ta liga jest nieobliczalna

- Byłoby ciekawie, gdyby po tytuł mistrza Polski sięgnęła Lechia. Byłoby to odświeżające, ciekawsze niż powtórka tego samego układu, z którym mamy do czynienia od lat - mówi Mariusz Śrutwa, były napastnik Polonii Bytom, Ruchu Chorzów i Legii Warszawa, jeden z najlepszych polskich napastników w latach 90.

Michał Zichlarz, Interia: Lechia utrzyma pozycję lidera Ekstraklasy do końca rozgrywek?

Mariusz Śrutwa, były król strzelców Ekstraklasy (w sumie 103 bramki), legenda Ruchu Chorzów: - Ciężkie pytanie. Na pewno w Gdańsku mają duże apetyty na sukces, bo przecież nie mają wielu sukcesów nawet na arenie krajowej. Zaangażowano tam duże środki w drużynę, w zbudowanie wszystkiego, ale jak będzie na koniec, to trudno teraz wyrokować. Wszyscy wiemy i słyszymy o kłopotach finansowych. Nie wiadomo, czy nie skończy się na jakimś karnym punkcie. Poza tym wiadomo, jaka nasza liga jest - wyrównana i nieprzewidywalna. Na pewno jest kilka zespołów, z Legią na czele, które powalczą o tytuł.

Reklama

Faworytem jest w takim razie Legia?

- Tak można powiedzieć. W klubie podjęto dość radykalne działania, a trenerowi dano carte blanche. Na pewno jednak ciekawiej byłoby wtedy, a mówię to jako osoba stojąca z boku i kibic, kiedy po mistrzostwo sięgnęłaby Lechia. Byłoby to odświeżające, ciekawsze niż powtórka tego samego układu, z którym mamy do czynienia od lat.

Przekonują pana działania mistrza Polski i sprowadzanie przez trenera Sa Pinto swoich rodaków?

- Klub z Warszawy w ostatnim czasie miał sporo tych swoich "legijnych" kursów. Było stawianie na młodych, zdolnych, których ściągano z różnych klubów z całej Polski, a potem wypożyczano i ogrywano w innych zespołach. Mnie osobiście podobała się taka filozofia, bo im więcej zdolnych naszych zawodników w ekstraklasowych drużynach, to tym lepiej. Teraz się to odwróciło. Trener sprowadza swoich rodaków. Tak często jednak w europejskiej piłce jest, że za szkoleniowcem wędrują piłkarze z jednego czy innego kraju. Pozostaje żałować, że my nie mamy takich szkoleniowców, którzy wyjeżdżaliby do zagranicznych klubów, a wraz ze sobą zabierali grupę polskich piłkarzy.

Czy na miano króla zimowego polowania zasłużyła Jagiellonia, która pozyskała kilku wartościowych zawodników?

- Odpowiedziałbym tak: to okienko transferowe było w ogóle specyficzne. Słyszy się o tym, że wiele klubów Ekstraklasy, praktycznie pół ligi, ma kłopoty finansowe. Wszyscy robią co mogą, żeby utrzymać się wśród najlepszych, nawet kosztem odchodzenia od wcześniejszej polityki, jak to ma miejsce w przypadku Górnika, byleby tylko się utrzymać. Spadek oznacza duże kłopoty i nawet widmo upadku. Zresztą ta przepaść między tymi grającymi wyżej, a niżej robi się coraz większa. Wcześniej słyszało się, jak to jest stabilnie, pięknie i miło, a teraz wiele klubów, z Lechią, nawet Legią, Górnikiem, nie mówiąc już o Wiśle Kraków, ma swojej problemy.       

Dziesięciu zawodników zimą pozyskało Zagłębie Sosnowiec. To pomoże w zapewnieniu sobie utrzymania?

- Tak jak Jagiellonia, która wykorzystała słabość Wisły i kupiła kilku jej zawodników, mając ambicje walki o czołowe miejsca, tak Zagłębie za wszelką cenę chcę się utrzymać w gronie najlepszych. Tak jak mówię, spadek oznacza spore problemy, z widmem upadku włącznie. Jeśli dzięki tym transferom sosnowiczanie utrzymają się w  gronie najlepszych, to wszyscy powiedzą, że zrobili bardzo dobrze. Jeśli nie wyjdzie, to trzeba będzie regulować wszystkie zaległości, a taka grupa piłkarzy może się okazać dużym balastem finansowym. Jak zawsze wszystko zweryfikuje boisko.

Ekstraklasową tabelę zamykają dwa zespoły z województwa śląskiego: Zagłębie Sosnowiec i Górnik Zabrze. Tak zostanie?

- Mam nadzieję że nie i przynajmniej jedna z tych drużyn zdoła się utrzymać. Jeśli zsumować wszystkie tytuły czy kluby, które grały w najwyższej klasie rozgrywkowej, to żadne inne województwo czy region nie może się równać ze Śląskiem. To sukcesy, to tradycja. Tyle tylko, że w ostatnim czasie widać odwrót i to nie tylko w piłce, ale i w innych dyscyplinach, jak siatkówka, piłka ręczna, koszykówka. Trzyma się jeszcze tylko hokej. Na wszystko wpływ ma sytuacja ekonomiczna, która tutaj jest zdaje się poniżej krajowej średniej.  W I lidze owszem, prowadzi Raków, ale ciężko ten klub sytuować pośród śląskich drużyn. Na zapleczu Ekstraklasy nie bardzo radzi sobie GKS Katowice czy o klasę niżej Ruch.       

Zimą najgłośniej było o Wiśle. Nie miał pan poczucia deja vu? Pana Ruch przechodził niedawno to samo...

- Zdecydowanie. Przykre jest to, że kolejny zasłużony klub, a takim jest przecież Wisła, ma takie problemy. Na szczęście zebrało się kilka oddanych osób, które chce pomóc i nie pozwoliło klubowi upaść. Niestety, po raz kolejny znalazły się osoby, które bardziej niż o korzyściach dla klubu, myślały o swoich własnych. Podobały mi się stanowcze działania wobec nich, przeszukania mieszkań, zatrzymania. To coś czego zabrakło w Ruchu. Osoby które doprowadziły do tak fatalnej sytuacji nie zostały pociągnięte do odpowiedzialności. Coś tam się toczy, coś wyjaśnia, ale nie było tak zdecydowanych działań, jak teraz te, z którymi mieliśmy do czynienia w Krakowie.

Nie ma pan jednak wrażenia, że nie tylko futbolowi decydenci spoglądali na Wisłę bardziej przychylnym okiem, niż wcześniej na Ruch, kiedy ten miał swoje problemy?

- Tak. Jeśli chodzi o Wisłę, to wszystkie informacje rozpoczynały się od tego czy dostanie licencje czy nie, czy przystąpi do rozgrywek. W przypadku Ruchu było sporo negatywnego PR-u i głosów, że jak ich nie stać, to niech opuszczają ligę. Szkoda, że tak było, bo to przecież nawet jeszcze bardziej utytułowany polski klub niż Wisła. Tutaj też trzeba dodać, że z plejady naszych utytułowanych klubów, które miały czy mają swoje kłopoty, Ruch akurat nie poszedł na skróty, nie zmienił nazwy, nie zaczynał wszystkiego od czwartej ligi od nowa, ale zachował się honorowo i mierzy się z tymi wszystkimi zaległościami, spłacając wszystko. Uważam, że tym bardziej osoby, które starają się pomóc klubowi, nie zasłużyły na tyle negatywnych komentarzy, które kierowane były czy są pod ich adresem. 

Na koniec pytanie do Mariusza Śrutwy, byłego króla strzelców Ekstraklasy, kto w bieżącym sezonie sięgnie po koronę najskuteczniejszego strzelca? Na razie na czele Angulo, Paixao, Ondraszek, Robak...

- Większość z wymienionych graczy, to zagraniczni napastnicy. Polskich strzelców w Ekstraklasie można policzyć na palcach jednej ręki, tym bardziej więc ściskam kciuki za kogoś z naszych napastników. Oby w tej sytuacji po tytuł króla strzelców sięgnął Marcin Robak.

Rozmawiał Michał Zichlarz  

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Czytaj także:

Kamil Kosowski: Oto priorytet dla klubów Ekstraklasy

Leśnodorski ratuje Wisłę. Wywiad z nim nielegalny!

"Kosa": Dlaczego zabrakło pieniędzy na Kosztala?

Radomski: Ekstraklasie potrzebna jest rewolucja!

Oto 10 najlepszych transferów zimowych w Ekstraklasie!




Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama