Reklama

Reklama

Wołowski: Polska "La Masia" potrzebna od zaraz

Polską piłkę niszczy wiele patologii, ale najgorsza jest ta, która pozwala na zabijanie sportowych marzeń młodych ludzi.

Nie tylko witryny Camp Nou z trzema Pucharami Europy, ale przede wszystkim stara owczarnia z żółtego kamienia jest dziś symbolem sukcesu FC Barcelona. Przed wejściem stoi pomnik założyciela klubu Joana Gampera, okna wychodzą na trybuny 98-tysięcznego stadionu, gdzie chłopaki z miejscowej szkółki "La Masia" mogą przeżywać w marzeniach swoje przyszłe futbolowe triumfy. Sny spełniają się ostatnio seryjnie. W murach owczarni przerobionej na internat wychowało aż się dziewięciu mistrzów świata z RPA, a poza tym być może największy fenomen - Argentyńczyk Leo Messi, który w wieku 23 lat ma już w CV dwie "Złote Piłki". Barcelona jest z nich dziś bardziej dumna, niż z kupionych za dziesiątki milionów euro gwiazd w typie Zlatana Ibrahimovica, Ronaldinho lub Thierry'ego Henry'ego.

Reklama

Prezydent USA odwiedził szkółkę Barcy

To dzięki wychowankom "La Masia" sławi się barcelońską metodę na futbol. Oni byli gwizdami finału mistrzostw świata w RPA, a za kilka dni zagrają na Wembley z Manchesterem United mecz o Puchar Europy. Przy okazji bohater narodowy całej Hiszpanii Andres Iniesta po raz kolejny wspomina morze łez, które wylał, gdy rodzice przywieźli go, jako 12-latka z Albacete i zostawili w internacie. Widok Camp Nou dał mu siłę, by przetrwać.

Kiedy wybrałem się do "La Masia", by zgłębić jej tajemnice, przywitał mnie emerytowany pułkownik, odpowiedzialny za chłopców z internatu. Z dumą opowiadał, jak parę miesięcy wcześniej wystarał się o wizytę w szkółce prezydenta USA. Zależało mu na tym, by dzieciaki, którymi się opiekuje przekonały się jak wysoko można dotrzeć przez futbol.

Nie tresuj dziecka jak małpy!

Wychowawca Xaviego Hernandeza, Joan Vila Bosch, był niedawno w Polsce z wykładami dla naszych trenerów. Mówił, że zajęcia bez piłki to w "La Masia" absolutny margines. Dzieci ich nie lubią i nie ma potrzeby ich zmuszać. Unika się więc zajęć nudnych, uciążliwych i przykrych, rozwija się koordynację ruchową dziecka, ale praca nad kondycją i siłą to przestępstwo. 9-latek musi się na treningu bawić, ale przede wszystkim rozumieć, co robi podczas zajęć z trenerem. "Nie można go tresować jak małpy" - dodał. Opowiadał też anegdotę o trenerze krzyczącym na chłopca, który podczas gry próbował kiwać bramkarza zamiast podać do stającego przed pustą bramką kolegi. Zdaniem Boscha to fundamentalny błąd trenera, który traktuje 9-latka jak dorosłego w miniaturze. "Mali piłkarze to egoiści, nie cierpią oddawać piłki, a ich trenerzy powinni wykorzystywać ten czas do nauki dryblingu. Nauka gry zespołowej, to sprawa dla nastolatków".

Banalnie proste? Tylko czy polscy trenerzy to rozumieją? Wśród piłkarzy wyszkolonych nad Wisłą można policzyć na palcach tych, którzy potrafią wygrać indywidualny pojedynek. Rzesze niedouczonych, słabych graczy bez aspiracji pałętających się w naszej Ekstraklasie to najcięższy zarzut pod adresem klubów i PZPN. Niestety, nie ma żadnych dowodów na to, że coś takiego jak system szkolenia w Polsce istnieje.

Z pozoru sprawa jest banalna. To potężna Barcelona mogłaby zaniedbywać pracę z dziećmi, bo stać ją na milionowe transfery. Nasze kluby nie dorównają jej przez następne pół wieku, dlatego pozostaje im tylko jedna droga wyjścia ze sportowego niebytu. Dlaczego nie odbudować futbolowej potęgi wychowując graczy w typie Lubańskiego, Deyny, czy Bońka? Zdolnych i chętnych w 40-milionowym kraju nie zabrakłoby na pewno.

Ruszyć skamielinę działaczy

Do tego trzeba jednak ruszyć skamielinę działaczy, dla których byle sukcesik seniorów ważniejszy jest niż wszelkie inwestycje. Polska piłka jest zapyziała, działacze, trenerzy, piłkarze żyją od meczu do meczu ani w klubach, ani w PZPN nie ma pomysłu na przyszłość. Dzieciaki kopią piłkę w złych warunkach, pouczani i prowadzeni przez ludzi źle opłacanych lub wręcz nieodpowiednich. A przecież jedyną drogą ratunku jest "stworzenie" nowych gwiazd - bez nich nawet Euro 2012 nam nie pomoże. Po pięknej zielonej murawie, na stadionach pachnących XXI wiekiem wciąż będą biegali słabeusze z innej epoki.

Wulgarną przyśpiewkę na temat PZPN wszyscy znamy. Jest nieznośna, ale znamienna dla stanu naszej piłki. Sfrustrowany kibic ma dość patrzenia na mecze reprezentacji i klubów, w których nasi gracze przewracają się o własne nogi. Polską piłkę niszczy wiele patologii, ale najgorsza jest ta, która pozwala na zabijanie sportowych marzeń młodych ludzi.

Możemy pójść drogą Francji

Frustracja zniknie z polskich stadionów tylko wtedy, gdy doczekamy pokolenia graczy, których moglibyśmy porównać do drużyny Kazimierza Górskiego. W PRL-u działacze PZPN nie był przecież uczciwsi, ale jak widać chociaż skuteczniejsi. Wzorce szkolenia to nie jest przecież najlepiej strzeżona tajemnica Pentagonu. One istnieją - wprowadzili je Czesi, Niemcy, Francuzi, którzy jeszcze 20 lat temu mieli futbol na polskim poziomie. Dziś są na innej piłkarskiej planecie zamieszkiwanej przez Zidane'ów, Henrych, Riberych, czy Gallasów.

Tytułowa "Polska La Masia" jest dla mnie oczywiście tylko symbolem. Symbolem sukcesu, który bierze się z pomysłu, dbałości, pracy i poświęcenia. Dlaczego w Polsce nie mogłyby one być czymś więcej niż bajką dla dzieci? W Barcelonie też kiedyś zaczynali od zera. Stara owczarnia zapełniała się chłopakami niewiele ponad 30 lat temu, kiedy Johan Cruyff wprowadzał w życie wzorce zaczerpnięte z Ajaksu Amsterdam. Powiecie mi, że to wszystko fantazja? A ja wam odpowiem, że dopóki będziemy tak myśleć, nie ruszymy z miejsca.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama