Wielkie przełamanie w Krakowie, 33 dni i koniec. Wystarczył łut szczęścia
Ostatnie z sobotnich spotkań Ekstraklasy niosło za sobą sporo emocji. W Krakowie Wisła Płock wygrała 2:1 z Cracovią i przerwała tym samym passę pięciu porażek z rzędu. Rewelacja jesieni Ekstraklasy wykorzystała ogromny pech przeciwnika i zrobiła duży krok ku powrotowi na podium Ekstraklasy, jednocześnie oddalając się od miejsc zagrożonych spadkiem z ligi.

Sobota z potyczkami na poziomie Ekstraklasy zakończyła się starciem dwóch drużyn, o których trenerach w ostatnich dniach było bardzo głośno. Cracovia podejmowała na swoim stadionie Wisłę Płock. Kibiców "Pasów" w ostatnich dniach wstrząsnęła informacja o rzekomej dymisji Słoweńca. Sam zainteresowany na konferencji prasowej zadeklarował, że po rozmowach z władzami klubu postanowił pozostać w stolicy Małopolski.
Łatwych tygodni nie ma również Mariusz Misiura. "Nafciarze" na jesień znajdowali się w czubie ligowej tabeli i byli traktowani jako jedna z największych rewelacji tego sezonu Ekstraklasy. Z czasem impet beniaminka znacznie opadł, a ostatnia porażka 0:3 u siebie z Arką Gdynia była piątą klęską z rzędu. Władze klubu z Płocka publicznie ogłosiły jednak, że póki co nie zamierzają zmieniać trenera.
Niewiele zabrakło, a gospodarze już w 2. minucie wysunęliby się na prowadzenie. W jednej z pierwszych akcji piłka trafiła pod nogi Bosko Sutalo. Strzał Chorwata zza pola karnego nieznacznie minął bramkę Wisły.
Pod bramką "Pasów" zakotłowało się w 20. minucie. Po wrzutce z rzutu rożnego groźnie uderzał Marcin Kamiński. Sebastian Madejski był jednak na tyle dobrze ustawiony, że chwycił futbolówkę kopniętą przez byłego defensora reprezentacji Polski.
Jeszcze przed przerwą Rafał Leszczyński musiał interweniować po uderzeniu głową Maxime'a Domingueza. Do przerwy piłkarze obu drużyn schodziły na przerwę przy bezbramkowym remisie, co było rezultatem zasłużonym, biorąc pod uwagę wydarzenia na boisku. Generalnie jednak nie było to zbytnio porywające widowisko.
Maraton błędów w Krakowie. Wisła Płock przerwała fatalną passę
Dużo szczęścia sprzyjało na początku drugiej połowy drużynie gości. W 51. minucie z lewej strony pola karnego futbolówkę w pole karne próbował dogrywać Quentin Lecoeuche. Pechowo dla miejscowych, piłka odbiła się od blokującego to zagranie Sutalo. Rykoszet na tyle zmylił Madejskiego, że ten nie był w stanie interweniować. "Nafciarze" objęli prowadzenie po samobójczym trafieniu Chorwata.
Na odpowiedź gospodarzy trzeba było czekać zaledwie osiem minut. Akcję Cracovii wyprowadził Sutalo, który zagrał na prawe skrzydło do Pau Sansa. Hiszpan zagrał w głąb pola karnego, trafiając najpierw w Ajdina Hasicia, a później w jednego z przeciwników. Finalnie cała akcja potoczyła się po myśli "Pasów", a Hasić wykorzystał swój moment i doprowadził do wyrównania. Niewiele brakowało, a chwilę później Hasić miałby dublet. Przytomnie interweniował jednak Leszczyński.
To nie był koniec strzelania. Cracovia po raz drugi tego dnia straciła gola po bardzo pechowym zagraniu jednego ze swoich piłkarzy. W 69. minucie po dośrodkowaniu z prawego skrzydła Oskar Wójcik niemal strzelił samobójczego gola. Piłkę zdołał odbić Madejski, lecz ta spadła pod nogi Deniego Juricia, który dokonał egzekucji.
W ostatnich minutach Leszczyński miał sporo do roboty. Niedługo po drugim trafieniu dla swojego zespołu bramkarz Wisły obronił strzał głową Mauro Perkovicia, po którym musiał skorzystać z pomocy fizjoterapeutów. Doświadczonego golkipera nieskutecznie uderzeniem z dystansu zaskoczyć próbował aktywny po przerwie Hasić. "Pasy" próbowały wyrównać praktycznie do ostatniej akcji meczu, lecz Leszczyński ostatecznie nie dał się pokonać po raz drugi.
Wisła wygrywając 2:1 w Krakowie przerwała wstydliwą passę pięciu porażek z rzędu. "Nafciarze" tym samym powiększyli swoją przewagę nad strefą spadkową do siedmiu punktów. Co równie istotne, Wisła znów zbliżyła się do ligowego podium.
Zobacz również:












