Wielki przełom w Ekstraklasie. Stracili trenera i pogrążyli Legię. To już koniec
Wisła Płock uległa Arce Gdynia 0:3 w 24. kolejce Ekstraklasy. Do przerwy nic nic zapowiadało pogromu. Wszystkie bramki padły po zmianie stron. Dzięki wygranej ekipa z Wybrzeża nie jest już jedynym zespołem bez kompletu punktów na obcym terenie. W spektakularny sposób uciekła ze strefy spadkowej, ponownie spychając w otchłań warszawską Legię.

Wskazanie faworyta tego spotkania było nie lada problemem. Wisła przegrała cztery poprzednie potyczki ligowe i już nikt nie pamięta, że zimę spędziła na pozycji lidera. Arka tymczasem aż do dzisiaj pozostawała jedynym zespołem, który na obcym terenie nie sięgnął po pełną pulę.
Na korzyść płockiego beniaminka miał przemawiać atut własnego obiektu. Trener Mariusz Misiura jak zwykle sugerował przed obiektywem aparatów, że jego zespół wychodzi po trzy punkty. Zaklinanie rzeczywistości dawno już przestało być jednak jego specjalnością.
Fatalna passa "Nafciarzy". Rewelacyjny beniaminek przestał budzić respekt. Teraz rozdaje punkty
Szkoleniowiec gości, Dawid Szwarga, obserwował mecz z wysokości trybun. To kara za cztery żółte kartki z tego sezonu. Nakreślony przez niego plan taktyczny miał jednak przynieść gdynianom przełamanie.
Tyle że w pierwszych minutach nic tego nie zapowiadało. Płocczanie zwyczajowo oddali rywalom pole gry, ale Arka nie bardzo potrafiła zrobić z tego użytek. W pierwszej odsłonie to nie był mecz godny Ekstraklasy.
Mimo to zespół z Wybrzeża mógł otworzyć wynik. Ale gdy w dogodnej sytuacji znalazł się Vladislavs Gutkovskis, uderzył prosto w Rafał Leszczyńskiego. To powinna być bramka.
Wydawało się, że przy dobitce Sebastiana Kerka ręką piłkę blokował Marcin Kamiński. Sędziowie analizowali tę sytuację skrupulatnie. Skończyło się jednak na rzucie rożnym.
Wszystko, co najistotniejsze, wydarzyło się po zmianie stron. Gospodarze nie wykorzystali przerwy na efektywne skorygowanie meczowej strategii. Goście natomiast zrobili to doskonale.
Arka potrzebowała kilkunastu minut, by zadać dwa ciosy. Najpierw centrę Kerka strzałem głową z pięciu metrów wykończył Dawid Kocyła. A prowadzenie podwyższył Gutkovskis, który w sytuacji sam na sam minął swobodnie Leszczyńskiego i skierował futbolówkę do pustej bramki.
"Nafciarze" nie mieli żadnego pomysłu na odwet. Potrójna zmiana nie przyniosła nawet śladowego efektu. Goście bronili się skutecznie. Nie zamierzali jednak ograniczać się wyłącznie do destrukcji.
Jeszcze kwadrans przed końcem Nazarij Rusyn przegrał pojedynek z golkiperem Wisły. Ale w 83. minucie ten sam zawodnik ustalił rezultat spotkania na 0:3. To był nokaut.
W jednym meczu gdynianie zdobyli w gościnie tyle samo bramek, ile łącznie w 11 poprzednich. W ten sposób uciekli ze strefy spadkowej. A to oznacza, że tuż nad przepaścią ponownie znalazła się Legia Warszawa.













