Widzew w głębokim kryzysie. Trzeci trener, a wyników brak. "Rozczarowanie jest duże"
Widzew miał w tym sezonie co najmniej walczyć w górnej połowie tabeli, a najlepiej o europejskie puchary. Tymczasem ma punkt przewagi nad strefą spadkową, a trzeci w tych rozgrywkach trener notuje jeszcze gorsze wyniki niż poprzednicy. - Zostały trzy mecze w tym roku, bardzo istotne i krótkoterminowo musimy zrobić wszystko, żeby się po prostu podnieść - mówi Interii prezes Widzewa.

Takich zawirowań w łódzkim klubie na pewno się nie spodziewano. Wręcz przeciwnie - liczono, że wraz z zakupem w marcu pakietu większościowego udziałów przez Roberta Dobrzyckiego, od tego sezonu rozpocznie się marsz w górę tabeli. Może nie od razu po tytuł, ale ówczesny dyrektor sportowy zapewnił, że co najmniej po europejskie puchary, w których klubu nie było przez ponad ćwierć wieku.
Współwłaściciel światowego dewelopera nieruchomości przemysłowych wyłożył pieniądze na transfery. Przyszło 14 nowych zawodników, a wydano ponad siedem milionów euro. Tyle że do tej pory nie udało się zbudować zespołu, a drużyną wstrząsały kolejne zmiany trenerów, afera z wyjazdem trenera na ślub wiceprezesa, odejścia z klubu jednych działaczy i zatrudnienie drugich.
Trzeci trener w Widzewie, a wyniki najgorsze
Widzew prowadzi już trzeci trener, a poprawy w wynikach nie ma, a nawet jest gorzej. Pod wodzą Żeljiko Sopicia zespół zdobył siedem punktów w sześciu meczach ligowych (średnia 1,16). Patryk Czubak był ciut lepszy (1,2 punktu; sześć punktów w pięciu spotkaniach). Z Igorem Joviceviciem w pięciu meczach zespół zdobył cztery punktu (średnia 0,8). Dwaj ostatni trenerzy odnieśli po małym sukcesie - awansowali do kolejnej rundy Pucharu Polski.
Przed ostatnim meczem z Koroną trener Jovicević miał dwa tygodnie względnego spokoju, by pracować z drużyną ze względu na przerwę reprezentacyjną. Zmiany na lepsze w grze nie było i Widzew przegrał 1:3 z kielecką drużyną. Mocno zdenerwowali się kibice, którzy jeżdżą za zespołem po całej Polsce, a w Łodzi szczelnie wypełniają stadion. Pierwszy raz od dłuższego czasu zaprzestali dopingu i w drugiej połowie na trybunach było dość cicho.
- Rzeczywiście tego stylu wciąż nie ma i nad tym sztab musi pracować. Mecz z Koroną ułożył się dla nas bardzo niekorzystnie, szczególnie przez bardzo proste błędy w defensywie. I to jest największy mankament. Trudno mówić o stylu, jeżeli nie ma wyników i stabilności w podstawowych elementach. Zanim będziemy szukać ręki Jovicevicia w Widzewie, to drużyna musi postarać się, żeby przyszły wyniki - twierdzi Michał Rydz, prezes klubu.
I zapewniają, że w Widzewie zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. - Zaraz po meczu każdy z nas, pion sportowy, ja jako prezes, zawodnicy i sztab zostaliśmy długo w klubie. Rozmawialiśmy o tym, co zrobić, żeby było lepiej. Wyniki są niezadowalające, a mecz z Koroną był dla nas bardzo frustrujący. Nie wypada przegrywać 1:3 u siebie. W poniedziałek i wtorek były kolejne rozmowy. Po tym, co usłyszałem od sztabu, to wiedzą, co jest mankamentem tej drużyny i jak jej pomóc. Ze strony zarządu koncentrujemy się na zapewnieniu jak najlepszych warunków do pracy tej drużyny, bo zima nas zaatakowała. Mam nadzieję, że już ostatni raz funkcjonujemy bez boiska podgrzewanego - powiedział Interii Michał Rydz, prezes Widzewa.
Kolejnej rewolucji w Widzewie nie będzie
Łódzki zespół ma w tym roku do rozegrania jeszcze trzy spotkania, wszystkie wyjazdowe. Najbliższe z Piastem Gliwice, który prowadzi niedawny szkoleniowiec łodzian Daniel Myśliwiec. Porażka, a nawet remis może sprawić, że łodzianie znajdą się w strefie spadkowej. Z drugiej strony mogą zrobić też krok, by wciąż były szanse na europejskie puchary. W 1/8 finału Pucharu Polski zmierzą się w Szczecinie z Pogonią, a rok zakończą w Lubinie. W Widzewie myślą o tych spotkaniach, ale także o okienku transferowym.
- Zostały trzy mecze w tym roku, bardzo istotne i krótkoterminowo musimy zrobić wszystko, żeby się po prostu podnieść - przyznaje prezes Rydz. - Wspólnie z Piotrkiem Burlikowskim [dyrektor ds. pionu sportowego - przyp. red.] i Darkiem Adamczukiem [pełnomocnik zarządu ds. sportu] rozmawiamy już, jak drużyna powinna wyglądać w przyszłości, bo okienko transferowe tuż, tuż. Rewolucji nie będzie, bo uważamy, że na ocenę niektórych zawodników jest jeszcze za wcześnie. Rozczarowanie jest dzisiaj duże, ale trzeba pamiętać, że zawodnicy przyszli z określonym potencjałem, którego z jakiegoś powodu nie udało się jeszcze wydobyć. I trzeba im w tym pomóc. Zmiany w sztabach szkoleniowych też powodowały, że zmieniały się założenia gry. Spokój jest potrzebny i pewne zmiany, jeśli chodzi o wzmocnienia, będą konieczne.
Rewolucji nie będzie
Wśród 14 sprowadzonych zawodników najdroższym był Andi Zeqiri, który miał kosztować około 2,5 mln euro. To najdroższy transfer w historii Widzewa. Tymczasem Szwajcar nie tylko nie zdobył bramki, ale przegrywa walkę o podstawowy skład z Sebastianem Bergierem.
- Dzisiaj Andi nie jest pierwszym wyborem i rywalizuje. To Sebastian bardzo dobrze się w Widzewie odnalazł, daje nam bramki i pewien komfort. To on jest można powiedzieć, ucieleśnieniem nowego Widzewa pod kątem mentalności, charakteru i zaangażowania - uważa prezes Rydz. - Podjął rywalizację z, wydawałoby się, zawodnikiem, który przychodził jako numer jeden i wygrywa. A Andi, jeżeli chce zrealizować marzenie i pojechać na mistrzostwa świata jako reprezentant Szwajcarii, musi bardzo mocno przepracować ten okres, żeby wywalczyć miejsce w składzie.
















![Lech Poznań - 1. FSV Mainz 05. Skrót meczu. [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000M2EHKFRJEDOBL-C401.webp)
![Raków Częstochowa - Zrinjski Mostar. Skrót meczu. [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000M2EHLT6EHB198-C401.webp)