- Czuję lekki stres, ogromną adrenalinę, ale też poczucie ogromnej odpowiedzialności za to, co ma się wydarzyć w tym klubie - powiedział Masłowski na wstępie. Nowy dyrektor pionu sportowego zadeklarował również otwartość w kontaktach z lokalnymi mediami. Zastrzegł jednak, że nie zamierza komentować każdego wydarzenia i zbyt często występować publicznie.
- Chciałbym być dostępny w takich momentach, kiedy potrzebujecie rzetelnych i wiarygodnych informacji. O Widzewie na zewnątrz mówi się bardzo dużo, czasami za dużo. Komunikacja powinna być stonowana i zbalansowana - zaznaczył.
"Mam Widzewowi coś do oddania"
Masłowski przyznał, że odejście z Jagiellonii i przyjęcie propozycji Roberta Dobrzyckiego było dla niego najtrudniejszą decyzją zawodową i życiową. W Białymstoku pozostawił dobrze funkcjonujący projekt, a z trenerem Adrianem Siemieńcem łączyła go już nie tylko relacja zawodowa, lecz także przyjaźń. O powrocie do Widzewa zdecydowały jednak - jak przekonuje - sentyment, ambicja oraz możliwość zbudowania własnego projektu.
- Widzew jest klubem, który w jakimś stopniu ukształtował mnie jako człowieka. Mam poczucie, że powinienem temu klubowi coś oddać. Jestem już na tyle dojrzałym i doświadczonym dyrektorem sportowym, że mam wyobrażenie i pomysł, jak doprowadzić ten klub do miejsca, o którym wszyscy marzymy - wyjaśnił.
- Chciałbym coś jeszcze zrobić dla polskiej piłki, a szczególnie dla Widzewa. Mam tutaj coś do oddania i pewnie też trochę do udowodnienia - dodał.
Zobacz również:
Widzew potrzebuje zmian, ale niekoniecznie rewolucji
Masłowski nie ukrywał, że obecna drużyna nie odpowiada jeszcze jego wyobrażeniu. Jednocześnie nie przesądził, jak duża będzie jej przebudowa ani ile okien transferowych może potrwać.
- Wiem, jak chcę, żeby ta drużyna wyglądała. Dzisiaj nie mogę powiedzieć, że ona tak wygląda, ale to nie oznacza, że nastąpi rewolucja. Wiele będzie zależało od samych piłkarzy, od tego, jak się zaadaptują i czy będą chcieli uczestniczyć w tym projekcie - stwierdził.
Dyrektor nie wskazał również zawodnika, który już teraz posiadałby niepodważalny status i wokół którego można budować cały zespół. - Są piłkarze, którzy mogą w niedalekiej przyszłości pełnić taką rolę, ale czas pokaże, czy to udźwigną. Muszą być stabilni, powtarzalni i systematyczni. Widzę w obecnej kadrze zawodników, którzy mogą stać się liderami i kręgosłupem tej drużyny - zapewnił.
Masłowski odniósł się także do początku sezonu. Widzew po trzech kolejkach pozostaje niepokonany, ale zdaniem dyrektora jakość jego gry musi być wyższa. - Oczekuję od tej drużyny więcej. Są dwa remisy i zwycięstwo, drużyna nie przegrała, ale trener również oczekuje od siebie i od zespołu więcej. Wczorajszy mecz był zwycięski, ale również z dużą ilością szczęścia. Nie ma sensu zaklinać rzeczywistości - ocenił. - Chcę, żeby Widzew grał lepiej, lepiej czuł się z piłką, był bardziej zdeterminowany i proaktywny. Jeśli chodzi o styl, jest dużo do poprawy. Jeśli chodzi o punkty, na dzisiaj one się zgadzają - dodał.
Nie kopia Jagiellonii, ale podobne fundamenty
Nowy dyrektor nie zamierza kopiować rozwiązań z Białegostoku. Chce jednak przenieść do Łodzi wartości, na których oparty był sukces Jagiellonii: wspólną etykę pracy, pokorę, szacunek do otoczenia i spójność całej organizacji.
- Nie da się i nie powinno się kopiować drużyny. Można jednak przenieść wiele rzeczy związanych z jej budowaniem. Moją rolą jest stworzenie wokół klubu i zespołu spójnego środowiska, pracującego na podobnych wartościach, zasadach i etyce - tłumaczył.
Jego filozofia piłkarska pozostaje ofensywna.
- Zdecydowanie bliżej mi do drużyn ofensywnych i proaktywnych. Zespołów, które wygrywają na swoich zasadach, ale jeśli przegrywają, to również na swoich zasadach. Jagiellonia przegrała w Łodzi, ale była wierna swojej filozofii. Chciałbym, żeby tutaj było podobnie - zadeklarował.
Zeqiri i Ba poza projektem. Selahi ma zostać
Masłowski konkretnie odniósł się do sytuacji kadrowej. Andi Zeqiri nie zostanie odsunięty od drużyny, ale pion sportowy oraz sztab szkoleniowy nie wiążą z nim przyszłości. Taką samą decyzję podjęto w sprawie Ba.
- Nie jestem osobą konfliktową. Zawsze szukam rozwiązań humanitarnych i chciałbym, żeby dwie strony znalazły etyczne porozumienie. Nikt nie planuje odsuwać Zeqiriego od drużyny. Ma ważny kontrakt i musimy go respektować. W ocenie sztabu i pionu sportowego nie jest jednak piłkarzem, z którym widzimy budowę tego projektu. Podobnie wygląda sytuacja Ba - poinformował.
Zupełnie inaczej Masłowski wypowiedział się o Lindonie Selahim, którego odejście jeszcze niedawno wydawało się możliwe. - Na dzisiaj nie widzę możliwości, żeby Selahi odszedł. Wręcz przeciwnie: uważam, że jest piłkarzem, z którym można budować ten projekt. Po rozmowie z trenerem uważam, że powinien z nami zostać i dostać szansę rywalizacji o miejsce w pierwszym składzie. To wartościowy piłkarz i wartościowy człowiek - podkreślił.
Masłowski potwierdził ponadto, że brazylijski napastnik Fabricio znajduje się na listach skautingowych Widzewa, ale określenie klubu jako zainteresowanego jego sprowadzeniem byłoby na tym etapie zbyt daleko idące.
Kolejne transfery są możliwe
Widzew nadal pracuje nad wzmocnieniami, choć Masłowski nie wskazał konkretnej liczby nowych zawodników. - Cały czas jesteśmy aktywni na rynku i nie wykluczamy, że ktoś jeszcze do nas dołączy. Mamy poczucie, że drużyna potrzebuje kolejnych ruchów oraz nowych bodźców - przyznał.
Nie należy jednak zakładać, że klub będzie kontynuował politykę wydawania kilku milionów euro na każdego nowego zawodnika. Pieniądze pozostają dostępne, ale mają być wykorzystywane inaczej niż wcześniej. - Kwota transferu nie zawsze odzwierciedla poziom sportowy. Jeżeli uznamy, że warto za kogoś zapłacić duże pieniądze, środki na to są. Czy zadeklaruję, że wydamy w następnym oknie pięć albo dziesięć milionów euro? Nie. Nie dlatego, że kurek został zakręcony. Robert Dobrzycki nadal jest otwarty na inwestowanie w klub, ale chce przyjąć inną strategię i inaczej zarządzać pieniędzmi - wyjaśnił.
- Nie chciałbym przepłacać piłkarzy ani przekonywać ludzi do projektu pieniędzmi. Chcę mieć poczucie, że trafiają tutaj osoby, które chcą coś wygrać i się rozwijać. Ich status musi być jednocześnie odpowiednio opłacany - zaznaczył.
Masłowski przyznał, że Przemysław Wiśniewski jako reprezentant Polski, zawodnik w dobrym wieku i sprowadzony z silnego klubu zasługuje na wysokie wynagrodzenie. Nie oznacza to jednak zgody na niekontrolowane przepłacanie.
Więcej polskich piłkarzy i zawodników z potencjałem sprzedażowym
W nowej strategii ważniejszy ma być rynek krajowy. Dyrektor zaznaczył, że sprowadzenie dobrych polskich piłkarzy bywa trudne i kosztowne, dlatego takie operacje trzeba przygotowywać z dużym wyprzedzeniem. - Wewnętrzny rynek powinien być dla nas kluczowy. Takie transfery są możliwe, ale czasami trzeba nad nimi pracować pół roku albo półtora roku wcześniej, żeby były wartościowe sportowo i adekwatne finansowo - powiedział.
W obecnej kadrze brakuje mu również młodych zawodników, którzy mogliby w przyszłości przynieść klubowi znaczący przychód. - W Widzewie brakuje mi piłkarzy z potencjałem sprzedażowym albo takich, którzy za chwilę mogliby się nimi stać. To prawdopodobnie zostanie wpisane do strategii klubu. Chcemy takich zawodników pozyskiwać i rozwijać - zapowiedział.
Akademia ma dostarczać piłkarzy, nie tylko wyniki
Kluczowym elementem projektu będzie akademia, która ma funkcjonować blisko pierwszej drużyny. Dla Masłowskiego jej podstawowym zadaniem nie będzie jednak zdobywanie młodzieżowych mistrzostw. - Nie będę patrzył na akademię wyłącznie przez pryzmat wyników. Chcę, żeby jej zespoły rywalizowały na odpowiednim poziomie, najlepiej w Centralnej Lidze Juniorów, ale nie ma dla mnie większego znaczenia, czy drużyna zajmie pierwsze, czy szóste miejsce. Kluczowe jest to, ilu piłkarzy akademia dostarczy do pierwszego zespołu - wyjaśnił.
Szkolenie ma być spójne z filozofią pierwszej drużyny nie tylko pod względem sportowym, ale również w kwestii wartości oraz podejścia do pracy.
"Biorę za to odpowiedzialność"
Masłowski zapowiedział, że mimo rozbudowanego pionu sportowego pozostanie blisko drużyny i sztabu szkoleniowego.
- Zawsze czuję się bardziej członkiem sztabu niż zarządu albo człowiekiem siedzącym w krawacie za biurkiem. Jestem praktykiem, a nie teoretykiem. Nie wyobrażam sobie budowania drużyny bez bycia blisko niej - zapewnił.
Piotr Kosiorowski ma pełnić funkcję łącznika między pionem sportowym a pierwszym zespołem, natomiast Artur Płatek również otrzyma własny zakres obowiązków. Obaj mają pomóc ograniczyć ryzyko błędnych decyzji.
Masłowski podkreślił jednocześnie, że to on odpowie za ostateczne efekty. - W tym klubie wiele osób ma dużo do powiedzenia, mnóstwo rad i podpowiedzi, ale bardzo mało ludzi bierze za nie odpowiedzialność. Ja tę odpowiedzialność biorę i będę brał, przede wszystkim za to, co będzie się działo w strukturach sportowych - zadeklarował.
Cel? Miejsce w pierwszej ósemce i wyraźny progres
Dyrektor nie wskazał jednej konkretnej pozycji, którą Widzew musi zająć na zakończenie rozgrywek. Jasno zaznaczył jednak, że nie wyobraża sobie powtórzenia poprzedniego sezonu. - Chciałbym, żebyśmy do samego końca byli drużyną, która zaczyna wyglądać jak zespół liczący się w Ekstraklasie. Musicie widzieć zdecydowany progres. To jest dla mnie kluczowe - zaznaczył.
- Miejsce musi być lepsze niż w poprzednim sezonie i to nie podlega dyskusji. Drużyna ma ustalone premie za miejsca od pierwszego do ósmego. Jeżeli zmieścimy się w tych widełkach, będę usatysfakcjonowany, przynajmniej na tym etapie - zakończył Masłowski.












