Z jednej strony Widzew ma duży problem - za mały stadion i powoli dochodzi do sufitu, jeśli chodzi o przychody z dnia meczowego. Plany rozbudowy czy postawienia nowego obiektu zostały odłożone na nie wiadomo kiedy. Szuka więc pieniędzy w kieszeniach kibiców zarówno tych "zwykłych", jak i bogatszych - kupujących karnety VIP czy wynajmujących loże biznesowe.
Zresztą miesiąc temu Robert Dobrzycki, prezes i główny właściciel Widzewa zapowiedział, że będzie dążył do tego, by klub był jak najmniej zależny od niego. - Część komercyjna i wzrost przychodów są bardzo ważne, żeby w pewnym momencie Widzew stał na własnych nogach. Nie mówię, że to się wydarzy w następnym roku, za dwa lata czy trzy, ale musimy dążyć do tego, żeby klub był niezależny od większościowego właściciela - mówił w wywiadzie dla klubowych mediów.
Ceny biletów na Koronę wywołały reakcję kibiców
Mimo słabego sezonu, w którym Widzew wzmocniony transferami za prawie 23 mln euro, dopiero w ostatniej kolejce wywalczył utrzymanie, ceny karnetów podniesiono o 20 procent i należą do najwyższych w lidze. Także najemcy lóż musieli liczyć się z podobną podwyżką. Największe skyboksy to wydatek rocznie około 360 tys. złotych. Wzrosła także cena koszulek - droższą (z pełną personalizacją) ma tylko Lech. Mało tego, nawet studio klubowej telewizji zlokalizowane na stadionie zostało zamienione na biznesową lożę, by zwiększyć przychody.
Przed spotkaniem w Pucharze Polski w klubie wpadli na kolejny pomysł. Najpierw ogłosił ceny biletów na mecz z Koroną Kielce. Okazało się, że są wyższe o 30-40 procent niż w poprzednim sezonie na spotkanie z Zagłębiem Lubin. Kibice zaczęli narzekać, że to za drogo, że to dopiero pierwsza runda etc. Wtedy zreflektował się prezes Dobrzycki.
"Rozumiem, że jest to spory wydatek. Nasz klub jest w okresie bardzo dużych inwestycji w sport i infrastrukturę, stąd finanse grają dużą rolę, jednak zawsze na uwadze jest dobro klubu. Dla mnie zaufanie kibiców jest najważniejsze; sam jestem kibicem i nie jestem w Widzewie dla pieniędzy. Biorąc to pod uwagę postanowiłem że zmienimy kategorię meczu z B na C, przez co nastąpi obniżka ceny."
Zaskoczeni zostali także najemcy lóż biznesowych. To w większości lokalni przedsiębiorcy skupieni w Widzewskim Klubie Biznesu. Wielu z nich jest z klubem od początku reaktywacji w 2015 roku, a część dużo dłużej. Do tej pory Widzew mocno o nich dbał i integrował - m.in. organizował turnieje piłkarskie, imprezy tematyczne, warsztaty czy konferencje.
Właściciele lóż mają do nich dostęp na mecze Ekstraklasy a także w pozostałe dni. Większość z nich po swojemu umeblowali - na ścianach wiszą widzewskie koszulki, zdjęcia czy grafiki. Zdarza się, że z widokiem na stadion prowadzą w nich rozmowy handlowe lub zapraszają klientów.
"Dostęp do loży zostanie wyłączony"
Jak się okazało, dostęp do lóż nie dotyczy to jednak spotkań Pucharu Polski, nie dotyczyło także prezentacji drużyny (właściciele lóż mieli dopłacić 50 zł od osoby). Już w poprzednim sezonie za obejrzenie meczu z Zagłębiem Lubin w PP trzeba było kupić bilety.
Teraz klub poszedł krok dalej. Zaproponował bilety po 1000 zł, ale najpierw trzeba było wykupić całą lożę. Jak ktoś ma 14 miejsc, to miał zapłacić 14 tys. zł. Niezależnie od tego, ile osób mogło przyjść. Potem klub się z tego wycofał i obniżył liczbę osób.
Ci, którzy nie zgodzili na propozycję Widzewa dostali pisma, w których przeczytali m. in., że "dostęp do loży w dniu 2 września 2026 zostanie wyłączony. W związku z powyższym informujemy o możliwości zabrania przedmiotów ruchomych z państwa loży w terminie do wtorku (1 września), do godziny 18." Klub zaproponował też stworzenie protokołu i dokumentację fotograficzną loży na wypadek zniszczeń.
Z naszych informacji wynika, że większość najemców lóż nie zgodziła się na takie traktowanie i nie zdecydowała się na zakup biletów. W poniedziałek i wtorek trwało więc wynoszenie rzeczy i plombowanie szafek.
Są rozgoryczeni, bo jeszcze niedawno Dobrzycki obiecywał, że będzie ściśle z nimi współpracował. - Planuję zająć się Widzewskim Klubem Biznesu i dbać o lokalne relacje. To następny fundament, który jest dla nas bardzo ważny, także historycznie - podkreślił.
Dopiero podczas meczu przekonamy się, ile osób zdecyduje się na wykupienie biletów do skyboksów i obejrzą spotkanie z Koroną z lóż biznesowych. Najemcy obawiają się, że to może być pierwszy krok, by wykurzyć ich, a na miejsce sprowadzić bogatsze firmy. Już teraz kolejka oczekujących jest spora, a niedawno prezes Dobrzycki podkreślał, że do grona sponsorów dołączają kolejne duże marki. - Pracujemy nad pozyskaniem dużych międzynarodowych i ogólnopolskich firm i tu mamy sukcesy. Moim zdaniem takich sukcesów Widzew nie miał jeszcze do tej pory - mówił w klubowej telewizji.

















