Andrzej Klemba, Interia: Jak start Widzewa w nowy sezon ocenia jego były piłkarz?
Sławomir Gula, 126 meczów w Widzewie w Ekstraklasie: Na początku chcę podkreślić, że nie zjadłem wszystkich rozumów i mówię to, co dostrzegam na boisku. Grałem w piłkę, długo w Widzewie, ale nie znaczy, że jestem najmądrzejszy. To tylko tytułem wstępu. Jeśli chodzi o początek tego sezonu, to nie widzę dużej poprawy względem poprzednich rozgrywek. Może punktowo nie jest najgorzej, ale gra nie poszła do przodu do tego, co było na wiosnę. Mało tego, jest gorzej w defensywie, bo w ostatnich trzech czy nawet w czterech meczach najlepszym zawodnikiem był Bartłomiej Drągowski. To o czymś świadczy. Gdyby nie jego postawa, na którą oczywiście każdy liczy, bo jest klasowym bramkarzem, to byłoby dużo gorzej. Dla mnie to właśnie on jest najbardziej jasną postacią Widzewa. To początek sezonu i jeszcze bym nie wysuwał daleko idących wniosków. Może być lepiej, ale też i gorzej. Gra Łodzian to nie jest to, na co wszyscy liczyli. Nie można narzekać na brak zgrania, złe boiska czy że drużyna jest nieprzygotowana. Można zgodzić się z trenerem, że nie ma głębi składu, ale to przynajmniej przez te 60-70 minut podstawowa jedenastka, która ma potencjał powinna zapewnić wygraną. A potem doświadczeniem, nawet jak nie ma jakościowych zmian, to 20 minut utrzymać prowadzenie. A tu w meczu z Koroną było odwrotnie. Nieco ponad kwadrans dobrej gry.
Trochę ten obraz zaciemnia chyba wygrana z Jagiellonią, bo to rywal przez większość meczu grał lepiej, ale był wspomniany już świetny Drągowski. Wydaje mi się, że choć pogorszyła się gra w defensywie, to jednak jest lepiej w ofensywie, zwłaszcza na wyjazdach. W poprzednim sezonie nie dało się patrzeć na Widzew na boiskach rywali.
- Ok, jest lepiej, ale niedużo lepiej. Sporo kibiców czy ekspertów stało się niewolnikami statystyk, typu xG. I jak się spojrzało na liczbę strzałów w tym meczu to Jagiellonia oddała 18, a Widzew 16. I rzeczywiście jest spory postęp. Jak jednak obejrzałeś cały mecz, to okazuje się, że w jednej akcji Baena strzelał trzy razy tuż przed końcem meczu. Czasami patrzeć na liczby, a na grę, to jest coś innego. Możemy powiedzieć, że ty masz mięso, ja mam kapustę, to mamy po pół gołąbka. Dlatego uważam, że od strony gry, to aż tak wiele w ofensywie się nie poprawiło. Co innego akurat było w meczu z Wisłą Płock, kiedy Widzew rzeczywiście tworzył sytuacje, a Sebastian Bergier mógł strzelić cztery gole, a nie strzelił ani jednego. Gdyby był w formie, to by wykorzystał. W innych meczach Widzew nie tworzył wiele sytuacji. W większości po stałych fragmentach, bo doszło dwóch zawodników, którzy umieją kopnąć piłkę mniej więcej w punkt. Wcześniej często rzuty wolne czy rożne kończyły się na pierwszym rywalu. Teraz Garcia i Gazibegović potrafią dośrodkować. A w zespole jest kilku piłkarzy, którzy mają dobre warunki fizyczne i można to wykorzystać. Nawet jeśli jest lepiej w ofensywie, to jednak kosztem defensywy. A to nie jest do zaakceptowania.
Mecz z Koroną to bolesna porażka.
- Byłem na tym spotkaniu i patrzyłem jak się ustawiają zawodnicy. Korona wygrała zasłużenie, choć nie ma lepszych piłkarzy. Ma za to lepszy zespół, jako całość. Asekurowali się, wiedzieli gdzie jest zagrożenie ze strony Widzewa. Przykład? Fornalczyk za każdym razem, jak dostawał piłkę, był podwajany. A Fassbender? Grał jeden na jednego. Najpierw z Gazibegoviciem, a potem z Krajewskim. Nie wiem, dlaczego nie było żadnej podpowiedzi, z ławki, czy z boiska. Widać było, że dobrze czuł się na boisku. Miał dzień konia i strzelił dwie bramki. Dlaczego nie było asekuracji? Korona dobrze przygotowała się do tego meczu. Defensywny pomocnik schodził i pomagał. A jak Fassbender ograł jednego Widzewiaka, to robiło się gorąco pod bramką.
Pojawiły się plotki, że Łukaszowi Masłowskiemu, który odpowiada za pion sportowy, może być nie pod drodze z trenerem Aleksandarem Vukoviciem…
- Nie ma jakiejś wielkiej poprawy w grze, ale też nie mówię, żeby od razu zwalniać trenera. Zdecydowanie za wcześnie. Nie ma jednak tłumaczenia, że drużyna jest źle przygotowana, niezgrana i nie było gdzie trenować. Nie siedzę w środku, ale nie sądzę, że jest im nie po drodze. Myślę, że wszystkim w klubie i kibicom leży na sercu dobro Widzewa. Wiadomo, że trener Vuković nie jest z rozdania Łukasza. Jednak i on jak przychodził do zespołu, to miał zawodników, nie tych, których chciał, ale tych, których zastał. Niektórzy go do siebie przekonują, a niektórzy nie. Teraz rola szkoleniowca, żeby drużyna zaczęła punktować i dobrze grać. Wydaje mi się jednak Vuković-piłkarz, a Vuković-trener to jednak dwie różne osoby.
Brakuje mi trochę tego bałkańskiego charakteru, ambicji, odwagi i pazura w roli szkoleniowca. Mam wrażenie, że jest dużo bardziej bojaźliwy, niż jak był piłkarzem. Może jednak człowiek z wiekiem dorośleje i jest mądrzejszy.
Karol Świderski to reprezentant Polski. Wrócił do Ekstraklasy i na razie nie ma żadnych liczb.
- Ma dużo jakości. Widać to, jak gra, ale to rzeczywiście nie przekłada się na liczby czy spektakularne występy. Trzeba dać mu jeszcze czas. Widać jak przyjmuje piłkę, jak uderza, jak się porusza i koledzy trochę też mu nie pomagają. Za wcześnie, by oceniać go negatywnie. To dobry piłkarz i jeszcze w lidze Widzew będzie miał z niego dużo pociechy. On zapewne nadal chce grać w reprezentacji i musi dobrą postawą na boisku zapracować na powołanie przez selekcjonera, który był na meczu z Koroną.
To jaka recepta jest w takim razie dla Widzewa?
- Spokój, trzeba w ten projekt wierzyć. Najbliższe mecze pokażą, w którym to kierunku idzie. Jest spotkanie we Wrocławiu ze Śląskiem, potem chyba Puchar Polski z Koroną i u siebie z Lechem do końca sierpnia. Zaraz będzie półtora miesiąca rozgrywek to już pierwsze rozliczenie będzie można robić. Dziewięć meczów do przerwy reprezentacyjnej to będzie połowa rundy jesiennej i głębsze wnioski można będzie wysnuć. W przypadku Widzewa na razie jest tak, że są zawodnicy, a nie ma drużyny. Nie widzę, żeby jeden za drugiego się zabijał, pomagał, asekurował. I tu się obawiam, że może być problem.


















