Reklama

Reklama

Urban chce przygotować dla Lecha niespodziankę

- W piątek najlepsza obrona ligi zmierzy się z najlepszym atakiem. Chcemy Lecha zaskoczyć - zadeklarował Jan Urban przed piątkowym hitem 8. kolejki ekstraklasy. W składzie jest Takesure Chinyama, a także Sebastian Szałachowski i po raz pierwszy w sezonie Bartłomiej Grzelak.

Chinyama od początku tygodnia zmagał się z dolegliwościami. Król strzelców poprzedniego sezonu, który w tej rundzie po raz pierwszy wystąpił od pierwszej minuty tydzień temu (i od razu strzelił gola) przeziębił się, a w dodatku odnowił mu się uraz kolana. - To, że był przeziębiony i miał gorączkę, nie powinno mieć większego wpływu na jego postawę. Najważniejsze, aby nie narzekał na kolano. On mówi: Jest OK. Lekarze też sprawdzali jego nogę i wszystko powinno być w porządku. Zobaczymy tylko, czy będzie w stanie wytrzymać całe spotkanie - stwierdził trener legionistów.

Reklama

Do kadry meczowej wracają też kontuzjowany ostatnio Szałachowski i po raz pierwszy od ponad pół roku Grzelak. Ten napastnik nie grał przez całą poprzednią rundę, a przygotowując się do jesiennej co chwila łapał urazy. Teraz ma być gotowy do gry. Znalazł się w kadrze kosztem Adriana Paluchowskiego, strzelca dwóch goli w spotkaniu inaugurującym sezon z Zagłębiem Lubin. Wciąż brakuje Tomasza Jarzębowskiego.

Przed tak ważnym meczem Urban zamknął czwartkowy trening. - Robię to bardzo rzadko. Ale teraz chcemy przygotować niespodziankę dla Lecha. Wiemy jedno: nie możemy sobie pozwalać na marnowanie tylu sytuacji jak z Lechią, bo tu będziemy ich mieli znacznie mniej. Poza tym Lech ma wielki potencjał z przodu. Nie chodzi tylko o skrzydła, bardzo groźni są Robert Lewandowski i Hernan Rengifo. Czterech zawodników Lecha strzeliło 14 goli. Nam takiej skuteczności brakuje - powiedział Urban. Potencjał lechitów w ataku rzeczywiście jest spory. W siedmiu spotkaniach strzelili 16 goli, przy ośmiu zdobytych przez Legię. Są za to słabsi w obronie. Ich bramkarz kapitulował aż 10 razy. Legii raz, najmniej ze wszystkich zespołów.

Legia jest w tabeli trzecia, ze stratą pięciu punktów do prowadzącej Wisły Kraków. Lech ma o punkt mniej. A oba zespoły interesuje mistrzostwo, więc na dalsze straty nie mogą sobie pozwalać.

- Poprzednie nasze spotkanie z Lechem w Warszawie zakończyło się remisem 1:1. Pierwsza połowa była dla nas, druga dla gości. Prowadziliśmy 1:0, a mogliśmy wyżej. Po przerwie Lech wyrównał i mógł wygrać. To nie był słaby mecz. Kibice życzą sobie jednak gry widowiskowej, ponieważ przy takiej posusze, jaka jest w Polsce, szlagier ligowy powinien wybić się ponad przeciętność. Prowadziłem Legię w czterech meczach przeciwko Lechowi. Dwa razy przegrywałem, dwukrotnie padał remis. Przyszedł czas na zwycięstwo. Wisła trochę nam odskoczyła i musimy ją gonić. Być może po tej kolejce zostanie status quo. Z drugiej strony czyjaś strata do lidera może się powiększyć. Waga wyniku jest olbrzymia i mam nadzieję, że to nie wpłynie na grę - mówił trener Legii przed piątkowym spotkaniem.

Dowiedz się więcej na temat: Bartłomiej Grzelak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje