Twierdza na Wybrzeżu zburzona. Raków powtarza radosną kanonadę z Europy
Raków Częstochowa rozgromił 4:1 Arkę Gdynia na jej terenie w 17. kolejce Ekstraklasy. Porażka gospodarzy to w głównej mierze efekt koszmarnej postawy bramkarza Damiana Węglarza, który ponosi winę przy trzech straconych golach. Dla ekipy z Wybrzeża - grającej w osłabieniu już od 40. minuty - to pierwsza domowa porażka w tym sezonie.

Konfrontację Arki z Rakowem trudno było nazwać szlagierem kolejki, ale mecz zapowiadał się nad wyraz intrygująco. Naprzeciw siebie stawali przecież uczeń i mistrz - Dawid Szwarga kontra Marek Papszun. Ten drugi trzy dni wcześniej został nazwany przez kibiców "Judaszem" z powodu konszachtów ze stołeczną Legią.
Gdynianie przystępowali do tego spotkania jako zespół w tym sezonie u siebie niepokonany. Czy należało oczekiwać, że "Medaliki" zburzą twierdzę na Wybrzeżu? W czwartek rozbili Rapid Wiedeń (4:1) w Lidze Konferencji. Tyle że... w poprzedniej kolejce ulegli u siebie Piastowi Gliwice (1:3), czyli ostatniej drużynie w tabeli.
Arka - Raków. Gdynia wreszcie podbita. Najpierw czerwona kartka, potem ciężki nokdaun tuż przed przerwą
Z lepszą energią w mecz weszli piłkarze Rakowa i to oni objęli prowadzenie już w 10. minucie. Tuż przed polem karnym do piłki dopadł Lamine Diaby-Fadiga, uderzył z powietrza i po chwili piłka znalazła się w siatce... choć nie powinna. Fatalną interwencją "popisał się" w tej sytuacji stojący między słupkami Damiana Węglarz.
24-letni napastnik Rakowa potwierdził wysoką dyspozycję strzelecką z czwartku. W starciu z Rapidem ustrzelił hat-tricka. Teraz rozpoczął demontaż Arki.
Kilka chwil później mogło być 0:2, ale potężna "bomba" Adriano Amorima trafiła tylko w poprzeczkę. Częstochowska nawałnica trwała w najlepsze. Gospodarze nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki.
Kluczowy incydent miał miejsce w 40. minucie. Dominick Zator w tej samej akcji sfaulował jednocześnie Amorima i Patryka Makucha. Arbiter podbiegł do monitora VAR i za moment ukarał zawodnika Arki czerwoną kartką.
Goście grę w przewadze udokumentowali jeszcze przed przerwą. Najpierw bezpośrednio z rzutu wolnego skutecznie przymierzył Michael Ameyaw (ponownie fatalne zachowanie Węglarza). A w doliczonym czasie płaskim uderzeniem słabo dysponowanego golkipera pokonał Jonatan Brunes. Do przerwy 0:3.
W drugiej odsłonie gdynianie walczyli już tylko o jak najniższy wymiar kary. Ale z Węglarzem w bramce nie było to łatwe. Nie minął kwadrans, a 29-letni bramkarz wypuścił piłkę z rąk, z czego skwapliwie skorzystał Brunes.
Miejscowych stać było jedynie na honorowe trafienie. Efektownie z rzutu wolnego uderzył Marc Navarro i skończyło się na 1:4. Szwarga, były asystent Papszuna, musiał pochylić głowę przed mistrzem.
Twierdza w Gdyni padła po raz pierwszy w tym sezonie. Arka dryfuje tuż nad strefą spadkową. W Ekstraklasie jedynym zespołem bez porażki pozostaje już tylko Zagłębie Lubin.













