Tu tańczyły tylko demony. Legia upokorzona, koniec przygody z Europą
Po 20 minutach gry przy Łazienkowskiej słychać było tylko chichot demonów. Wróciły po tygodniu i sparaliżowały Legię dokładnie tak, jak w pierwszym spotkaniu z Molde. Wtedy porażka 2-3 wydawała się wypadkiem przy pracy. Dziś okazało się, że była czymś znacznie więcej - zapowiedzią upokorzenia. Wicemistrzowie Polski przegrali rewanż 0-3 i pożegnali się z Europą w wyjątkowo ponurym stylu.

- Nie rozstrzygniemy tego meczu w pierwszej połowie - zapowiadał na przedmeczowej konferencji prasowej trener wicemistrzów Polski, Kosta Runjaić. Jak się okazało, miał całkowitą rację. W najgorszych koszmarach nie przewidywał zapewne, że do przerwy losy awansu przesądzą rywale.
A koszmar to jedyny adekwatny termin, biorąc pod uwagę to, co w czwartkowy wieczór przeżyli fani Legii. W Norwegii warszawianie bliscy byli remisu, mimo że po niespełna półgodzinie gry przegrywali różnicą trzech bramek. W domowym rewanżu mieli przeciwnikom urządzić surową musztrę. Tymczasem zostali upokorzeni w bladym świetle jupiterów.
Brzydka egzekucja przy Łazienkowskiej. Legia walczy, Molde strzela
Zaczęło się od wstrząsu. Pierwszy cios padł już po niespełna dwóch minutach - Kacper Tobiasz wysunął piłkę jak na tacy Fredrikowi Gulbrandsenowi, a ten z pięciu metrów tylko dopełnił formalności. A kiedy futbolówkę do bramki Legii piętą skierował Eirik Hestad, było już jasne, że demony z Molde rozdają karty również przy Łazienkowskiej. Tam 19 minut i 0:2, tu 20 minut - i też 0:2.
W tym momencie sytuacja Legii była już beznadziejna. By doprowadzić do dogrywki, trzeba było strzelić trzy gole. Zostawała wiara w charakter, niewiele poza tym.
Tymczasem tuż przed i tuż po przerwie warszawianie stworzyli sobie... trzy dogodne okazje do zdobycia bramki. Marc Gual najpierw trafił jednak w stojącego tuż przy słupku Olivera Petersena, a potem po strzale głową Hiszpana piłka zatrzymała się na słupku. Chybiona okazała się także "główka" Tomasa Pekharta, mimo że - uderzając z najbliższej odległości - miał przed sobą tylko pustą bramkę.
Po kwadransie drugiej odsłony animusz gospodarzy wygasł i do głosu ponownie doszli rywale. Efekt? Kolejny gol Gulbrandsena, który z dziecinną łatwością wykończył atak pozycyjny strzałem z pola bramkowego.
Legia atakowała i nawet trafiała w światło bramki, ale w tej fazie spotkania nie miało to już większego znaczenia. To była stypa. Pożegnanie z Europą tym razem okazało się doznaniem mocno traumatycznym i szybko nie uda się o nim zapomnieć. Wylosowanie w tej fazie zmagań akurat Molde uznawano przecież za uśmiech losu.
Tym samym nad Legią nadal ciąży klątwa, w tej chwili już 33-letnia. Ostatni dwumecz w fazie pucharowej europejskich pucharów warszawianie wygrali w marcu 1991 roku. W ćwierćfinale nieistniejącego już Pucharu Zdobywców Pucharów pokonali Sampdorię Genua, naszpikowaną gwiazdami i zmierzającą wówczas po mistrzostwo Włoch.
Cztery późniejsze próby awansu - nie licząc dzisiejszej - kończyły się niepowodzeniem. Za silne na zespół z Łazienkowskiej okazywały się ekipy Panathinaikosu Ateny, Sportingu Lizbona i dwukrotnie Ajaksu Amsterdam. Nawet po porażce w Molde, wydawało się, że tym razem może być inaczej...
Zderzenie z Europą po raz kolejny okazało się jednak nad wyraz bolesne. Legia za burtą. I trudno oprzeć się wrażeniu, że wypadła za nią w najmniej spodziewanym momencie.








![Mistrzostwa świata juniorów w skokach. O której i gdzie oglądać? [NA ŻYWO]](https://i.iplsc.com/000MFLVH0LY2G337-C401.webp)




