Trzy gole w Gdańsku, Raków zakończył strzelanie. Sędzia z Japonii na pierwszym planie
Raków Częstochowa wciąż może marzyć o występie w europejskich pucharach. Aby te marzenia się ziściły zespół prowadzony przez Łukasza Tomczyka musi punktować. Okazją ku temu był wyjazd do Gdańska w ramach spotkania 30. kolejki PKO BP Ekstraklasy z Lechią. Emocji nie brakowało, goli uznanych i nieuznanych także. Ostatecznie Raków wygrał 2:1.

Tabela PKO BP Ekstraklasy jest tak spłaszczona, że można nawet wyobrazić sobie sytuację, w której czwarta obecnie Wisła Płock wygrywa mistrzostwo kraju, choć potrzebne ku temu byłyby naprawdę sprzyjające okoliczności. Zdecydowanie bliższą wizją jest awans Rakowa Częstochowa do europejskich pucharów.
Zespół prowadzony przez Łukasza Tomczyka w miniony weekend przełamał passę baez zwycięstwa, miażdżąc Cracovię. Dzięki temu ekipa "Medalików" ponownie włączyła się do walki o Europę, aby jednak z niej nagle nie wypaść drużyna z Częstochowy potrzebuje regularnie punktować.
Lechia - Raków. Gol w 94. minucie
Bez wątpienia okazją do poprawy swojej sytuacji w tabeli był wyjazd do Gdańska, gdzie Raków mierzył się z ósmą w tym zestawieniu Lechią. Gospodarze podchodzili do tego spotkania w słabej formie, bo nie wygrali w dwóch poprzedzających meczach. W związku z tym to Raków wydawał się nieznacznym faworytem.
Goście szybko dostali cios, który zadał im w pewnym sensie Oskar Repka. Pomocnika Rakowa w dziesiątej minucie sfaulował zawodnika Lechii, a japoński sędzia bez wątpliwości wskazał na, wydaje się słuszny, rzut karny. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Tomas Bobcek.
Napastnik Lechii strzelił w środek i tym samym otworzył wynik meczu. Repka szybko zdołał się zrehabilitować. Już w 20. minucie pomocnik Rakowa doprowadził bowiem do wyrównania. 27-latek kopnął z okolicy szesnastego metra. Piłka odbiła się jeszcze od obrońcy Lechii i wpadła do siatki. Do przerwy mieliśmy remis 1:1.
Dzięki temu druga część tej rywalizacji od początku do końca trzymała w napięciu. Swoje sytuacje mieli zarówno piłkarze Lechii jak i goście. Ostatecznie w końcowy kwadrans wchodziliśmy jednak z takim samym wynikiem, jak po pierwszej części gry. W 85. minucie piłka zatrzepotała w siatce po sprytnym strzale Amorima.
Sędzia wskazał jednak, że chwilę wcześniej miał miejsce faul na Wójtowiczu. Dosłownie cztery minuty później Lechia odpowiedziała z takim samym skutkiem. Gol ekipy gospodarzy został anulowany z powodu spalonego. W piątej minucie doliczonego czasu gry wątpliwości już nie było. Z bliska piłkę do siatki wpakował Brunes, zapewniając Rakowowi triumf 2:1. Dzięki temu goście tymczasowo wskoczyli na czwarte miejsce w tabeli.











