Trenerski deficyt Legii
W warszawskiej Legii trwa bezkrólewie. Po odejściu Edwarda Iordanescu drużynę, prawdopodobnie tymczasowo, prowadzi Inaki Astiz. Ekipa z Łazienkowskiej pod jego wodzą zremisowała ligowy mecz z Widzewem (1:1), w czwartek wieczorem przegrała (1:2) ze słoweńskim NK Celje w europejskich rozgrywkach. Hiszpański trener na pomeczowej konferencji przekonywał, że to jeden z najlepszych występów drużyny w tym sezonie, a jedynym mankamentem był brak skuteczności.

Być może Inaki Astiz miał takie poczucie, że gra się zazębia, zwłaszcza w pierwszej połowie, ale niestety nikt nie przyjmie takiego tłumaczenia gdy drużyna nie zdobywa punktów, tylko przegrywa. Trudno zarazić zachwytem kibiców, czy dziennikarzy, kiedy piłkarze schodzą z boiska ze zwieszonymi głowami.
Można by przytaknąć obecnemu trenerowi po spotkaniu w Słowenii, gdyby prowadzona przez niego drużyna miała za sobą serię podobnych meczów, ale z dobrą grą, z przewagą optyczną na boisku i gdyby szły za tym głównie zwycięstwa. Tylko że tak nie jest.
Legia traci w tym sezonie gole, traci punkty, bo ma ogromny problem z trafianiem w bramkę rywala. Problem pojawił się, odkąd kontuzji doznał Jean-Pierre Nsame. Rozwiązania tego problemu nie potrafił znaleźć Iordanescu, nie udało się to dotychczas także Astizowi.
Pisząc "dotychczas" w kontekście przyszłości Hiszpana w roli pierwszego trenera, w zasadzie zakładamy, że wielu kolejnych szans raczej nie dostanie. Wydaje się przesądzone, że Legia wkrótce ogłosi nazwisko nowego szkoleniowca. I raczej nie będzie zaskoczenia - najprawdopodobniej będzie nim Nenad Bjelica.
I tutaj nasuwają się dwa pytania. Po pierwsze, czy aby na pewno Chorwat jest dobrym kandydatem. Jeśli prześledzimy jego CV, to nie ma zbyt wielu przesłanek, że w Warszawie osiągnie sukces. Gdyby był to dobry, obiecujący trener, to raczej nie spędziłby roku bez pracy. Owszem, są sytuacje, kiedy klasowi szkoleniowcy nic nie robią tak długo, ale zazwyczaj jest to ich wybór - chcą odpocząć, nabrać energii do dalszej pracy. Ale w przypadku Bjelicy raczej nie o to chodzi.
Można dojść do konkluzji, że decydenci w Legii mają taką przypadłość, która sprawia, że nie zwracają uwagi na pewne niepokojące sygnały na temat czy to zawodników, czy trenerów, których planują zatrudnić. Że przypomnę tylko te najbardziej współczesne nazwiska: trener Goncalo Feio, napastnik Mileta Rajović.
Niestety, te ostrzeżenia, o których w mediach mógł przeczytać każdy kibic, władze Legii puściły mimo uszu. Teraz, wbrew podobnym ostrzeżeniom, negocjują z Bjelicą. Trudno jest mi to zrozumieć i temu przyklasnąć.
Żaden Polski klub nie może na razie sobie pozwolić, żeby pozyskać dobrego trenera z klubu z którejś z topowych, albo przynajmniej dobrych lig europejskich, ale wystarczy trochę dokładniej się porozglądać, żeby zauważyć, że w zasięgu najbogatszego polskiego klubu są lepsi szkoleniowcy aniżeli Nenad Bjelica. Spójrzmy na Górnika Zabrze i wybór Michała Gasparika.
Słowak zaczynał pracę od grup juniorskich Spartaka Trnava, potem dostał szansę pracy z seniorami i udowodnił, że ma trenerski talent. Przepracował w klubie ponad 4 lata, ma na koncie trzy Puchary Słowacji, teraz pokazuje się z dobrej strony w Ekstraklasie - Górnik jest liderem i ma naprawdę ciekawy styl grania.
Gasparík wspina się po szczeblach kariery, tymczasem w Legii, która szczyci się najlepszą piłkarską akademią, nie dość, że na próżno wypatrywać wychowanków tejże akademii, to tym bardziej trenerów. Szefowie klubu zapowiadają, że dadzą szansę Astizowi, ale wiadomo, że jest to opcja tymczasowa.
Może gdyby nagle Hiszpan w tych dwóch meczach odmienił oblicze drużyny, to zostałby na dłużej. Ale dawanie mu takiej krótkiej chwili na wykazanie się jest jak skreślanie liczb w totolotka - prawdopodobieństwo sukcesu jest minimalne. A przecież pracującego tak długo w Legii szkoleniowca szefowie klubu powinni już doskonale znać i wiedzieć, czy jest to trener perspektywiczny.
Taki, który poznał legijne DNA i jest w stanie prowadzić zespół, jako ten pierwszy. Jeśli jeszcze nie jest na to gotowy, to kiedy i czy kiedykolwiek będzie? Czy jest na niego jakiś plan rozwoju w klubie z Łazienkowskiej, czy ten sympatyczny Hiszpan ma być tam tylko wiecznym asystentem?
W karierze asystenta powinien nastąpić moment, kiedy w końcu musi wyjść z cienia i spróbować się w roli tego pierwszego trenera. Tak, jak spróbował Adrian Siemieniec w Jagiellonii, czy - sięgając po przykłady z Europy - Mikel Arteta w Arsenalu, Hansi Flick w Bayernie, teraz w Barcelonie.
Wciąż ubolewam, że Legia ani nie "produkuje", ani też nie potrafi dobrze wybrać tych z zewnątrz. Nie promuje też swoich szkoleniowców, zaś ci, którzy przychodzą i odchodzą, to zazwyczaj potem nie mają się czym pochwalić z pracy w Warszawie. Pewnym wyjątkiem jest Kosta Runjaić, który obecnie w Serie A prowadzi Udinese Calcio.
Ale nie było bynajmniej tak, że Włosi złożyli Niemcowi ofertę, bo tak świetnie radził sobie z warszawską drużyną. Nie, Runjaić z Legii został zwolniony. I to też pokazuje jak mało logiczna i niespójna jest polityka warszawskiego klubu. Trudno dopatrzeć się długotrwałej strategii, jasno sprecyzowanej filozofii. Decyzje podejmuje się zazwyczaj spontanicznie, pod wpływem chwili i co okazuje się niejednokrotnie - na chwilę...











