Vuković przejął Widzew w trudnym momencie poprzedniego sezonu i utrzymał drużynę w Ekstraklasie. To wystarczający fakt, by jego ewentualne zwolnienie było odebrane jako niesprawiedliwe. Początek nowych rozgrywek jest słaby, ale nie katastrofalny - łodzianie zgromadzili pięć punktów w czterech kolejkach. Problem polega na tym, że poprawa względem końcówki poprzedniego sezonu o ile jest odczuwalna, o tyle wciąż zbyt daleka od oczekiwanej.
Masłowski nie ukrywał zastrzeżeń nawet po zwycięstwie
Łukasz Masłowski nawet po wyjazdowym zwycięstwie 2:0 z Jagiellonią Białystok zwracał uwagę, że wynik był lepszy niż gra, a Widzewowi sprzyjało szczęście. Trudno odczytywać takie słowa jako próbę wzmocnienia pozycji trenera. Dyrektor pionu sportowego Widzewa jasno określił, jaki zespół chce stworzyć. Widzew ma być proaktywny, ofensywny i niezależnie od wyniku realizować własny plan. Ma wygrywać na swoich zasadach, ale również na swoich zasadach przegrywać. Tymczasem futbol Vukovicia kojarzy się przede wszystkim z ostrożnością, ograniczaniem ryzyka i zabezpieczaniem wyniku.
Po zwycięstwie w Białymstoku dyrektor sygnalizował, że nie jest to jeszcze gra, której oczekuje. W następnym spotkaniu z Koroną otrzymał jeszcze mniej powodów do zadowolenia. Właśnie dlatego jedna porażka może stać się zapalnikiem zmian, choć rzeczywistym powodem nie byłby pojedynczy rezultat, lecz brak zgodności między wizją pionu sportowego a pracą szkoleniowca.
W Widzewie po raz kolejny zmienia się koncepcja
Niepewna przyszłość Vukovicia jest częścią szerszego problemu. Niemal rok temu, po serii zmian w klubie, Dariusz Adamczuk zapowiadał zakończenie etapu organizacyjnej optymalizacji. Widzew miał mieć gotową drużynę, trenera i pion sportowy, a następnie skoncentrować się już wyłącznie na rozwoju. Po niespełna dwunastu miesiącach w klubie ponownie wyczuwalna jest zapowiedź przebudowy, a przecież jeszcze w międzyczasie wydarzyło się kolejne trzęsienie ziemi.
Polityka transferowa zmieniała się w każdym z trzech ostatnich okien. Za Mindaugasa Nikoliciusa Widzew sięgał po młodych zawodników z potencjałem. Jesienią Litwin stracił pracę, ponieważ właściciel Robert Dobrzycki oczekiwał piłkarzy gotowych natychmiast podnieść poziom drużyny. Teraz Masłowski ponownie zapowiada pozyskiwanie zawodników z potencjałem sprzedażowym. Taki model jest logiczny i może przynieść klubowi długofalowe korzyści. Kłopot stanowi częstotliwość zmian. Widzew miał zakończyć etap poszukiwań i rozpocząć stabilny rozwój, ale po roku ponownie może wymienić część kadry, a los trenera jest ewidentnie niepewny.
Masłowski mówił też niedawno, że wszyscy piłkarze mają czystą kartę, lecz przedstawił tę zasadę w negatywnym ujęciu: nikt nie zapracował jeszcze na pewne miejsce w docelowym Widzewie. Nie można traktować tych słów całkowicie dosłownie, bo pozycja Bartłomieja Drągowskiego, Przemysława Wiśniewskiego czy Steve'a Kapuadiego wydaje się bardzo mocna. To raczej sygnał skierowany do zawodników, którzy mogliby czuć się bezpiecznie ze względu na kwotę transferu lub długość kontraktu. Modelowym przykładem mógłby być tu Emil Kornvig, który może czuć wewnętrzny spokój, skoro tak niedawno klub wyłożył na niego 3 mln euro. Jeśli tak jest, dostał właśnie sygnał, że jego forma prezentowana na starcie ligi, może okazać się niewystarczająca.
Mnóstwo dośrodkowań i niewiele innych rozwiązań
Mecz z Koroną dobrze pokazał boiskowe problemy Widzewa. Łodzianie wykonali 24 dośrodkowania, czyli średnio jedno na cztery minuty. Celnych było tylko sześć. Zespół zdobył wprawdzie bramkę po jednym z nich, lecz powodzenie pojedynczej próby nie oznacza jeszcze, że obrany sposób atakowania był skuteczny.
Największym problemem nie była sama liczba wrzutek, ale niedostatek alternatywnych rozwiązań. Widzew powtarzał ten sam schemat, choć nie ma wielu zawodników należących do ligowej czołówki pod względem jakości dośrodkowań. W pierwszej dwudziestce najlepszych wykonawców dośrodkowań w Ekstraklasie znajduje się tylko Mariusz Fornalczyk. Zajmuje dziewiąte miejsce ze skutecznością na poziomie 35 procent.
Skrzydła teoretycznie powinny być jedną z największych sił drużyny. W praktyce Widzew gra mechanicznie, rzadko podejmuje ryzyko i zbyt sporadycznie próbuje tworzyć przewagę dzięki indywidualnym umiejętnościom. Najlepiej pokazuje to właśnie przypadek Fornalczyka.
Fornalczyk drybluje ponad dwa razy rzadziej niż w Koronie
Wiodącą cechą skrzydłowego zawsze była umiejętność gry jeden na jednego. Nawet w słabym występie przeciwko Koronie potrafił w jednej akcji minąć dwóch rywali - Stjepana Davidovicia i Morgana Fassbendera. Dobrze rozpoczęty atak zakończył jednak nieudanym dośrodkowaniem na wysokości kostek, zatrzymanym przez pierwszego obrońcę.
Widzew zapłacił za Fornalczyka około 1,5 miliona euro między innymi dlatego, że jego umiejętność dryblingu wyraźnie wyróżniała się w danych. W sezonie 2024/25, jeszcze jako zawodnik Korony, wykonywał średnio 7,55 dryblingu na 90 minut i zajmował pod tym względem trzecie miejsce w całej Ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach, już w znacznie trudniejszym dla siebie okresie w Widzewie, notował 5,41 dryblingu na 90 minut. W obecnym sezonie jego średnia spadła do 3,5, co daje mu dopiero miejsce pod koniec drugiej dziesiątki ligowej klasyfikacji.
Tak duży regres w najważniejszym elemencie gry zawodnika musi mieć przyczynę. Może wynikać z jego dyspozycji, założeń trenera albo połączenia obu tych czynników. Niezależnie od odpowiedzi dane pokazują, że Widzew nie wykorzystuje jednej z najcenniejszych cech piłkarza sprowadzonego za znaczącą kwotę.
Przypadek Fornalczyka obrazuje szerszy trend. Zespół zachowuje się tak, jakby nadrzędną zasadą było unikanie straty. Drybling zawsze wiąże się z ryzykiem, ale może też rozbić ustawienie przeciwnika i otworzyć drogę do bramki. Obecny Widzew zbyt często rezygnuje z takiej możliwości na rzecz bezpieczniejszego, przewidywalnego rozegrania i kolejnego dośrodkowania.
Rozwój ważniejszy niż krótkoterminowy wynik
Ta ostrożność stoi w sprzeczności z kierunkiem wyznaczonym przez Masłowskiego. Widzew nie znajduje się dziś pod bezwzględną presją natychmiastowego awansu do europejskich pucharów. Najważniejszym celem obecnego etapu ma być piłkarski rozwój, stworzenie powtarzalnego stylu i przygotowanie drużyny, która w przyszłości będzie w stanie regularnie walczyć o wyższe cele. W takim procesie krótkoterminowy wynik nie zawsze powinien być najważniejszy. Bardziej wartościowa może okazać się próba proaktywnej gry i nauczenie zespołu atakowania po objęciu prowadzenia niż obrona prowadzenia 1:0 poprzez głębokie cofnięcie i wybijanie piłki. Nawet jeśli początkowo oznaczałoby to utratę części punktów, wypracowane schematy w dłuższej perspektywie powinny zwiększyć szanse na zwycięstwa.
Podobny proces przechodziła Jagiellonia w pierwszym sezonie Adriana Siemieńca. Ofensywna gra nie była wówczas celem samym w sobie, lecz narzędziem rozwoju. Drużyna podejmowała ryzyko po to, by stworzyć fundament pod przyszłe sukcesy.
Widzew chce podążyć podobną drogą, ale na razie jego gra nie odpowiada tej deklaracji. Vuković zasłużył na uznanie za utrzymanie zespołu i nie ponosi odpowiedzialności za wszystkie organizacyjne zwroty klubu. Jednocześnie trudno zignorować fakt, że jego futbol jest daleki od tego, czego oczekuje nowy dyrektor.













