Reklama

Reklama

Trener piłkarski - zawód z torbą na ramieniu

W najlepszych ligach trenerów zmienia się w ostateczności. W Polsce ludzie wykonujący ten zawód często zdani są na kaprysy prezesów. Niektóre kluby w obecnym sezonie miały już czterech szkoleniowców! - Nie jestem w stanie tego zrozumieć - rozkłada ręce Dariusz Pasieka, który zajmuje się sprawami trenerów w Polskim Związku Piłki Nożnej.

- Jeśli zarząd powie, że mam pakować torbę, to tak zrobię. Taki los trenera. Zawodowa piłka nie ma skrupułów i litości - mówił kilka dni temu Marcin Broniszewski, trener Wisły, który prawdopodobnie wkrótce też zostanie zmieniony.

Ślepe żonglowanie trenerami to nie jest jednak domena całej Europy, bo w najlepszych ligach zdarza się to zdecydowanie rzadziej. W tym sezonie we Włoszech doszło do 11 zmian, we Francji i Hiszpanii do 8, w Niemczech do 7, a w Anglii - 6. W Polsce roszad było już 14, mimo że liga liczy mniej zespołów!

Zwolnienie po sparingu

- Bardzo żałuję, że tak szybko skończyła się moja praca. Ale co mogłem zrobić w sześć tygodni? I to z kontuzjowanymi zawodnikami? - mówił Interii Tadeusz Pawłowski, gdy żegnał się z Krakowem.

Reklama

Dariusz Pasieka, przewodniczący Zespołu Kształcenia i Licencjonowania Trenerów Polskiego Związku Piłki Nożnej:

- Zwolnienia w polskiej piłce są bardzo niepokojące. Mamy wpływ na kształcenie trenerów, wystawianie licencji, ale nic poza tym. To o tyle dziwne, że wszyscy wiemy, że po 2-3 treningach niewiele można poprawić. A co, gdy zawodnicy mają czwartego trenera w sezonie? To oznacza, że muszą dostosować się do czterech taktyk i czterech sposobów prowadzenia zespołu. Nie tylko polscy piłkarze nie są w stanie tego zrobić! Naprawdę ciężko pojąć, czym czasami kierują się szefowie klubów...

Pod tym względem klinicznym przypadkiem jest Wisła Kraków. Odkąd pod koniec lat 90. właścicielem został Bogusław Cupiał, klub dokonał już 28 roszad na stanowisku szkoleniowca! Szef 13-krotnych mistrzów Polski zmieniał trenerów nawet po przegranych sparingach!

Poranna wizyta w fabryce

Czasem winni byli trenerzy, ale czasem szkoleniowcy nie pasowali zawodnikom. Gdy Dan Petrescu dał piłkarzom Wisły wycisk, wszyscy narzekali. Nie byli też zadowoleni, kiedy po przegranym meczu z samego rana zaprowadził ich do fabryki, by pokazać, jak ciężko pracują szarzy ludzie.

W końcu piłkarze powiedzieli "dość!" i zaczęli głośno skarżyć się na Petrescu. Skończyło się jego zwolnieniem, ale Rumun w nowym miejscu pracy poradził sobie świetnie.

- Bo w Polsce najłatwiej zwalić winę na trenera. Trudniej wyrzucić zawodnika, który ma podpisany kontrakt, lub ludzi z pionu sportowego. Kontrakty też osłabiają trenerów - piłkarze podpisują kilkuletnie, za to trenerzy dostają na krótki okres lub z okresem wypowiedzenia. A czarodziejów nie ma, w krótkim czasie nikt prochu nie wymyśli - uważa Pasieka.

Najpiękniejszy zawód świata

Trenerzy w Polsce zarabiają bardzo różnie - od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Jedni mają krótki okres wypowiedzenia, inni są wypłacani aż do czasu wygaśnięcia umowy. Zdarzają się też najgorsze przypadki, czyli namawianie szkoleniowców, by założyli firmę i świadczyli usługi na podstawie umowy o dzieło.

- Zwolnieniami się nie zrażam. Cóż, taki zawód... Ale zapewniam - to jedno z piękniejszych zajęć na świecie i łatwo z niego nie zrezygnuję - zapewnia trener Pawłowski.

Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje