Totalna kompromitacja Legii. Historyczna porażka w Warszawie. Aż trudno uwierzyć
Legia ewidentnie nie może odnaleźć się po odejściu Edwarda Iordanescu. Ostatnie zwycięstwo w Ekstraklasie stołeczny klub odniósł... pod koniec września. W niedzielę do Warszawy przyjechała drużyna Termaliki Nieciecza. W pierwszej połowie to goście wyszli na prowadzenie. Po przerwie gospodarze w wielkich bólach zdołali doprowadzić do wyrównania, jednak koniec końców... Termalica odniosła pierwsze zwycięstwo w historii przy ul. Łazienkowskiej.

Legia Warszawa zmaga się z niemałym kryzysem, tego nie da się ukryć. W pierwszej części sezonu zespołem kierował Edward Iordanescu, którego praca z tygodnia na tydzień miała coraz miej sensu. Punktem przełomowym była porażka z Pogonią Szczecin równoznaczna z odpadnięciem z Pucharu Polski.
Rumun zostawił klub bez trenera w ostatni dzień października. Tymczasowym szkoleniowcem został Inaki Astiz. Dwa dni później Legia zremisowała 1:1 z Widzewem Łódź, a w czwartek poległa na wyjeździe 1:2 przeciwko Celje. W niedzielę przyszedł czas na 15. kolejkę Ekstraklasy, w której "Wojskowi" zmierzyli się z Termaliką Nieciecza na stadionie przy ul. Łazienkowskiej.
Legia nadal przez przełamania. Bolesna porażka w Warszawie
Nawet pomimo trudniejszego momentu Legia w starciu z beniaminkiem była zdecydowanym faworytem. Termalica walczy o utrzymanie, obecnie dryfuje pomiędzy miejscami spadkowymi, przed trwającą kolejką zajmowała ostatnie. Za to warszawska drużyna plasuje się w połowie tabeli.
Pierwszy gwizdek w stolicy wybrzmiał o godz. 14:45. Niedługo po godz. 15:00 to goście cieszyli się z premierowego gola. Po dośrodkowaniu Arkadiusza Kasperkiewicza w polu karnym świetnie odnalazł się Krzysztof Kubica. Pomocnik Termaliki przystawił głowę do piłki w ten sposób, że ta po chwili zatrzepotała w siatce. Pochwalić należy również autora asysty.
Wydawało się, że starcie z takim rywalem to doskonała okazja dla Legii na przełamanie. Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, ostatni raz warszawianie wygrali 23 października - 2:1 z Szachaterem Donieck w Krakowie. Za to w lidze z trzech punktów cieszyli się 28 września po pokonaniu 1:0 Pogoni Szczecin. Kibicom "Wojskowych" brakuje zwycięstw, a po pierwszej połowie mało co wskazywało na to, że uda się ograć niecieczan.
Posiadanie piłki na poziomie ponad 70 proc. nie przyniosło goli. Gospodarze kierowani przez Astiza grali zbyt wolno, zbyt przewidywalnie. Za to goście po wyjściu na prowadzenie skutecznie odpierali ospałe ataki Legii, dzięki nisko ustawionej linii obrony. Nawet Wojciech i Kacper Urbańscy nie potrafili pokazać swoich umiejętności technicznych i pomóc drużynie.
Po przerwie nie zmieniło się zbyt wiele. To Termalica była dużo bliższa podwyższenia prowadzenia. Na placu gry pojawił się Rafał Kurzawa. Siedmiokrotny reprezentant Polski pokazał, że nie bez powodu rozegrał kilka meczów w kadrze. Postraszył Kacpra Tobiasza groźnymi uderzeniami z lewej nogi. Za to gospodarze wciąż bili głową w mur. Legia próbowała, ale nieustannie piłkarzom "Wojskowych" przytrafiały się niedokładne, niedbałe zagrania, które spowalniały akcje.
W końcu do wyrównania udało się doprowadzić po rzucie rożnym. Futbolówka wylądowała przed polem karnym pod nogami Ermala Krasniqiego. 27-latek zdecydował się na strzał, po którym piłka odbiła się od jednego z obrońców, zmyliła golkipera beniaminka i wpadła do bramki. Zawodnicy Marcina Brosza skupili się już tylko na defensywie, za to Legia nabrała wiatru w żagle. Reprezentant Kosowa stał się zdecydowanie najjaśniejszym punktem zespołu Inakiego Astiza.
Wydawało się, że do końca spotkania nie obejrzymy już żadnych goli. Tymczasem w czwartej minucie doliczonego czasu gry do siatki trafił Andrzej Trubeha! Termalica pokonała Legię 2:1 na stadionie w Warszawie. Pierwszy raz w historii! Kryzys stołecznego klubu stał się jeszcze większy. W pomeczowym wywiadzie Kamil Piątkowski zwyczajnie wiedział, co powiedzieć.













