Reklama

Reklama

Tomasz Frankowski: Traktowanie piłkarzy w Polsce? To jakaś patologia!

- Ja uważam, że to co się dzieje u nas, to swego rodzaju patologia. Jeden, drugi, trzeci klub poszedł w tym kierunku i przez przypadek zrobiła się norma. Skoro pierwsze trzy kluby tak zrobiły z piłkarzami odchodzącymi, to ich śladem podążył czwarty i piąty. Nie było i nie jest to napiętnowane w żaden sposób - alarmuje legendarny piłkarz Wisły i reprezentacji Polski Tomasz Frankowski. Skomentował w ten sposób przesuwanie do rezerw m.in. Flavia Paixao i Radosława Cierzniaka, którzy związali się z innymi klubami.

Interia: Czy dzisiaj nasza Ekstraklasa jest bardziej konkurencyjna w stosunku do zachodnich lig niż na początku XXI wieku, gdy grał pan w Wiśle?

Reklama

Tomasz Frankowski: Każdy z prezesów trzykrotnie ogląda złotówkę nim ją wyda. Nie ma jakichś "pistoletów", którzy dawniej co kilka lat się pojawiali. Byli w stanie szarpnąć  gotówką i ściągnąć dobrych piłkarzy i nakłonić Polaków do powrotu z bogatego Zachodu. Na początku inwestycji w Wisłę prezes Cupiał tak właśnie robił.

- Teraz powiedziałbym, że na polskim rynku transferowym jest mizeria, ale to już nie pierwsze takie okienko transferowe u nas, kiedy nic specjalnego się nie dzieje, bo dla mnie trudno uznać za jakieś supertransfery ściągnięcie przez Legią Hamalainena. Jeśli już, to może bardziej pod kątem rywalizacji między warszawianami a Lechem, niż jakości tego piłkarza. Ja nie mam do niego wielkiego przekonania. Co mamy poza tym? Odejście Kuciaka i wyciągnięcie z Wisły przez Legię Cierzniaka. O ile to drugie nastąpi, bo z tego co słyszę, to Wisła - za pośrednictwem osób, które starają się zarządzać tym klubem, a wiemy, że nastąpiły duże zmiany. Nie chcę wchodzić w nazwiska, kto tam faktycznie tym klubem rządzi, to faktycznie transfer Cierzniaka jest sprawą otwartą.
Na razie wiemy, że Legia ma kontrakt  z Cierzniakiem obowiązujący od 1 lipca i gdy to ogłosiła, to Wisła odsunęła bramkarza od gry.

- Ja myślę, że ci, którzy mają wpływ na politykę w Wiśle mogą zablokować ten transfer. Chyba że Legia sięgnie do sakiewki i będzie postawiona pod ścianą. Drugi bramkarz, który miałby zastąpić Kuciaka nie daje pewności i satysfakcji, jaką chcieliby mieć w swojej drużynie.

Z czego bierze się różnica w zachowaniu klubów polskich i zagranicznych w stosunku do zawodników, którym wygasa kontrakt i nie chcą go przedłużyć, bądź - zgodnie z prawem Bosmana - pół roku wcześniej podpisują umowę z nowym pracodawcą? Robert Lewandowski w Borussii dostał podwyżkę i grał do samego końca, choć było wiadomo, że przechodzi do Bayernu. U nas tacy piłkarze karani są przesunięciem do rezerw. Tak postąpiła Jagiellonia z Piątkowskim, Śląsk - z Flavio Paixao i pewnie teraz podobnie zachowa się Wisła z Cierzniakiem. Trzeba dodać, że i na Zachodzie zdarzało się tego typu "czołganie" piłkarzy, jak to zrobił Manchester United z Davidem de Geą, zanim ten przedłużył kontrakt.

- Ja uważam, że to co się dzieje u nas, to swego rodzaju patologia. Jeden, drugi, trzeci klub poszedł w tym kierunku i przez przypadek zrobiła się norma. Skoro pierwsze trzy kluby tak zrobiły z piłkarzami odchodzącymi, to ich śladem podążył czwarty i piąty. Nie było i nie jest to napiętnowane w żaden sposób. Zawsze działacze tłumaczą się dobrą wolą zawodnika, że proponują mu podwyżkę. Albo tym, że brali go ze słabego zespoły i niby obiecał im być w klubie na dobre i złe, natomiast myślę, że trzeba spojrzeć na błędy w podpisywaniu kontraktów. I tak jak mówią - z niewolnika nie ma pracownika.

- Taki Hamalainen, mimo że całował herb Lecha, jeśli ma ochotę odejść do Legii, to powinno się go sprzedać, podziękować za grę i skończyć ten temat. Natomiast, oczywiście, z drugiej strony warte podkreślenia jest również zachowanie piłkarzy, którzy całując herb danego klubu, powinni się z nim na tyle identyfikować, że odejście do największego rywala, powinno być w jakiś sposób, z mojej perspektywy, odrzucane.

- Jeżeli już było się związanym z Lechem, to nie powinno się odejść do Legii, bo kibiców rozjuszy ta sytuacja. Dlatego ja, jako wiślak, czy jagiellończyk nigdy nie podejmowałem rozmów z Legią, czy Cracovią, bo wiedziałem, że te kluby nie pałają miłością do siebie i miałbym tylko i wyłącznie kłopoty. Wolałem sobie oszczędzić tych sytuacji, które będą czekały Cierzniaka czy Hamalainena.

Mimo że odszedł pan nie do konkurencji tylko za granicę, dla niektórych zmienił się pan z "Łowcy Bramek" w "Sprzedawcę Firanek", jak mawiali pańscy przeciwnicy przy Reymonta.

- Właśnie dlatego, w kontekście mojego transferu do Elche, mam prawo coś powiedzieć, bo wiem, że moje odejście z klubu zostało odebrane przez część kibiców nieprzychylnie. Niezależnie od tego, gdzie bym odszedł. W świadomości kibiców moja osoba kojarzyła się z Wisłą, więc nie spodziewano się mojego odejścia gdziekolwiek.

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Frankowski | Wisła Kraków | Legia Warszawa | Duszan Kuciak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje