Reklama

Reklama

Technologia goal-line w Ekstraklasie - potrzebna czy nie?

Po starciu Cracovii z Arką Gdynia i nieuznanym golu Marcina Budzińskiego powrócił temat zastosowania w Ekstraklasie technologii goal-line. – Jestem jej zwolennikiem, ale ktoś musi dać na to pieniądze – mówił w rozmowie z Interią szef Kolegium Sędziów PZPN – Zbigniew Przesmycki.

Ekstraklasa: wyniki, terminarz, strzelcy, gole

W meczu "Pasów", jak wykazały powtórki, piłka ewidentnie przekroczyła całym obwodem linię bramkową. Nie zauważył tego jednak ani sędzia liniowy, ani główny.

Reklama

- Dlaczego w innych krajach jest już technologia goal-line? Dlatego, że są sytuacje gdy sędziowie nie są w stanie stwierdzić, czy piłka przekroczyła linię bramkową całym obwodem. Ta bramka, to pierwsza taka sytuacja u nas chyba od trzech lat. Sędziowie są szkoleni również pod tym względem. Jednak w tej sytuacji żadne szkolenie nie mogło pomóc, zawodnik piękne uderzył z 18 metrów a sędzia asystent, powtórzę, był na 16. metrze - tłumaczył Przesmycki.

Technologia goal-line na pewno ułatwiłaby życie polskim sędziom, ale jej wprowadzenie wymaga obecnie sporych nakładów finansowych. Musiałaby w tej kwestii pomóc Ekstraklasa, bo technologię trzeba byłoby zainstalować na boisku każdej drużyny występującej w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Szacuje się, że zainstalowanie potrzebnego sprzętu na jednym stadionie to koszt około 600 tysięcy złotych (100 tys. funtów). Prosta kalkulacja, czyli pomnożenie powyższej kwoty przez obecną liczbę drużyn w Ekstraklasie, daje sumę 9,6 mln zł.

- Kiedyś mówiono nawet o koszcie miliona złotych. Ten system staje się jednak coraz bardziej popularny. W następnym roku będzie w Lidze Europejskiej w fazie grupowej. W Lidze Mistrzów już jest. On się staje coraz bardziej powszechny, a co za tym idzie będzie coraz tańszy. Nie oznacza to jednak, że będzie tani - przyznaje Przesmycki.

Wprowadzenie technologii goal-line miałoby bez wątpienia wiele plusów. Po pierwsze znacznie ułatwiłoby pracę arbitrów. Technologia nie ingeruje też tak bardzo w przebieg gry, jak na przykład powtórki wideo. Sędziowie nie muszą również przechodzić skomplikowanych szkoleń. 

- Przy technologii goal-line jedyne szkolenie polega na obsłudze zegarka, który sędzia ma na ręce i na nim wyświetla się czy był gol, czy nie - argumentuje Przesmycki.

- Ostatnio byłem obserwatorem w Barcelonie i Manchesterze. To jest system od dziewięciu do jedenastu kamer, które z różnych kątów zbierają obraz. Potem te informacje są przetwarzane i decyzja jest przekazywana na zegarek sędziego - wyjaśnia szef Kolegium Sędziów PZPN.

Wprowadzenie technologii goal-line na pewno byłoby sporą rewolucją w Ekstraklasie. Dla sędziów to znakomite ułatwienie pracy, dla klubów kolejne, infrastrukturalne wyzwanie. Jeśli koszty nie przerosłyby Ekstraklasy i drużyn, to bez wątpienia warto byłoby w taką technologię zainwestować. Nikt nie chciałby znowu tracić tak piękne zdobywanych goli, jak w przypadku trafienia Marcina Budzińskiego w meczu z Arką. Gdyby ta bramka została uznana, bardzo możliwe, że uznano by ją trafieniem 24. kolejki. 

Adrianna Kmak

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Przesmycki | technologia 'goal-line'

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje