Reklama

Reklama

Tarantino, perkusja i GTA. Kluby Ekstraklasy nabrały odwagi

Piłkarze Rakowa grający na perkusji czy gracze Cracovii stylizowani na bohaterów Quentina Tarantino. Polskie kluby piłkarskie najwyraźniej przestały się bać mediów społecznościowych. Które kluby w nich brylują i gdzie jeszcze tkwią rezerwy? Interia analizuje nowe trendy w piłkarskim podbijaniu internetu.

Piłkarze Rakowa grający na bębnach i perkusji. Gracze Cracovii w klimacie gangsterskiego filmu jeżdżący z walizką po lesie. Ewentualnie zawodnik Wisły Płock poruszający się krokiem z gry komputerowej i wyszarpujący faceta z samochodu. Takie obrazki ostatnio robią furorę w polskich piłkarskich mediach społecznościowych. 

Jak przyznają specjaliści od marketingu, jeszcze nie tak dawno byłoby to nie do pomyślenia. Jak się jednak okazuje, polskie kluby coraz odważniej i z coraz większym przytupem wchodzą w świat mediów społecznościowych. Choć wciąż jeszcze wiele nauki przed nimi. Może któregoś dnia zdecydują się nawet oddać swój kanał klubowy we władanie popularnemu youtuberowi?

Reklama

Marcos Alvarez żywcem wzięty od Tarantino

Mało kto wyobrażał sobie, że napastnik Cracovii Marcos Alvarez jest w stanie z taką gracją tańczyć w stylu Johna Travolty z "Pulp Fiction". Udowodnili to jednak pracownicy działu marketingu "Pasów", którzy postanowili zaangażować jego i pomocnika Pelle van Amersfoorta w projekt promocji złotych koszulek, jakie zamierzał wypuścić klub.

Pomysłodawcą stworzenia filmu promocyjnego w takim właśnie stylu był Paweł Sułkowski, specjalista ds. wideo marketingu w Cracovii. - Chodziło o  zaprezentowanie naszych złotych koszulek. Skojarzyło mi się, że w "Pulp Fiction" mieliśmy złotą walizkę. W pierwszej chwili nie planowaliśmy jednak aż takiego zaangażowania piłkarzy - przyznaje. - Inspiracją był właśnie film Quentina Tarantino, również jeśli chodzi o kadry, ujęcia. Padły w filmiku nawet odpowiednie zwroty, zapożyczone z klasyku Tarantino.

Mimo, że chodziło tylko o krótki, kilkuminutowy filmik, gracze Cracovii dostali scenariusz po angielsku kilka dni przed zdjęciami, mogli profesjonalnie się przygotować do roli. - Nagrywaliśmy to w trzech lokalizacjach. Przede wszystkim, w naszej bazie w podkrakowskiej Rącznej, niedaleko stamtąd znaleźliśmy odludne miejsce, gdzie nagraliśmy też sceny plenerowe. Do tego doszły sceny na stadionie. A trzecia lokalizacja to była Pepez Pizza, zaprzyjaźniony lokal - wylicza Sułkowski. 

Okazało się, że szczególnie Alvarez odnalazł w sobie naturalny aktorski talent. - Widać, że ma ten dryg. Trochę nawet reżyserował, wiedział, gdzie się ustawić, czuje klimat filmowy - przyznaje Sułkowski. - Po Pelle widać było, że trochę trudniej było mu się rozluźnić przed kamerą. Im dłużej jednak przebywał na planie, tym swobodniej się czuł. A w sumie na planie zdjęciowym obaj spędzili ponad 6 godzin, więc cieszymy się, że byli nam w stanie poświęcić aż tyle czasu. Po pewnym czasie obyli się z kamerą, ze sprzętem i pewne rzeczy zaczęły im przychodzić z większą łatwością.

Sam Alvarez, choć spędził na pracy nad filmikiem tyle godzin, w ogóle nie narzekał. Był rozentuzjazmowany, gdy zadzwoniliśmy do niego zapytać o wrażenia. - Człowiek od razu nabiera szacunku do pracy aktorów i całego zespołu ludzi pracujących przy kręceniu takiego filmu. Mam mnóstwo uznania dla tych wszystkich osób, które stały za kamerą, wymyślały scenariusz, dla pomysłodawców tego filmu - podkreślał.

- Dla Marcosa i Pelle to było bardzo ciekawe doświadczenie. Muszę też przyznać, że wiele rzeczy, jeśli chodzi o poszczególne sceny i dialogi było ich inwencją - zdradza Sułkowski.

Cracovia tym filmikiem wpisała się w szerszy trend panujący ostatnio w mediach społecznościowych, jeśli chodzi o aktywność klubów piłkarskich. Polskie kluby coraz częściej starają się umieszczać na swoich kontach treści zgoła niezwiązane z piłką nożną, czy nawet w ogóle ze sportem. Przykładem jest Raków Częstochowa, który nagrał ostatnio filmik pokazujący, jak cała jego drużyna, piłkarze i trenerzy, gra na perkusji. Chodzi też o to, by zainteresować marką danego klubu użytkowników mediów społecznościowych, którzy na co dzień kompletnie nie pasjonują się Ekstraklasą, czy nawet w ogóle futbolem. Zaskoczyć ich. 

- Zdecydowanie tak. Ale to jest też jedno z narzędzi, by zainteresować media, które normalnie tematem by się w ogóle nie zajęły - przypomina Maks Michalczak, PR Manager agencji Abanana. Tak zrobiła właśnie Cracovia ze swoim najnowszym filmikiem. 

Zestaw Luisa Maty

Michalczak przyznaje, że polskie kluby ostatnio pozwalają sobie w mediach społecznościowych na znacznie więcej, niż kiedyś. Są bardziej odważne, nie boją się zaskakiwać. - To, co się w ostatnich latach zmieniło to fakt, że kluby nabrały więcej dystansu. Pozwalają sobie na tworzenie contentu, który jeszcze kilka lat temu by nie powstał, z wielu powodów. Również ze względu na pewnego rodzaju poprawność. Komunikacja klubów w mediach społecznościowych kilka lat temu była wprawdzie nacechowana emocjami, ale była to też komunikacja w pewnym stopniu ograniczona - nie ukrywa.

I dodaje: - Obecnie jest więcej inspiracji zachodnimi trendami. Stawia się częściej na RTM - real time marketing, czyli content dostosowany do aktualnej sytuacji, licząc na popłynięcie na fali danego zjawiska.

Idealny przykład podrzuciła ostatnio Pogoń Szczecin. Wykorzystując fakt, że przez kraj przetacza się dyskusja o zestawie z McDonald's promowanym nazwiskiem rapera Maty, szczecinianie wrzucili filmik z piłkarzem Luisem Machado Matą, który zachwalał swój zestaw - paszteciki z klubowej restauracji.

Raków złapał luz - nawet Marek Papszun

Z kolei Raków Częstochowa - jak mawia młodzież - ostatnio zupełnie "poszedł po bandzie". Zaangażował piłkarzy do odtwarzania scenek z popularnych w internecie GIFów i teraz wrzuca je na profile w mediach społecznościowych np. po strzelonym golu czy przy okazji wygranego meczu. Nie ominęło to nawet trenera Marka Papszuna, który na jednym z GIFów chowa się w żywopłocie.

Czy takimi manewrami klub cokolwiek ryzykuje, czy to raczej sam zysk? - Jeszcze kilka lat temu kluby się bały tego ryzyka wizerunkowego i dlatego nie podejmowały pewnych działań. Myślę, że dzisiaj to się zmienia. Klub piłkarski jednak nie jest jak instytucja samorządowa, może sobie pozwolić na zdecydowanie luźniejszą komunikację. Ja tu nie widzę zagrożenia - ocenia Michalczak. - O ile oczywiście jest to wszystko kulturalne, nie mówię tu np. o jakimś chamskim "podszczypywaniu się".

Michalczak wskazuje, że tych niekonwencjonalnych, naprawdę trafionych treści publikowanych jest przez kluby w mediach społecznościowych wciąż zbyt mało. - Popatrzmy na to, z kim rywalizują kluby sportowe, ile podobnych treści pojawia się codziennie w internecie. My zwracamy teraz uwagę na filmik Wisły Płock czy Rakowa właśnie dlatego, że takich akcji jednak zbyt wiele nie ma.

Generalnie nie jest łatwo przebić się przez zalew najróżniejszych treści w mediach społecznościowych. - Jak np. klub ma na Facebooku 219 tys. fanów, to statystycznie zasięg organiczny, czyli liczba osób, którym za darmo wyświetla się jego post, to ok. 5,4 procenta. Czyli w najlepszym wariancie wyświetli się maksymalnie ok. 12 tysiącom fanów. Tak to wygląda w przypadku Facebooka. A w przypadku Instagrama jest jeszcze gorzej, to będzie niecałe 2 procent - wskazuje Michalczak.

O Twitterze już nie mówiąc, bo ta platforma nie ma w Polsce nawet dwóch milionów użytkowników. - Twitter jest jednak o tyle istotny dla polskich klubów, że są na nim obecne media. Możliwość pochwalenia się jakimś projektem mediom jest dzięki temu zdecydowanie większa, niż w przypadku aktywności na Instagramie, bo dalece nie każdy polski dziennikarz ma konto na Instagramie - zaznacza Michalczak.

Nie ukrywa, że w tej sytuacji dziwią go trzy rzeczy.  -  Po pierwsze, rzadko zdarza się, żeby polski klub płacił za promocję postów w mediach społecznościowych. Tymczasem marki, z którymi kluby konkurują w świecie mediów społecznościowych robią to nagminnie - wskazuje. - W ten sposób z automatu stawia się na zdecydowanie gorszej pozycji przy pozyskaniu nowych konsumentów, bo o to przede wszystkim toczy się bój.

Youtuber na meczu Śląska Wrocław

Po drugie, Michalczak zwraca uwagę, że nieco po macoszemu wciąż traktowany jest przez piłkarskie kluby w Polsce YouTube. - Największy potencjał w Polsce na dziś ma nadal YouTube, jeśli spojrzy się na liczbę użytkowników. A tymczasem polskie kluby piłkarskie ograniczają się do tego, że umieszczają tam np. konferencje prasowe czy kulisy meczu, ewentualnie spot przygotowany pod inne platformy. Natomiast żaden klub nie prowadzi swoich działań na YouTube w taki sposób, który dawałby mu podobne zasięgi, jakie mają uznani youtuberzy w Polsce - ocenia Michalczak.

W zachodnich klubach codziennością są specjalne miniprogramy przygotowywane pod tym kątem. Fani Liverpoolu uwielbiają np. śledzić przekomarzania Andy’ego Robertsona z Jamesem Milnerem, czy jazdę po mieście z Trentem Alexandrem-Arnoldem.

- Można byłoby pójść nawet dalej. I to jest ta trzecia rzecz, o której wspominałem. Marki często wykorzystują influencerów do promowania swoich produktów. Nie boją się też oddać swoich kanałów marketingowych np. na jeden dzień we władanie influencerów, którzy będą w tym czasie prowadzić ich komunikację np. na Facebooku, Instagramie czy TikToku. Taki influencer ma np. milion obserwujących - wskazuje Michalczak. I podrzuca ciekawy pomysł. - Gdyby któryś ogłosił np. "słuchajcie, w niedzielę jestem na meczu Śląska Wrocław, poprowadzę z tej okazji kanał instagramowy Śląska podczas meczu z Legią, obserwujcie, co się będzie działo!", automatycznie kilka procent z jego obserwujących mogłoby przejść do grona obserwujących tego klubu. Grupa docelowa powiększyłaby się zdecydowanie przy obiektywnie małym nakładzie sił.

Zaznacza jednak: - Domyślam się, że kluby nie robią tego nie dlatego, że nie mają takiej wiedzy lub pomysłów, ale z powodu braku środków i ludzi.

Paradoksem jest to, że jeśli chodzi o kluby Ekstraklasy, często bardziej niekonwencjonalne pomysły i rozmach w wykonaniu takich treści dla potrzeb mediów społecznościowych mają nie te najbardziej rozpoznawalne medialnie kluby, jak Legia Warszawa, Lech Poznań czy Wisła Kraków, a kluby z mniejszą liczbą obserwujących - np. Raków Częstochowa czy Wisła Płock.

Michalczak zwraca uwagę, że w mniejszych klubach często proces decyzyjny jest po prostu szybszy i łatwiej realizować pewne pomysły. Poza tym, podkreśla: - Nie dziwię się, że Raków czy Wisła Płock zintensyfikowały dość mocno takie działania, bo mają lub będą mieć nowe stadiony do zapełnienia. A w Polsce nadal głównym czynnikiem przyciągającym ludzi na stadion jest wynik sportowy.

W Rakowie pojawił się też nowy dyrektor marketingu Michał Siara, z doświadczeniem w świecie polskiej piłki.

Lechia już na TikToku

Ostatnio "krzykiem mody" wśród polskich ekstraklasowiczów jest zakładanie kont na TikToku. Mają je już Legia Warszawa, Wisła Płock, Lech Poznań, Raków, a ostatnio dołączyła do tego grona choćby Lechia Gdańsk.

Zdaniem ekspertów, wciąż jednak wiele jest do zrobienia, jeśli chodzi o działania polskich klubów w świecie mediów społecznościowych.

- Mam wrażenie, że nadal w wielu przypadkach klubowe działy marketingu czy biura prasowe są pozostawione w pewnym sensie same sobie. W moim odczuciu nie mają takiego wsparcia, na jakie by zasługiwały. Mówię tu zarówno o wsparciu osobowym, jak i finansowym - podsumowuje Michalczak. 

Czytaj także: Cracovia. Marcos Alvarez: Nie myślałem, by zostać aktorem



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje