Tan Kesler o negocjacjach z Grosickim: nie było tradycyjnie
- Z perspektywy Kamila nie był to tradycyjny sposób prowadzenia negocjacji. W Polsce negocjacje odbywają się za zamkniętymi drzwiami. A tutaj były otwarte dla opinii publicznej. Z tym, że my zawsze mówiliśmy, że będziemy transparentni - mówi w obszernej rozmowie z Interią Tan Kesler, wiceprezes Pogoni Szczecin.

Korespondencja z Turcji (zgrupowanie polskich klubów)
Przemysław Langier (Sport Interia): Głośno było ostatnio o kontrakcie Kamila Grosickiego.
Tan Kesler (wiceprezes Pogoni Szczecin): - Przedłużonym kontrakcie. Jesteśmy z tego dumni, to oczywiste.
Sporo było z tym zamieszania, posty na Twitterze, wpis Alexa Haditaghiego brzmiący jak ultimatum…
- Nie sądzę, że to było ultimatum. Raczej powiedziałbym, że część intensywnych negocjacji, co wynika z natury oczekiwań obu stron. Ale nikt nikogo nie stawiał pod ścianą. Osobiście brałem udział w 99 proc. negocjacji, a ich podstawą - z naszej perspektywy - było znalezienie rozwiązania mającego zapewnić klubowi i Kamilowi jak najlepszą, wspólną przyszłość. Każdy krok w tych negocjacjach był przemyślany. Kamil też musiał porozmawiać z rodziną i swoimi ludźmi, więc na pewnych etapach oczekiwania się nie zgadzały.
Kamil ostatecznie zaakceptował ofertę, o której publicznie pisał właściciel klubu?
- Jak ma to miejsce w przypadku sfinalizowanych kontraktów, nie zamierzam publicznie ujawniać szczegółowych zapisów, jednak ostateczne porozumienie nie odbiegało znacząco od tego, o czym pisał Alex.
Dużo złej krwi było w tym wszystkim między Kamilem a Alexem?
- Istotą negocjacji jest to, że dwie strony dochodzą do porozumienia, wychodząc z odmiennych, często sprzecznych stanowisk, a w tym przypadku mieliśmy do czynienia z rzadką sytuacją, w której zarówno te stanowiska, jak i droga do osiągnięcia kompromisu były rozgrywane publicznie. Nie mogę wypowiadać się w imieniu Kamila ani Alexa, aby poznać ich osobistą perspektywę, należałoby porozmawiać bezpośrednio z nimi. Rozumiem Alexa i powody, dla których napisał to, co napisał, a z perspektywy Kamila nie był to tradycyjny sposób prowadzenia negocjacji, dlatego jego stanowisko również jest dla mnie zrozumiałe. Ostatecznie Kamil pozostał w klubie i nie sądzę, aby było to możliwe, gdyby w ich relacji istniał jakikolwiek problem.
Co ma Pan na myśli, mówiąc o nietradycyjnym sposobie?
- W Polsce negocjacje odbywają się za zamkniętymi drzwiami. A tutaj były otwarte dla opinii publicznej. Z tym, że my zawsze mówiliśmy, że będziemy transparentni. Dla kibiców. Ale ostatecznie, naprawdę, zjednoczyliśmy się i osiągnęliśmy coś wyjątkowego dla klubu, dla nas wszystkich. Kamil zrozumiał nasz punkt widzenia i wtedy w zasadzie podpisaliśmy kontrakt. To udana współpraca, z obu stron. Mamy happy end tej sprawy, a to, co działo się po drodze, jest drugorzędne.
Zobacz również:
Polityka transferowa Pogoni inna niż Widzewa
Kontrakt Kamila Grosickiego był jedną z kluczowych spraw na to okienko, ale kolejną sprawą są transfery. Pogoń planuje w jakiś sposób zmienić swoją politykę transferową, gdy nie będą już na niej ciążyć długi narobione przez poprzedników?
- Co Pan ma na myśli mówiąc "zmieni politykę transferową"?
Po prostu się zastanawiam, czy biorąc pod uwagę majątek Alexa Haditaghiego i jego chęć do wydawania pieniędzy na Pogoń, nie będzie was kusić, by na polu transferowym stanąć do wyścigu z Widzewem i wydawać krocie.
- Staramy się mieć jasno określoną politykę transferową. Podstawą jest to, by nie przepłacać kontraktów. Druga rzecz to stawianie na rozwój młodych piłkarzy. Chcemy mieć zawsze takich, którzy najpierw wniosą swój wkład w zespół, a następnie będą mogli przynieść dochód - bo tylko tak klub będzie mógł się rozwijać. Oczywiście przy okazji potrzebujemy doświadczenia. Mamy możliwość kupowania piłkarzy, ale to nie znaczy, że będziemy wydawać na nich wszystkie pieniądze, bo to nie jest polityka, w jaką byśmy chcieli iść. Chcemy osiągnąć sukcesy, a później pozostać na górze, ale nie będziemy robić tego za wszelką cenę, aby osiągnąć krótkoterminowe korzyści. Inna sprawa, że niektórzy z zawodników, których pozyskaliśmy, jak Paul (Mukairu), (Rajmund) Molnar i Musa (Juwara) - to są zawodnicy spoza tej ligi. Musieli dostać czas na adaptację. To zajmuję trochę czasu, co przełożyło się na stres związany z wynikami, ale wierzymy w naszego trenera, jego filozofię. Naprawdę podoba mi się, jak pracujemy z Alexem, jeśli chodzi o naszą politykę, a trener to wspiera.
Czyli Pogoń nie planuje iść "na grubo".
- Chcemy sprowadzić takich zawodników, by byli częścią Pogoni. Nie dla pieniędzy, wielkich kontraktów. Chcemy, by każdy tu przyszedł, by osiągnąć coś wyjątkowego, czego nie udało się jeszcze zrobić w historii tego klubu. Wierzymy w to nastawienie. Pyta Pan o politykę transferową - ona jest bardzo prosta. Chcemy być w stanie zidentyfikować zawodników, który potencjał będzie zrównoważony z ceną, i którzy jednocześnie przyciągną uwagę również z rynków międzynarodowych. Ekstraklasa jest na niesamowitej ścieżce, świetnie się rozwija. Nie chcemy na transferowym rynku konkurować z klubami, które wydają fortunę, chcemy działać w bardziej inteligentny sposób. Znajdować talenty, rozwijać je i tworzyć skład zdolny do wygrywania przez dłuższy czas.
A bylibyście w stanie wydać - powiedzmy - 4 mln euro na piłkarza, który spełnia te wszystkie kryteria: jest młody, jakościowy, siłą rzeczy z dużym potencjałem sprzedażowym, z adekwatną ceną do umiejętności?
- Proces podejmowania decyzji oraz przygotowania przed podpisaniem kontraktu z jakimkolwiek zawodnikiem obejmuje znacznie więcej elementów niż tylko spełnienie ogólnych kryteriów, o których Pan wspomniał. Są kluby, które prowadzą inną politykę niż my i wydają więcej pieniędzy na zawodników spełniających ich założone kryteria. Oczywiście bierzemy pod uwagę kwestie finansowe, z powodów, o których była mowa wcześniej, oraz budżety, w ramach których funkcjonujemy, jednak naszym głównym i słusznym punktem odniesienia jest wpływ, jaki dany piłkarz będzie miał na zespół.
Dla przykładu, obecnie w kadrze mamy Sama Greenwooda. Wiążemy z nim bardzo duże nadzieje i odrzucamy wiele ofert w przedziale cenowym, o którym Pan mówi, właśnie ze względu na jego wpływ na drużynę oraz ścieżkę rozwoju, którą - naszym zdaniem - podąża. Niech to będzie sygnał, że możemy sobie pozwolić na takiego zawodnika.
Pozyskaliśmy Molnára z Węgier, ale jest on "produktem Benfiki". Gdyby nie kontuzja, byłby jednym z najlepszych napastników w Ekstraklasie. Nie będę wchodził w szczegóły dotyczące budżetów ze względu na prywatność oraz uczciwą rywalizację, jednak klub wielokrotnie pokazał już, że jest gotów działać i inwestować. Znaczenie rynku transferowego oraz korzyści, jakie on przynosi, nie polegają na tym, ile pieniędzy się wydaje, lecz na tym, w jaki sposób się je wydaje i czy buduje się zespół, który rzeczywiście funkcjonuje jako drużyna.
Benjamin Mendy nie pasuje do tego modelu.
- Pod niektórymi względami przeciwnie. Chciał być częścią naszej organizacji, a do szatni dostarczył niezbędną mentalność zwycięzcy, co znalazło odzwierciedlenie w uzgodnionym kontrakcie, a który jednak różni się od tych, na jakie przystawał wcześniej.
Uważa Pan, że ostatnie okienko wpisuje się w ten model? Jest Pan z niego zadowolony?
- Zawsze powtarzaliśmy, że cieszymy się, że mamy kilku zawodników, którzy naprawdę w ofensywie zrobili na nas duże wrażenie. Ale są też zawodnicy, którzy wciąż mają problemy z poziomem na wyższym poziomie. Myślę, że Musa musi poprawić swoją grę. Marian (Huja) też ma swoje wzloty i upadki. Ale potem, wiesz, Pozo miał inne podejście, kiedy go sprowadziliśmy. Znał ligę, ale chcieliśmy wykorzystać jego umiejętności techniczne, aby pomóc zabłysnąć naszym młodym zawodnikom, takim jak Adrian Przyborek. To jest proces z przerwami, ale myślę, że ogólnie poszło nam dobrze. Wybraliśmy dokładnie takich zawodników, jakich chcieliśmy.
Da się zbudować w dzisiejszej Ekstraklasie konkurencyjną drużynę na bazie piłkarzy z kartą na ręku?
- Przede wszystkim nie ma piłkarzy darmowych, bo za klasowego zawodnika z kartą na ręku - wliczając opłaty, kontrakt - trzeba zapłacić jak za transfer. Po drugie podpisaliśmy właśnie wstępny kontrakt z Patrykiem Dziczkiem. Przyjdzie latem, choć próbujemy ściągnąć zimą, ale jeśli nie uda się go już teraz sprowadzić, będzie właśnie piłkarzem z kartą na ręku. Spokojnie może się okazać, że będzie miał wpływ na zespół nie mniejszy, niż piłkarz za 4-5 mln euro, o którym wspomniałeś. Ale woleliśmy jego. Nie dlatego, że nas nie stać, tylko że chcemy mądrze wydawać pieniądze.
Przy okazji - jakie są szanse, że Dziczek trafi do Pogoni już teraz?
- Wszystko zależy od Piasta, bo my wysłaliśmy wyraźny sygnał, że chcemy go już teraz. Szukamy tej wspólnej strefy z Piastem, ale oni nie chcą go puścić, więc szanse są niewielkie. Ale ja zawsze patrzę na to w ten sposób, że póki wynoszą choć 1 proc., trzeba próbować.
Kontrowersje z agentem
Jaką rolę w komitecie transferowym odgrywa Mariusz Mowlik, aktywny agent piłkarski? To wygląda na konflikt interesów.
- Mariusz od samego początku jest naszym przyjacielem i doradcą. Rozumiem, że jest też agentem, ale to bardzo etyczny facet, który w przeszłości pełnił obowiązki dyrektora sportowego. To on polecił nam klub, przekazał swoje spostrzeżenia i przekonał nas, żebyśmy po prostu do niego dołączyli. Alex bardzo mu ufa, ja również. Jeśli budujesz relację na tak ogromnym zaufaniu, nie ma mowy o konflikcie interesów. On nie jest u nas traktowany jak agent, tylko niezależny doradca. Jego obecność u nas nie jest niczym negatywnym. Chcielibyśmy zrozumieć dynamikę polskiego rynku, tego, jak kluby prowadzą interesy. On daje nam dobry wgląd w tę kwestię. I nie jest przecież jedynym agentem, z którym współpracujemy.
Ale sam Pan wie, jak to wygląda z zewnątrz. Kibiców taka współpraca zawsze niepokoi.
- Rozumiem pewne elementy tych obaw i wiem, że nasi kibice martwią się jego zaangażowaniem, jednak Mariusz wspiera nas wyłącznie w roli doradczej. Jeśli chodzi o wszelkie sugestie dotyczące współpracy, zawodnicy naszej akademii podpisują kontrakty z różnymi agencjami w Polsce i jesteśmy otwarci na rozmowy z każdą z nich. Nikt nie pyta ani nie kwestionuje, dlaczego współpracujemy z Mariuszem. Zawodnicy pierwszego zespołu są reprezentowani przez różnych agentów i z nimi również chętnie rozmawiamy. Mariusz jest niezależnym doradcą, który wnosi realną wartość do procesu podejmowania przez nas decyzji i zasłużył na to zaufanie swoim doświadczeniem, wiedzą oraz sposobem działania.
Na czym właściwie budujecie to zaufanie?
- Przede wszystkim trzeba ufać ludziom, z którymi się pracuje. Dotyczy to zawodników, trenera, prezesa, dyrektora sportowego, szefa skautingu - zaufanie musi istnieć na każdym poziomie. Wszystko sprowadza się do zaufania, a jest to coś, co się zdobywa. Mariusz zasłużył na nie dzięki swoim radom, doświadczeniu i wiedzy i ani przez moment nie postępował w sposób, który mógłby to zaufanie podważyć.
Co z przyszłością?
Ogłosiliście niedawno przyjście Okana Ozkana jako dyrektora skautingu. Będzie to w jakiś sposób łączył z funkcją dyrektora sportowego?
- Nie, ponieważ Alex chciał zachować stanowisko dyrektora sportowego jako odrębne. Praca Okana jest bardzo kluczowa, ponieważ jest szefem skautingu, ale jednocześnie także rekrutacji, odpowiada również za dyrektora rekrutacji. Znam Okana od dawna. Czytałem też w mediach społecznościowych na Twitterze wiele negatywnych opinii na jego temat, co było dla mnie zaskakujące, ponieważ dorastał w organizacji Fenerbahce, był trenerem, potem szefem skautingu, potem asystentem dyrektora sportowego, a następnie dyrektorem sportowym, jednym z dwóch dyrektorów sportowych. I osobiście wiem, że kiedy byłem w Hull, pracował ramię w ramię z Alim Kocem (turecki biznesmen, szef Fenerbahce). Jego wiedza, jego zrozumienie kontraktów, ale jednocześnie zrozumienie realiów rynku i sposobu, w jaki patrzy na zawodników, są niesamowite. Jak wszyscy wiedzą, zwolniliśmy skautów, głównego skauta i dyrektora sportowego kilka miesięcy po tym, jak w marcu przejęliśmy klub. Chodziło więc o to, aby sprawnie zbudować ten dział, a nie tylko wrzucać tam ludzi, czekać na jakieś nazwiska i znowu polegać na agencyjnych usługach, na których polegaliśmy w przeszłości. Zadaniem Okana jest po prostu stworzenie naszego działu danych, ujednolicenie podejścia do skautingu z jego zespołem, a następnie zaprojektowanie struktury skautingu akademii, i przy wsparciu Polaków, zajęcie się skautingiem dla pierwszego zespołu, planowaniem kadry ze mną i z Alexem. Odgrywa u nas znaczącą rolę, ale to nie znaczy, że zostanie dyrektorem sportowym.
Planujecie zatrudnienie takiego? Kiedyś deklarowaliście, że tak, a - jak sam Pan mówi - minęło już dziewięć miesięcy.
- Zawsze szukamy nowych talentów, nowych pomysłów, świeżych umysłów. Jestem prawie pewien, że Alex może potwierdzić, że szukamy dyrektora sportowego, ale powtarzamy, że musi to być odpowiedni kandydat. Więc po prostu jeszcze nie znaleźliśmy odpowiedniego kandydata. Rozmawialiśmy z wieloma fajnymi i odpowiednimi kandydatami, ale nie znaleźliśmy między nami chemii.
Pomówmy o zimowym oknie. Przyszedł Karol Angielski, ale wobec kontuzji Molnara, przyjdzie jeszcze jakiś napastnik?
- Zawsze jesteśmy otwarci na wzmocnienie składu. Nasz prezes wspominał, że zamknęliśmy okno transferowe, ale jednocześnie pozostajemy otwarci na pojawiające się okazje. Ostatecznie rynek transferowy jest dynamiczny i wszystko może się wydarzyć. Jesteśmy przygotowani i nieustannie prowadzimy rozmowy, mając na uwadze dobro Pogoni.
Pojawiły się pogłoski o Pawle Dawidowiczu, który miałby wzmocnić obronę.
- Tak, przyglądamy mu się. To solidny zawodnik, reprezentant kraju. Mamy najwięcej zagranicznych zawodników spośród klubów Ekstraklasy i potrzebujemy kilku polskich dla równowagi.
Więc temat Dawidowicza jest realny.
- Skontaktowaliśmy się z nim, ale on też ma wiele opcji. Jestem pewien, że rozważa. Chodzi o spotkanie w połowie drogi, gdzie jego oczekiwania, a gdzie nasze, bo on nie grał od jakiegoś czasu. Więc, wiesz, oczywiście, on to rozważa, bo wie, czego chce. Wyraził zainteresowanie Pogonią, ale na razie jest za wcześnie, żeby to jednoznacznie skomentować.
Fatalna runda Pogoni
Dlaczego jesteście tak nisko w tabeli?
- Wiele osób ignoruje albo wręcz lekceważy skalę zmian, jakie zaszły. Drużyna, jaką miała Pogoń, była stabilna od lat, ale nie da się jej utrzymać na zawsze. Zawodnicy się starzeją, dochodzą kontuzje, zmieniają się oczekiwania i ich nastawienie. W każdym klubie, kiedy wprowadza się zmiany, potrzeba czasu. One nie dają one natychmiastowego efektu i od początku było jasne, że nie będzie to droga liniowa.
Ale przecież byliście świadomi, że robicie zmiany i że będą duże, a jednocześnie padały deklaracje o mistrzostwie, później o awansie do pucharów, a rundę skończyliście na odległym miejscu.
- Myślę, że nie ma nic złego w byciu ambitnym. Ten klub nigdy nie zdobył mistrzostwa. My chcemy to trofeum i bez względu, czy Alex powiedziałby tamto zdanie o mistrzostwie, czy nie, to pragnienie się nie zmieni. Szukamy sposobu, by je wygrać. Szczerze mówiąc, to właśnie chciał powiedzieć. Jednocześnie liga się zmienia. Kluby wydają znacznie więcej pieniędzy, niż w momencie, gdy padła tamta deklaracja. Ale my nie zmieniamy naszego podejścia - staramy się dostosować, a mistrzostwo zawsze będzie celem. Nigdy nie założymy odgórnie, że nie damy rady.
A co jest w takim razie realistycznym celem na ten sezon?
- Zrobić awans do europejskich pucharów.
Pytania od kibiców
Mam kilka pytań od kibiców. Część z nich pyta o Rafała Burytę i jego przyszłość.
- Dobre pytanie. Myślę, że Rafał jest w Pogoni długo, więc normalne jest, że jesteś krytykowany, kiedy robisz coś przez długi czas. Ale to część sztabu szkoleniowego, więc zawsze chcę dostać informację zwrotną od trenera. Jeśli jest zadowolony, wspieramy go.
A trener jest zadowolony?
- Jak na razie dobrze ze sobą współpracują. Thomas jest z tego bardzo zadowolony. Wiem, że jest negatywne nastawienie między Rafałem, a kibicami, ale ostatecznie patrzę na nasze statystyki i te z Ekstraklasy. Nie jesteśmy daleko od czołowej piątki drużyn pod względem większości parametrów fizycznych. Abyśmy mogli oceniać ludzi, musimy być bardziej konkretni i opierać się na faktach, a nie na subiektywnych odczuciach.
Jak wygląda proces selekcji zawodników i pracy Lee Darnbrough, skoro pracuje także na etacie w Port Vale? Kto ma pierwszeństwo otrzymania rekomendacji? Pogoń czy Port Vale?
- Kiedy poprosiłem Lee o dołączenie, a potem Lee przyszedł i porozmawiał z Alexem, wiedzieliśmy, że ma pracę w Port Vale, ale i tak była to praca na pół etatu. On naprawdę pozwala nam spojrzeć na rynek polski z innej perspektywy, zrozumieć go zarówno z perspektywy polskiej, jak i międzynarodowej. Więc znowu jest jednym z naszych głównych ekspertów, ale nigdy nie deklarowaliśmy, że będzie z nami pracował na pełen etat.












