Reklama

Reklama

Taka będzie Ekstraklasa w nowym sezonie

30 lub 37 - tyle kolejek zostanie rozegranych w najbliższych sezonach w Ekstraklasie. Na zmianę liczby drużyn nie ma co liczyć, jedyna możliwość, to odejście od podziału lig na grupy. - Mam nadzieję, że będziemy dalej grać przynajmniej 37 meczów. Do 2020 roku nie ma problemów, aby znaleźć odpowiednią liczbę terminów - mówi Interii Marcin Stefański, dyrektor logistyki rozgrywek Ekstraklasy.

Ostatnio pojawiły się głosy, że w razie awansu reprezentacji Polski na Euro 2016 we Francji, nie będzie możliwości, aby rozegrać 37 kolejek, bo zabraknie na to czasu. Sprawdziliśmy u źródła - to nieprawda, tak powiedział nam Stefański, który przyznał, że ma już rozpisany terminarz ligi do... 2024 roku.

Być jak Belgowie

Jesteśmy za półmetkiem drugiego sezonu, rozgrywanego w systemie ESA 37 czyli z dzieleniem lig i punktów na pół po 30 kolejkach i podziału na grupy mistrzowską i spadkową. Jak będą wyglądały kolejne sezony? O tym zdecydują same kluby, ale wiadomo już, że w grę wchodzą dwa scenariusze - pozostawienie aktualnego kształtu rozgrywek lub wrócenie do systemu 30-kolejkowego.

Reklama

Na początku tego tygodnia przedstawiciele rady nadzorczej Ekstraklasy otrzymali szczegółowy raport o efektach zmian wprowadzonych w poprzednim sezonie. Decyzja, jaki ostatecznie będzie kształt ligi zostanie podjęta w najbliższym czasie. Według sprawozdania przygotowanego przez Stefańskiego, na razie nie można ocenić, czy pomysł o podziale ligi był trafiony czy nie.

-  Dokonaliśmy analizy celów postawionych przed wprowadzeniem nowego formatu rozgrywek. Te cele można podzielić na krótkoterminowe i długoterminowe. Pierwsze z nich zostały spełnione praktycznie w całości.  Teraz udało się wyeliminować bieżące problemy - krótsza jest przerwa między rundą zasadniczą i finałową, nie ma ligowych maratonów, czyli kolejek rozgrywanych dzień po dniu - mówi nam Stefański.

Jego zdaniem kraje takie jak Polska są zmuszone do szukania nowych rozwiązań, aby zwiększyć zainteresowanie kibiców, podnieść poziom sportowy i ściągnąć do piłki więcej kasy. - Korzystamy z doświadczeń lig zagranicznych. Belgowie mają najbardziej skomplikowany i nietradycyjny system rozgrywek (po sezonie zasadniczym liga podzielona jest aż na trzy grupy - przyp. red.). Zdecydowali się na takie rozwiązanie, bo są otoczeni przez potęgi piłkarskie - Niemcy, Francję, Holandię czy Anglię, a na mecz do tych krajów kibic belgijski może dotrzeć w dwie godziny. Zmiana systemu rozgrywek podniosła ich poziom piłkarski, lepsze wyniki w pucharach zaprocentowały awansem w rankingu UEFA, a te wszystkie czynniki dodane do siebie przyniosły ponad dwa razy więcej pieniędzy z tytułu praw medialnych - tłumaczy nam dyrektor logistyki rozgrywek.

Tym tropem też chce podążać Ekstraklasa. Zdaniem pomysłodawców reformy zostawienie rozgrywek w formule 30-kolejkowej mogłoby mieć dla polskiej piłki katastrofalne skutki. - Większość lig poniżej pierwszej piątki (Anglia, Hiszpania, Francja, Niemcy, Francja - przyp. red.) szuka nietradycyjnych rozwiązań. Chodzi o kraje, gdzie poziom sportowy i zainteresowanie piłką wyraźnie się obniżyły, np. Szkocję, Holandię i Norwegię.  Nie ma nawet co porównywać Ajaksu z 1995 i 2015 roku. Norwegowie praktycznie przestali się interesować swoją ligą, a duży wpływ na to miały... tanie loty. Teraz łatwiej Norwega spotkać na meczu Premier League niż na spotkaniu drużyny ze swojego miasta. Kluby mają ogromny problem, żeby zaistnieć w świadomości kibiców - kontynuuje Stefański.

Tylko nie 18

Niedawno głośno mówiło się też o powiększeniu naszej ligi do 18 zespołów. Gorącym orędownikiem takiego scenariusza był nawet Zbigniew Boniek. Po dokładnej analizie jego zapał do rozbudowy Ekstraklasy wyraźnie osłabł. -  Kształt ligi odpowiada sytuacji gospodarczej i makroekonomicznej kraju. Mówi się o zmianie liczby drużyn, a przecież jest to formalnie niemożliwe. Statut PZPN określa liczbę drużyn na 16. Procedura jakichkolwiek zmian zajęłaby około dwóch lat, bo przecież potrzebny jest jeszcze sezon przejściowy do zmiany zasad awans-spadek - zauważa Stefański.

Osiemnaście zespołów w najwyższej klasie rozgrywkowej moglibyśmy zobaczyć dopiero od sezonu 2016/7. Jest jednak jedno "ale". - Nie ma problemu, gdybyśmy mieli w pierwszej lidze pięć czy siedem zespołów, które organizacyjnie dzieli nieduży dystans do drużyn z Ekstraklasy. Na dziś nie ma stuprocentowej pewności, co będzie z Termaliką (lider 1. ligi - przyp. red.), jeśli ta wywalczy awans, bo stadion nie spełnia warunków do gry na najwyższym poziomie. W Niemczech nie ma problemu czy spada Koeln, a wchodzi Kaiserslautern - twierdzi Stefański.

W osiemnastozespołowej lidze znów mielibyśmy sporo "meczów o pietruszkę", a właśnie uatrakcyjnienie rozgrywek było jednym z głównych powodów do podziału ligi. - W naszych realiach większość zespołów nie miałaby o co grać. W Niemczech siódma drużyna walczy jeszcze o miejsce w pucharach. Przy takiej liczbie zespołów w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej (jedno miejsce w kwalifikacjach LM i dwa w eliminacjach LE - przyp. red.), jaką mamy my, siódma drużyna miałaby już wakacje od 26. kolejki - dodaje Stefański.

Możemy narzekać na poziom naszej piłki, ale okazało się, że w obecnym kształcę Ekstraklasa jest... najbardziej konkurencyjną ligą w Europie. - Tak pokazały badania Europejskiego Stowarzyszenia Lig Zawodowych. Ponad 60 procent drużyn do samego końca rozgrywek walczy jeszcze o miejsce premiujące grą w pucharach lub o utrzymanie - kończy Stefański.

Autor: Krzysztof Oliwa

Ekstraklasa bez tajemnic! Wyniki, tabela, strzelcy!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje