Reklama

Reklama

T-Mobile Ekstraklasa - sypnęło niespodziankami. Nikt nie chce zastąpić lidera

Korona Kielce zremisowała 1-1 z broniącym tytułu Śląskiem Wrocław w 17. kolejce T-Mobile Ekstraklasy. W innym niedzielnym spotkaniu Górnik Zabrze uległ Jagiellonii Białystok 1-2 i nie wykorzystał okazji na zrównanie się z prowadzącą w tabeli Legią Warszawa.

Korona Kielce zremisowała 1-1 z broniącym tytułu Śląskiem Wrocław w 17. kolejce T-Mobile Ekstraklasy. W innym niedzielnym spotkaniu Górnik Zabrze uległ Jagiellonii Białystok 1-2 i nie wykorzystał okazji na zrównanie się z prowadzącą w tabeli Legią Warszawa.

Wrocławianie mieli nadzieję na pierwsze w historii ligowe zwycięstwo w Kielcach, ale gospodarze, którzy przed tygodniem niespodziewanie pokonali Legię 3-2, i tym razem prezentowali się na boisku lepiej od rywala. Kontrolowali wydarzenia na boisku przez większość spotkania, co udokumentowali bramką w 66. minucie. Maciej Korzym po indywidualnej akcji znalazł miejsce między obrońcami Śląska Wrocław i skierował piłkę na "krótki słupek".

Jednak niespełna 10 minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego obrońcy Korony popełnili pierwszy poważny błąd, zostawiając zbyt dużo miejsca Piotrowi Ćwielongowi. 26-letni pomocnik pewnym strzałem pokonał Zbigniewa Małkowskiego. Było to pierwsze celne uderzenie wrocławian w drugiej połowie.

Reklama

Górnik również rozpoczął rundę rewanżową od zwycięstwa, pokonując przed tygodniem Piast Gliwice 1-0. Tym razem trafił jednak na podrażnioną Jagiellonię Białystok, która w pierwszym tegorocznym meczu ligowym straciła cztery bramki na stadionie w Bielsku-Białej - przedostatnie w tabeli Podbeskidzie wygrało tamto spotkanie 4-0.

Podopieczni Tomasza Hajty pokazali jednak, że tak dotkliwa porażka była tylko wypadkiem przy pracy. Już w dziewiątej minucie Hiszpan Daniel Quintana dał gościom prowadzenie, a 20 minut później na listę strzelców wpisał się 17-letni Adam Dźwigała i było już 2-0. Pod koniec drugiej połowy honorową bramkę dla zabrzan zdobył Mariusz Przybylski.

Prowadząca w tabeli Legia Warszawa zaledwie zremisowała u siebie w sobotę z ostatnim PGE GKS Bełchatów 0-0. Warszawianie po falstarcie w pierwszej tegorocznej kolejce (2-3 w Kielcach z Koroną) zapowiadali rehabilitację w starciu z outsiderem rozgrywek. Jak się jednak okazało, kibice z Łazienkowskiej wciąż muszą poczekać na ligowe zwycięstwo w 2013 roku.

Podopieczni Jana Urbana mieli dużą przewagę w starciu z zespołem z Bełchatowa, ale stworzyli niewiele sytuacji podbramkowych. Czasami trudno było uwierzyć, że na boisku grają lider i ostatni zespół tabeli. "Trudno mi wytłumaczyć postawę mojego zespołu. Trzeba przeprosić kibiców, bo chyba czuli się jak w kolejce u dentysty" - powiedział po meczu szkoleniowiec Legii.

Wydarzeniem 17. kolejki było spotkanie w piątek w Poznaniu, gdzie faworyzowany Lech miał teoretycznie znacznie większe szanse od osłabionej kadrowo zimą Polonii. Warszawski zespół po raz kolejny pokazał jednak, że im jest mu trudniej, tym... lepiej się spisuje. Podopieczni Piotra Stokowca wygrali 1-0 po efektownym golu wychowanka klubu Łukasza Piątka i zrównali się w tabeli z "Kolejorzem".

Poznaniacy ponieśli czwartą z rzędu porażkę na swoim stadionie. Łącznie u siebie zdobyli dotychczas tylko osiem punktów, a na wyjeździe aż 24.

Niespodziewane wyniki w 17. kolejce sprawiły, że w czołówce tabeli jest spory ścisk. Legia z dorobkiem 34 punktów wyprzedza Lecha i Polonię tylko o dwa. Czwarty Górnik Zabrze zgromadził 31 "oczek", a Śląsk Wrocław - o jedno mniej.

17. kolejkę zakończy poniedziałkowe spotkanie Wisły Kraków z Podbeskidziem.

Wyniki, terminarz i tabela T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL