Szok na Widzewie. Dla takich "kibiców" gości zamknąłbym sektor na każdym stadionie
To, co pozostawili po sobie "fani" Lecha Poznań, którzy przyjechali do Łodzi na mecz z Widzewem, to mocny argument przeciwko przyjmowaniu na stadionie kibiców przyjezdnych klubów. Zwłaszcza tych, którzy wręcz nienawidzą się z sympatykami gospodarza.

Ostatnie kilkanaście dni w polskim środowisku piłkarskim było zdominowane przez konflikt między Śląskiem Wrocław i Wisłą Kraków. Działacze tych pierwszych powiedzieli, że nie wpuszczą kibiców tych drugich. Fani obu drużyn kiedyś byli wielkimi przyjaciółmi, teraz są zaciekłymi wrogami. Skończyło się wielkim skandalem - Wisła w sobotę nie przyjechała na mecz do Wrocławia i groteską - na stadion przyszli kibice Śląska, a sędziowie po 15 minutach odgwizdali koniec spotkania. Teraz PZPN podejmie decyzje o wyniku.
Tego samego dnia odbył się mecz w Łodzi - z kibicami obu drużyn. Fani Lecha są zaprzyjaźnieni z największym wrogiem Widzewiaków - ŁKS. Przez pół dnia służby były w napięciu i najwyższej gotowości. A działo się wiele. Do Łodzi miała przyjechać grupa 900 kibiców, ale pod stadionem pojawiło się około 600. Okazało się, że pozostała część postanowiła szukać zwarcia z Widzewem. Przyjechali innym pociągiem, zaciągnęli hamulec ręczny w okolicach stadionu i wysypali się na tory. Całe szczęście, że policja zdążyła zareagować i otoczyła ich kordonem, bo fani Widzewa nie zamierzali być dłużni. Ta grupa jednak na stadion nie weszła, co wprawiło w furię kibiców Lecha. W efekcie zdemolowali toalety i zalali serwerownię. Z powodu zniszczeń w tym sezonie Widzew już raczej nie przyjmie kibiców gości. - Lech kilka razy zmieniał ustalenia i ciągle nic się nie zgadzało. Dążyli do eskalacji przemocy - słyszymy w Widzewie.
To nie pierwszy raz, kiedy sektor gości na łódzkim stadionie zostaje wyłączony z użytku. Tak było choćby po wizycie Śląska Wrocław, Lecha Poznań w 2023 roku czy rok wcześniej GKS Tychy, kiedy dodatkowo sterroryzowano ekspedientki z punktu gastronomicznego. Opuściły stadion, tylko dzięki interwencji służb. Tym razem, zresztą na prośbę Lecha, catering nie był dostępny dla kibiców gości.
Te wydarzenia to argument dla tych, którzy nie chcą przyjmować takich gości. I ja go rozumiem. Każda wizyta fanów drużyn, którzy się nienawidzą, grozi bowiem tym samym - zadymą. Zresztą wszyscy dokładnie wiedzą, kto z kim wojuje. Wisła, Widzew, Ruch kontra Lech, ŁKS i GKS Tychy, Wisła kontra Lechia i Śląsk, Ruch kontra Górnik, Arka kontra Lechia i tak można by wyliczać i wyliczać.
Mecze ładnie nazywane spotkaniami podwyższonego ryzyka to zwykle gigantyczny problem dla służb, bo na takie spotkania jeżdżą "wyselekcjonowane" grupy. Najlepiej, żebyś był wysportowany, szybko biegał i umiał się bić. I nie zapomnij, że wszyscy na czarno, czy tam na biało lub czerwono, w zależności od kibicowskich barw. I nie udawajmy, właśnie tacy tzw. kumaci głównie pojechaliby na mecz Wisły do Wrocławia. Tacy też przyjechali do Łodzi, a do tego wspierani przez lokalnego rywala z ŁKS. I Jarosław Królewski, prezes krakowskiego klubu, doskonale o tym wie. Zwykły tzw. piknik z Poznania czy z Krakowa ma małe szanse, by dostać bilet na spotkanie w Łodzi czy Wrocławiu. Oczywiście może kupić wejściówkę i siedzieć między fanami drugiej drużyny.
Skoro policja nie potrafi poradzić sobie z tym problemem, wyłapać przywódców i wlepić im DZIAŁAJĄCE zakazy stadionowe, skoro nie można zidentyfikować sprawców zniszczeń i mocno uderzyć ich po kieszeni czy też wsadzić do więzienia, skoro klubowi działacze ulegają presji fanów, to trzeba zlikwidować mecze podwyższonego ryzyka tj. nie wpuszczać do sektora gości kibiców, którzy pałają nienawiścią do fanów gospodarzy. Na Widzewie już tak kilka razy było, kiedy rywal miał zakaz wyjazdowy - na miejscach przyjezdnych zasiadły dzieci z fanklubów i wszyscy się świetnie bawili. A mecze miały naprawdę atmosferę piłkarskiego święta. Bo nie tworzą jej wyzwiska, wulgaryzmy, niewybredne gesty, strzelanie z rakietnic, bieganie po dachach, palenie flag i szalików, szarpanie płotów, wyważanie bram, demolowanie toalet, zastraszanie obsługi, rzucanie krzesełkami i czym tam popadnie, a nawet używanie gazu przez ochronę czy polewanie wodą. Tworzy ją pełen stadion, doping, śpiewy i - górnolotnie mówiąc - poczucie wspólnoty.














