Szefostwo Cracovii odpaliło bombę. Potężne oskarżenia pod adresem Elżbiety Filipiak
Tego w polskiej piłce jeszcze nie było. Podczas konferencji prasowej z udziałem dwóch wiceprezesów Cracovii, wytoczono najcięższe działa przeciwko ich niedawnej przełożonej - Elżbiecie Filipiak. Będąca wciąż mniejszościowym udziałowcem Cracovii Filipiak kilka dni temu złożyła rezygnację ze stanowiska prezesa, zaledwie miesiąc po tym, jak sama zastąpiła na nim Mateusza Dróżdża. W poniedziałek do kontrataku - być może wywołanego oświadczeniem byłej prezes - przystąpił wiceprezes Murat Colak, którego słowa sprowadziły się dość jasno do oskarżeń o działanie na szkodę spółki.

Przez lata obecności w Ekstraklasie Cracovia nie była kojarzona z oazą spokoju, ale od jakiegoś czasu klub skutecznie dbał, by zapewnić sobie łatkę dobrze zarządzanego przedsiębiorstwa. Od początku obecnego roku przy ul. Kałuży mamy jednak prawdziwy festiwal fajerwerków. Najpierw ze stanowiskiem pożegnał się prezes Mateusz Dróżdż, a kilka dni temu rezygnację złożyła jego następczyni, Elżbieta Filipiak. W przysłanym do mediów oświadczeniu wspominała o bardzo dużych rozbieżnościach w wizji na przyszłość klubu oraz o niechęci do firmowania swoim nazwiskiem decyzji, które zapadają. Nie wskazała jednak konkretów.
Ważnym kontekstem jest też to, o czym Interia informowała przed miesiącem. W ostatnim półroczu miały popsuć się relacje między Elżbietą Filipiak, a Mateuszem Dróżdżem. Wcześniej przez półtora roku ta współpraca układała się wzorowo. Według informacji, do jakich wówczas dotarliśmy, od momentu zmiany większościowego udziałowca, Elżbieta Filipiak miała mocniej niż wcześniej ingerować w sprawy klubu i w Cracovii niektórzy powoli zaczęli czuć nadchodzący wiatr zmian - z tym, że do stycznia można było mówić co najwyżej o subiektywnych odczuciach. Aktualna prezes - nie informując o tym nikogo w klubie - wraz z Muratem Colakiem wybrała się na przykład do Jachranki na coroczne spotkanie klubów Ekstraklasy, co można było odczytywać jako przygotowanie do zajęcia stanowiska.
Właśnie poznajemy nowe fakty
Teraz sprawa zaczyna nabierać dodatkowych barw, bowiem słyszymy, że Filipiak miała się mocno zdenerwować, gdy Dróżdż, wraz z innym członkiem zarządu, nie chciał podpisać dokumentu sprzedaży terenów przy krakowskim Cichym Kąciku. Wszystko działo się w czerwcu 2025 roku. Właśnie sprawa tej sprzedaży, sprowadzająca się do wyraźnych sugestii o działaniu na szkodę spółki, była bombą, która wybuchła na poniedziałkowej konferencji.
Jak czytamy w czerwcowym artykule o sprzedaży Cichego Kącika na kibicowskiej stronie terazpasy.pl, Cichy Kącik to teren o powierzchni około 4 hektarów. To historyczna lokalizacja przy krakowskich Błoniach, związana z Cracovią niemal od początku jego istnienia. Środki uzyskane z tej transakcji miały zostać przeznaczone na rozbudowę i modernizację Centrum Treningowego Cracovii w Rącznej. Nabywcą terenu została spółka Sienna Investment PSA, zarejestrowana 7 kwietnia 2025 roku. Jej właścicielką jest Elżbieta Filipiak, wdowa po profesorze Januszu Filipiaku, wieloletnim właścicielu i prezesie Cracovii. Cracovia była użytkownikiem wieczystym Cichego Kącika, a na mocy umowy z Miastem Kraków z 2000 roku prowadziła tam działalność sportowo-rekreacyjną. Powstały tam m.in. boiska, korty tenisowe i zaplecze treningowe.
Wokół tej sprzedaży od dłuższego czasu krążyło sporo wątpliwości, czy Cracovia uzyskała adekwatną kwotę.
Konferencja wyczekana do końca
Całe spotkanie z mediami, w którym uczestniczyli wiceprezesi David Amdurer i Murat Colak, nie miało większej temperatury.
Podczas konferencji padło wiele niekonkretnych odpowiedzi, a wiceprezesi unikali jasnych stwierdzeń dotyczących przyszłości klubu, jego finansowania, czy konieczności wcześniejszego przelania transzy z Ekstraklasy, która miała wesprzeć bieżącą działalność klubu. Wszystko sprowadzało się do ogólnikowych odpowiedzi, że nie ma powodów do obaw, a Cracovia dla Roberta Platka jest bardzo istotnym i długofalowym projektem. Tylko w jednym momencie "ukąszona" została Elżbieta Filipiak, gdy Amdurer ujawnił, iż po zwolnieniu Mateusza Dróżdża, stworzona została zwyczajowa informacja do zamieszczenia w klubowych social mediach. Zawierała ona podziękowania dla byłego prezesa, które to Filipiak zdecydowała się "wygumkować".
Jak można przypuszczać, poniedziałkowe spotkanie z mediami miało jednak swój ukryty cel, bowiem w momencie, gdy rzecznik klubu, Kamil Jagodyński, już kończył konferencję, Murat Colak sam wywołał do odpowiedzi jeszcze jednego z dziennikarzy. I wtedy zaczęło się to, o co - jak można przypuszczać - w tej konferencji chodziło. Być może termin też był nieprzypadkowy ze względu na zaplanowaną na środę Radę Nadzorczą.
Colak bezpośrednio zaatakował Filipiak za wspomnianą sprzedaż Cichego Kącika. Ujawnił dane, które w takich przypadkach są zazwyczaj tajemnicą handlową - pierwszy raz w przestrzeni publicznej padła kwota ok. 10,5 mln zł, jakie Cracovia miała dostać za wspomniane tereny. Jednocześnie zaznaczył, iż z jego szacunków wynika, że są one warte ponad 33 mln zł.
- Działka jest warta 33,3 mln zł. Cracovia natomiast otrzymała 10,5 mln zł netto. A to nie wszystko, bo ta kwota została wydana na bieżącą działalność klubu - mówił Murat Colak.
Taka sprzedaż, znacznie poniżej wartości, została przez Colaka nazwana wprost "konfliktem interesów", a całość jego wypowiedzi jednoznacznie kierowała się w stronę działania na niekorzyść spółki. Pojawiły się żądania zwrotu wystosowane bezpośrednio do Filipiak.
Jak to było z Cichym Kącikiem
Cracovia sprzedała Cichy Kącik spółce należącej do Elżbiety Filipiak w połowie poprzedniego roku - na niedługo przed przejęciem większościowego pakietu akcji klubu przez amerykańskiego biznesmena Roberta Platka. Aby do tego doszło, Rada Nadzorcza klubu musiała najpierw kolegialnie podjąć uchwałę, że wyraża zgodę na sprzedaż terenów. Następnie sprawa trafiła do prezesa i zarządu Cracovii, w którym - według naszych informacji - nie było zgody. Sprzedaż Cichego Kącika mogła przejść jednak w inny sposób - poprzez podpis dwuosobowej reprezentacji, na przykład członka zarządu i dodatkowo prokurenta z Comarchu, co jest praktyką dopuszczalną przy działalności spółek. Cichy Kącik trafił do spółki należącej do Filipiak, a na konto klubowe powędrowała kwota - zdaniem Murata Colaka - ponad trzykrotnie niższa, niż realna wycena terenów.
Jak się można spodziewać, konferencja była zwołana w dużej mierze ze względu na chęć ujawnienia tych informacji. Wszystko będzie miało zatem ciąg dalszy. Pytań jest sporo: czy faktycznie Elżbieta Filipiak działała na niekorzyść spółki (potężny zarzut)? Czy Murat Colak złamał tajemnicę handlową? Kto i jakie poniesie konsekwencje?
W związku z najcięższymi działami, jakie wiceprezes Cracovii wytoczył względem byłej prezes, wysłaliśmy szereg pytań do biura medialnego Comarchu oraz pod adres, z którego kilka dni temu dziennikarze otrzymali oświadczenie Elżbiety Filipiak. W momencie, gdy otrzymamy odpowiedzi, opublikujemy je. Lista podesłanych przez nas pytań znajduje się poniżej.
- Czy to prawda, że Pani Elżbieta Filipiak odkupiła od Cracovii działkę na terenach Cichego Kącika (dalej w skrócie: Cichy Kącik), płacąc za nią około 10 mln zł?
- Jeśli tak - czy zdaniem Pani Elżbiety Filipiak kwota ta jest adekwatna do realnej wartości działki?
- Czy zdaniem Pani Elżbiety Filipiak poprzez sprzedaż Cichego Kącika nie doszło do działania na szkodę spółki?
- W jaki sposób Pani Elżbieta Filipiak odnosi się do prośby/żądania ze strony Pana Murata Colaka, aby "zwrócić tę działkę Cracovii"?
- Czy Pan Robert Platek wiedział, że przed przejęciem większościowego pakietu akcji klubu, Cichy Kącik zostanie sprzedany?
- Jeśli tak - czy ze strony Pani Elżbiety Filipiak był to warunek sprzedaży większościowego pakietu akcji?
- Czy w związku z treścią wspomnianej konferencji, Pani Elżbieta Filipiak planuje podjąć jakieś działania?








