Reklama

Reklama

Szalony i samobójczy pęd piłkarzy za granicę?

- Sławek Peszko wyjechał do zbyt słabego klubu i przez to utonie w Bundeslidze, tak jak ja - uważa znawca niemieckich realiów, Kamil Kosowski.

Dyskutuj na blogu i zobacz inne teksty Michała Białońskiego

Prezesi polskich klubów lekką ręką pozbywają się najlepszych piłkarzy, a później dziwią się, że ich drużyny w pucharach odpadają, zanim najmocniejsze zespoły do rywalizacji przystąpią. Ale czy sami piłkarze solidnie analizują decyzje o wyjeździe?

Zadzwonił do mnie piłkarz Kamil Kosowski, który gra w Apollonie Limassol, a najlepszy okres kariery spędził w Wiśle Kraków oraz w Chievo Werona. Grał też w Bundeslidze, w barwach FC Kaiserslautern. Zapytałem, co sądzi o przeprowadzce Sławomira Peszki do 1.FC Koeln...

Reklama

- Sławkowi życzę jak najlepiej, ale boję się, że utonie w Bundeslidze, tak jak ja utonąłem. Wszystko przez to, że poszedł do zbyt słabego klubu. W Kolonii nawet Lukas Podolski prochu nie wymyśli, a przecież ten sam piłkarz w silnej reprezentacji Niemiec gra pierwsze skrzypce - argumentuje "Kosa".

To ciekawy głos, a wraz z nim i jemu podobnymi wraca dyskusja na temat: "Czy polscy piłkarze nie wyjeżdżają z kraju zbyt pochopnie?" Pytanie pomocnicze: "Czy wybierają właściwe ligi i kluby?".

Peszkę mogę jeszcze zrozumieć - udaje się do klubu z Bundesligi, a to jedna z czterech najsilniejszych lig Europy, okno na świat wielkiej piłki.

Po długim zastanowieniu jestem w stanie zaakceptować przejście braci Piotra i Pawła Brożków do Trabzonsporu. Liga turecka jest ciągle trochę egzotyczna, ale Trabzonspor zdaje się ją przerastać, uciekł nawet klubom ze Stambułu. To już nie ten zapyziały klubik, z którego uciekał Mirosław Szymkowiak. Wszystko na to wskazuje, że Brożkowie i ich nowy klub, bez konieczności rozgrywania eliminacji, wystąpią w Lidze Mistrzów! Mistrzowi Turcji przysługuje właśnie ten przywilej.

Jak jednak wytłumaczyć sobie i światu odejście rozwojowego i dobrego już piłkarza Jagiellonii, Kamila Grosickiego, do Sivassporu i to jeszcze za tak marną kwotę (900 tysięcy euro)? Do klubu, który może spaść do 2. ligi tureckiej?

W jeszcze gorszej sytuacji jest Konyaspor Mariusza Pawełka, ale ten zawodnik akurat wybór miał niewielki - Wisła go już nie chciała, a kontrakt wygasł.

W Konyasporze wylądował też Marcin Robak. Niespełna rok po powrocie z Widzewem do Ekstraklasy, a więc w Polsce mógł się jeszcze sporo nauczyć. Czy "walczący o życie" Konyaspor to dobre miejsce na naukę i rozwój talentu? Wątpię.

W 2003 roku na parcie piłkarzy za granicę pomstował ówczesny trener Wisły, Henryk Kasperczak. - Szybko wyjeżdżają, a potem jeszcze szybciej wracają, żeby podratować swoją karierę, odbudować formę - zauważył Kasperczak.

Jak się te wyjazdy skończyły dla wspomnianych: Szymkowiaka (zakończył karierę w kwiecie wieku), Kosowskiego (poza Chievo, reszta to kluby znacznie poniżej jego aspiracji), a także Marcina Kuźby (do Olympiakosu), Macieja Żurawskiego (zbyt krótko błyszczał w Celticu, a w Omonii był rezerwowym), Sebastiana Mili (do Austrii Wiedeń), Andrzeja Niedzielana (do NEC Nijmegen, ostatnio uznany przez Holendrów najgorszym transferem dekady tego klubu), Tomasza Frankowskiego (w Elche sobie nieźle radził, ale w Wolverhampton, CD Tenerife czy Chicago Fire bardzo słabo), Piotra Włodarczyka (do Auxerre) czy Cezarego Kucharskiego (do Iraklisu Saloniki) zbyt dobrze pamiętamy.

Żaden z wymienionych piłkarzy za granicą nie rozwinął skrzydeł, a wręcz przeciwnie. Zapomniał o tych przypadkach Jerzy Engel? - Reprezentacja Turcji na pewno stoi na wyższym poziomie niż nasza. Polscy zawodnicy, w tym Robak, będą mieli w Turcji znakomite warunki do rozwoju - przekonuje.

Z prawdą zdaje się nie mijać za to trener Widzewa, Czesław Michniewicz: - Niech Marcin odpowie sobie na jedno pytanie: "Czy chce być tylko człowiekiem bogatszym, czy też lepszym piłkarzem"?

Dyskutuj na blogu i zobacz inne teksty Michała Białońskiego

Dyskutuj na forum!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL