Szaleństwo w Poznaniu, siedem bramek w hicie. Gol w doliczonym czasie zdecydował
Fatalne boisko, mający w nogach pucharowy mecz Lech Poznań i grający niezbyt atrakcyjnie Raków Częstochowa, z dwoma bramkami w czterech tegorocznych spotkaniach. Mecz na szczycie PKO BP Ekstraklasy zapowiadał się jak "typowy polski hit", z szachami i podwójnymi zasiekami. Tymczasem jeszcze przed przerwą Raków dwukrotnie prowadził, a Lech dwukrotnie go doganiał. Po przerwie to Lech prowadził 3:2, Raków wyrównał. I trafił na 4:3, VAR anulował jednak gola. Czyżby remis? Nic z tego, na początku doliczonego czasu gry padła jednak siódma bramka, już prawidłowa.

Zaledwie trzy miesiące temu Lech zdecydował się na wymianę murawy przy Bułgarskiej, by grający technicznie piłkarze "Kolejorza" nie męczyli się w starciach z rywalami, którzy przyjeżdżają do Poznania bronić wyników. I pod koniec roku wyglądała ona jeszcze całkiem przyzwoicie, a już pierwsze tegoroczne starcie z Lechią Gdańsk wszystko zmieniło. W kilkunastostopniowym mrozie połamane zostały źdźbła trawy, podgrzewanie murawy tu niewiele dało. I gdy temperatura się podniosła, nie było już czego ratować. Efekty wszyscy zobaczyli podczas czwartkowego spotkania z KuPS w Lidze Konferencji. Lech miał problemy z szybką grą po ziemi.
W klubie zapadła więc już decyzja, że wkrótce nawierzchnia zostanie wymieniona po raz kolejny, w dwóch etapach. Z Rakowem i Górnikiem w Pucharze Polski "Kolejorz" musiał sobie radzić jeszcze na tej starej. Oba spotkania miały olbrzymie znaczenie. Dziś Lech mógł się zrównać z Jagiellonią pod względem punktów, Raków mógł dojść ekipę z Białegostoku na jedno oczko. Warunkiem było zwycięstwo którejś z tych drużyn. A patrząc na ostatnią historię potyczek przy Bułgarskiej, wyżej stały... akcje gości. To oni wygrali tu pięć z sześciu spotkań. Z drugiej strony, tej wiosny kiepsko grają w ofensywie, po zmianie trenera Raków zdobył dwie bramki w czterech spotkaniach. Łukasz Tomczyk miał więc o czym myśleć.
PKO BP Ekstraklasa. Lech Poznań - Raków Częstochowa. Mocne otwarcie, szybka odpowiedź. Szalony hit
Sytuację graczom Rakowa ułatwili sami gracze Lecha, swoimi kiepskimi decyzjami. Już w 3. minucie na dalekie zagranie w poprzek boiska zdecydował się Pablo Rodriguez - w efekcie Robert Gumny sfaulował i zobaczył żółtą kartkę. A dwie minuty później Michał Gurgul za lekko podał do Bartosza Mrozka, piłkę przejął Patryk Makuch, znalazł się sam przed bramkarzem Lecha. I chciał go minąć, Mrozek ratował się wślizgiem, ściął rywala. Za polem karnym dostałby czerwoną kartkę, w polu karnym było napomnienie i jedenastka dla Rakowa. A tę wykorzystał Jonatan Brunes.
Lech zareagował pozytywnie, Bengtsson huknął w poprzeczkę, później też zza pola karnego przymierzył Ali Gholizadeh. Irańczyk od razu protestował, nawet nie spieszył do dobitki - widział zagranie ręką Ariela Mosóra. Tyle że Bartosz Frankowski czekał dwie minuty, aż piłka znajdzie się poza boiskiem. I dopiero wówczas skorzystał z podpowiedzi VAR. Z karnego Lech wyrównał, dokładniej zaś - Mikael Ishak.
Lech był zdecydowanie bardziej aktywny, na bramkę Oliwiera Zycha dwukrotnie uderzał Ishak, przez kwadrans Raków miał spore problemy. Później je opanował, sygnałem był już strzał z dystansu Oskara Repki - Mrozek odbił piłkę w bok. Bramkarz Lecha obronił też uderzenie Brunesa, ale dobitki Jeana Carlosa - już nie. Z prowadzenia goście cieszyli się krótko - jeszcze przed przerwą wyrównał Luis Palma, po świetnej akcji Gholizadeha.
Dalej więc w drugiej połowie można się było spodziewać szturmu Lecha, ale i pojedynczych wypadów Rakowa. Poznaniacy dopięli swego, w ciągu półtorej minuty stworzyli trzy okazje, a goście nie potrafi choć na chwilę wybić ich z rytmu. Zych obronił strzał Bengtssona, później Palmy - oba jednak z dość ostrego kąta. A później strzał Ishaka, tyle że piłka spadła pod nogi Milicia, który pozostał w szesnastce po rzucie rożnym. I Lech objął prowadzenie.
Ta bramka Chorwata sprawiła, że mecz stał się bardziej otwarty. Nie minęła minuta od wznowienia, a już Ivi Lopez próbował zaskoczyć Mrozka, bramkarz Lecha końcami palców wybił piłkę na rzut rożny. "Kolejorz" też miał swoje okazje, ale to jednak Raków zdołał wyrównać. Przypomniał o sobie Ivi Lopez, przy rzucie wolnym wywalczonym przez Brunesa. Uderzył cudownie, jak w swoich najlepszych momentach w Rakowie, gdy wyniki drużyny zależały głównie od niego.
Raków nie zamierzał się tym zadowolić, dalej atakował. W 81. minucie goście unieśli ręce w górę - po dograniu Marko Bulata Stratos Svarnas z bliska trafił głową obok Mrozka. Tyle że był na spalonym, Frankowski, po analizie VAR, gola anulował.
Po zmianach, m.in. zejściu Ishaka, Lech prezentował się gorzej. A Raków sprawiał wrażenie, że znów może jednak przepchnąć tu spotkanie. I gdy na tablicy pojawiło się sześć doliczonych minut, to jednak mistrz Polski zadał ten decydujący cios. A dokładniej ten, który zmienił Ishaka. Yannick Agnero był pociągany za koszulkę, stał tyłem do bramki. Uderzył jednak piłkę piętą, wtoczyła się do siatki. Przy Bułgarskiej zapanowała euforia, na Iworyjczyka rzucił się cały zespół.
Lech wygrał 4:3, triumfował szósty raz z rzędu. I ma tyle samo punktów co Jagiellonia, choć ją czeka jeszcze zaległy mecz z GKS Katowice.

Dokładny zapis relacji "na żywo" z meczu Lech Poznań - Raków Częstochowa można zbnaleźć tutaj.













