Reklama

Reklama

Superpuchar, czyli superklapa...

Jakież zderzenie dwóch piłkarskich rzeczywistości! Superpuchar w Niemczech - komplet widzów w Monachium w czasie konfrontacji Bayernu z Borussią Dortmund. Na trybunach - jak mówi Mateusz Borek - wszyscy "możni i ważni". A w Polsce? Superpuchar przy niemal pustych trybunach Pepsi Areny w Warszawie. Konfrontacji Śląska z Legią nie chcieli nawet oglądać prezesi - PZPN, Grzegorz Lato i Ekstraklasy, Bogusław Biszof...

Mieli rację. Po co latem oglądać jakiś mecz piłkarski? Po co organizować - na tydzień przed startem T-Mobile Ekstraklasy - konfrontację między mistrzem Polski a zdobywcą Pucharu Polski? Bez sensu, zawracanie głowy...

Reklama

Superpuchar 2012 to dowód upadku polskiej piłki. Tu i teraz. Najlepsi byli - jak zwykle ostatnio - piłkarze Śląska Wrocław. Po pierwsze przyjechali, po drugie wygrali. Fantastyczna była ta runda honorowa z Superpucharem po murawie stadionu przy Łazienkowskiej 3. Pełna ironii. Może nawet autoironii?

Co nie znaczy, że wszystko jest złe. Na Pepsi Arenie można się było przekonać, że jedynym z najzdolniejszych polskich bramkarzy jest Rafał Gikiewicz. Kot! Fantastyczny refleks, którym wykazał się w czasie 90 minut, ale także w rozgrywce na karne. 24-letni Gikiewicz zagra kiedyś w reprezentacji Polski i to nie jeden raz. Choć teraz muszę sprowadzić go na ziemię. Na razie ciągle lepszy jest Marijan Kelemen, 32-letni Słowak przyjął z mistrzem Szwecji sześć goli w dwóch meczach. Bez niego Śląsk straciłby jednak co najmniej dwa razy więcej. A może Gikiewicz też obroniłby te piłki, które wyjął Kelemen? Kapitan Śląska, Sebastian Mila przyznaje: "Nie chcę wkraczać w kompetencje trenera, kto ma bronić z zespołem z Hanoweru". Ciekawe kogo przeciwko Hannover 96 wystawi Orest Lenczyk? Nota bene trener Śląska konsekwentnie określa drużynę z Hanoweru mianem "Hamburga". Cóż, zdarza się - Franciszek Smuda o Rosji mówił "Związek Radziecki"...

Co najbardziej boli w kontekście Superpucharu? Fakt, że Stadion Narodowy w Warszawie nie może gościć takiej imprezy. Mógł gościć pięć meczów finałów EURO 2012 - w tym półfinał Niemcy - Włochy oraz spotkanie "podwyższonego ryzyka" Polska - Rosja. Jednak broń Boże mecze polskich klubów! Legia - Wisła w lutym 2012 - zaległy Superpuchar z 2011 roku? W życiu! Policja mówi nie. Nie działa łączność - na trzecim czy czwartym poziomie garażu. Nie działa i koniec. Mija kilka miesięcy, mija EURO 2012 i co... I nic. Mecz Śląsk - Legia także nie może się odbyć. Policja mówi stanowcze "nie" imprezom "podwyższonego ryzyka". Nie i koniec. EURO 2012 się udało? Udało! To nie zawracajmy głowy policji latem. Przecież są wakacje. Lato i Biszof też pewnie na wakacjach...

Kapitalne były reklamy na banerach w czasie Superpucharu. Ekstraklasa głosiła, że sezon startuje, że warto poczuć "atmosferę stadionu", że warto "zobaczyć gwiazdy T-Mobile Ekstraklasy". Chyba gwiazdeczki. A o atmosferze można zapomnieć. Znaleźliśmy się w rzeczywistości po finałach EURO 2012, w której stadiony mogą świecić pustkami. Jak w niedzielę Pepsi Arena przy Łazienkowskiej 3.... Zamiast Superpucharu była superklapa. Ciekawe, czy panowie Lato i Biszof znają wynik? I liczbę widzów? Tak, niech sprawdzą liczbę widzów - to im się przyda do zdiagnozowania sytuacji w polskiej piłce...

Roman Kołtoń


Dowiedz się więcej na temat: superpuchar | Legia Warszawa | Śląsk Wrocław | Grzegorz Lato | PZPN

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje