Strzelanina w Ekstraklasie. Padło sześć bramek. Lider tabeli w tarapatach
Lech Poznań zremisował 3:3 z GKS-em Katowice w 28. kolejce Ekstraklasy. Pierwsza połowa nie zapowiadała kanonady, na przerwę ze skromnym prowadzeniem schodzili goście. Po zmianie stron mistrzowie Polski trzykrotnie doprowadzali do wyrównania, ale pełnej puli tym razem nie zdołali zgarnąć. Mimo straty punktów zostają na pozycji lidera. Od dzisiaj są jednak... najsłabiej broniącą ekipą ligi w potyczkach domowych. Od niżej notowanych rywali zainkasowali już 26 ciosów.

Czwartkowy półfinał Pucharu Polski ułożył się dla piłkarzy Lecha znakomicie, mimo że... nie brali w nim udziału. Obserwowali jednak bacznie poczynania zespołu z Katowic, który stoczył morderczą batalię z Rakowem Częstochowa. Ponad dwie godziny spędzone na murawie i porażka w serii rzutów karnych musiały stanowić dla GKS-u niemały balast przed ligowym starciem z liderem tabeli.
"Kolejorz" przystępował do tej konfrontacji w stosunkowo komfortowym położeniu. Bez względu na końcowy rezultat pozostawał na szczycie stawki. O taryfie ulgowej dla rywala nie było jednak mowy.
Lech - GKS. Wymiana ciosów w Poznaniu. Obrońcy tytułu w tarapatach
Wybrańcy Nielsa Frederiksena nie grzeszą w tym sezonie skuteczną grą defensywną na swoim terenie. Przed pierwszym gwizdkiem pod tym względem gorzej w lidze wypadał jedynie zamykający tabelę Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Poznaniacy w 13 wcześniejszych potyczkach w roli gospodarza dali sobie strzelić aż 23 gole.
Z nieco większym animuszem spotkanie rozpoczęli goście. Już w pierwszych minutach minimalnie chybił Borja Galan, finalizując centrę z kornera strzałem głową. Tuż nad poprzeczką uderzał też sytuacyjnie Ilja Szkurin.

Aktywa Lecha? Tylko upadek w polu karnym Patrika Walemarka. Arbiter uznał jednak, że Arkadiusz Jędrych w tej sytuacji nie faulował i temat ewentualnej "jedenastki" zduszony został w zarodku.
Krótko przed upływem półgodziny gry zapachniało samobójczym trafieniem lechitów. Było blisko katastrofy po nieporozumieniu Mikaela Ishaka z Bartoszem Mrozkiem. Ostatecznie golkiper powołany w marcu do reprezentacji Polski wykazał jednak należyty refleks.
Ale w 38. minucie i tak wyciągał piłkę z siatki. Dośrodkowanie z głębi pola Alana Czerwińskiego trafiło do Emana Markovicia, ten uderzył głową sprzed pola bramkowego i było 0:1. Obrońcy Lecha w zasadzie tylko asystowali.
W doliczonym czasie pierwszej odsłony groźnie uderzał jeszcze Ishak, ale udanie interweniował stojący między słupkami Rafał Strączek. Na przerwę "Gieksa" schodziła z zasłużonym prowadzeniem.
Po zmianie stron byliśmy świadkami wymiany ciosów. Już trzy minuty po wznowieniu gry futbolówkę do własnej bramki wpakował Jędrych. Wszystko zaczynało się od początku.
Później ekipa Rafała Góraka wychodziła na prowadzenie jeszcze dwukrotnie, ale za każdym razem obrońcy tytułu wracali do gry. Na bramkę Szkurina taką samą ripostą zareagował Daniel Hakans. A kiedy do siatki trafił po raz kolejny Marković, błyskawicznie odpowiedział golem Luis Palma.
W tym ostatnim przypadku 35-tysięczna publika na moment zamarła. Arbiter skorzystał z systemu VAR, ponieważ zachodziło podejrzenie ofsajdu. Wszystko odbyło się jednak zgodnie z przepisami.
Wynik nie uległ już zmianie, choć w samej końcówce remis ratował gościom dwukrotnie Strączek. To oznacza, że katowiczanie nie zrewanżowali się wyżej notowanemu rywalowi za jesienną porażkę 0:1. Mistrzowie Polski zostają na szczycie tabeli, ale... od dzisiaj są najsłabiej broniącym zespołem Ekstraklasy na macierzystym obiekcie.













