Mistrz, mistrz, Kolejorz! Cztery bramki w meczu Lecha w Radomiu
Na dwie kolejki przed końcem sezonu już tylko Jagiellonia Białystok mogła odebrać Lechowi dziesiąty w historii klubu tytuł mistrza Polski. Choć szanse na to nie były duże. "Kolejorz" zaś mógł kropkę postawić dzisiaj - wygrywając w Radomiu. Zaczęło się dla niego sensacyjnie, zanim fani gospodarzy pożegnali jeszcze legendę Radomiaka Leandro, Bartosza Mrozka pokonał Jan Grzesik. Goście zareagowali momentalnie: najpierw Mikael Ishak, później Luis Palma, a na dokładkę w drugiej połowie jeszcze Patrik Walemark cieszyli się z kolejnych trafień. Lech wygrał 3:1.

Do zdobycia mistrzostwa Polski już dzisiaj, Lech potrzebował w Radomiu zwycięstwa. Tamtejszy stadion nie był w ostatnich latach dla niego miejscem szczególnie miłym - trzy razy remisował, raz przegrał. W sezonie 2021/22, gdy później też świętował tytuł.
Kibice w Radomiu wykupili wszystkie bilety. Ale nie dlatego, że przyjechał lider Ekstraklasy i główny kandydat do tytułu, który tu właśnie mógł świętować obronę tytułu. Przyszli, bo w tym spotkaniu żegnał się z nimi Leandro - 37-letni Brazylijczyk, który w Radomiaku spędził większą część swojego piłkarskiego życia. Jesienią 2011 roku grał jeszcze w trzeciej lidze w Zawiszy Rzgów, kończył rundę meczem z Radomiakiem. A wiosną grał już dla niego, zdobył bramkę w pierwszym meczu rundy z Mazurem Karczew.
Gdy wiosną 2015 roku Lech zostawał mistrzem Polski, Leandro świętował z Radomiakiem awans z... czwartego poziomu rozgrywkowego. I grał w nim aż do teraz, dziś wyszedł w koszulce z numerem 9 i z opaską na ramieniu. Zmiana weterana była zaplanowana na 9. minutę, kibice Radomiaka przygotowali specjalną oprawę "Santo Leandro".
Tyle że minutę przed tą planowaną zmianą kilkanaście tysięcy osób na stadionie w Radomiu już wyskoczyło ze swoich miejsc.
33. kolejka Ekstraklasy. Radomiak kontra Lecha. Pożegnanie legendy w cieniu kursu gości na mistrzostwo Polski
Ewentualna porażka Lecha w Radomiu nie zabierała mu bynajmniej szans na mistrzowski tytuł, ale mogła nieco skomplikować sytuację. I sprawić, że w kolejną sobotę musiałby wygrać na swoim stadionie z Wisłą Płock. A jak trudne bywają takie spotkania, "Kolejorz" przekonał się już rok temu, gdy musiał pokonać Piasta Gliwice. Wygrał 1:0, ale w końcówce tylko się bronił.

A dziś dał się zaskoczyć, już w 8. minucie Bartosza Mrozka pokonał Jan Grzesik. Jesienią w Poznaniu doznał już w 4. minucie kontuzji, to zburzyło wtedy plan drużyny prowadzonej przez Gonzalo Feio. Teraz był jedynym Polakiem wśród graczy z pola w wyjściowym składzie gospodarzy. Choć gdy grał w Warcie Poznań, w klubie wołano do niego "Joao".
A dziś sam rozprowadził akcję, skorzystał też ze znakomitego odegrania Vasco Lopesa. A później strzałem "z dużego palca" pokonał Bartosza Mrozka.
Ten gol plus pożegnanie Leandro, piękne, trwające dwie minuty, ze szpalerem graczy obu zespołów i sędziów - mogły wpłynąć na ekipę gości. Ale nie wpłynęły. Już Patrik Walemark strzałem zza szesnastki dał sygnał, że Lech szybko chce odpowiedzieć. "Kolejorz" założył morderczy pressing, Radomiak sobie z nim nie radził. I za moment nawet nie tyle remisował, ale i przegrywał.
Jedno dośrodkowanie Luisa Palmy, złe wyjście Filipa Majchrowicza - i już Mikael Ishak kierował piłkę do siatki. A za moment uczynił to Palma, po wyprowadzeniu akcji przez Walemarka i asyście Leo Bengtossona. Nie minęło 25 minut, a "Kolejorz" miał już swój plan zrealizowany.
Goście chcieli jednak, aby emocji w tym spotkaniu było więcej. Zadbał o to Mateusz Skrzypczak, tak podający piłkę do Mrozka, że ten ratował się przed samobójem ekwilibrystycznie wybijając futbolówkę głową sprzed bramki. A za moment do własnej bramki mógł trafić Ishak. Błysnął też Wojciech Mońka, dwoma wślizgami w polu karnym ratując ekipę gości.
Po pierwszej połowie Lech prowadził więc 2:1.

Radomiak miał ochotę walczyć o co najmniej remis w tym spotkaniu. Jedna dwójkowa akcja Walemarka z Ishakiem, z 58. minuty, załatwiła jednak sprawę. Było 3:1, kibice gości ryknęli ze swojego sektora "Mistrz, mistrz, Kolejorz".
Poznaniacy już wszystko mieli pod kontrolą, ich akcje były znacznie groźniejsze niż te Radomiaka. Gdyby jeszcze obie ekipy dzieliła jedna bramka...
A tak Lech dominował w środku, ograniczał zapędy Radomian, ryglował środek pola. I swój cel osiągnął - wygrał w tym mieście po raz pierwszy w Ekstraklasie.
Zarazem obronił mistrzowski tytuł.













