Srebro olimpijskie, gol wbity Anglikom i ćwierć wieku w jednym klubie. Pierwszy mecz przeciwko Pogoni
W ciągu niespełna pół roku z Pogoni do Widzewa trafiło trzech działaczy, dwóch piłkarzy i trener. Wtorkowy mecz 1/8 finału Pucharu Polski będzie w Szczecinie wyjątkowy dla związanego prawie 40 lat z Portowcami wicemistrza olimpijskiego Dariusza Adamczuka. Pierwszy raz w karierze "zagra" bowiem przeciwko Pogoni, której jest wychowankiem.

Widzew budowany przez nowego właściciela Roberta Dobrzyckiego nowych kadr do klubu szukał w Szczecinie. Pierwszym działaczem, który zawitał do Łodzi był na początku lipca Krzysztof Ufland, były rzecznik prasowy Pogoni, obecnie dyrektor ds. PR i Komunikacji w Widzewie.
W przerwie między sezonami do łódzkiego zespołu dołączyło dwóch utalentowanych zawodników ze szczecińską przeszłością. Mariusz Fornalczyk w ekstraklasie debiutował właśnie w Pogoni i był też młodzieżowym reprezentantem Polski. Do Widzewa 22-letni skrzydłowy trafił jednak z Korony Kielce - za 1,5 mln euro. Tu spotkał pięć lat młodszego kolegę ze szczecińskiej drużyny - Antoniego Klukowskiego.
Kolejni pracownicy Pogoni do Łodzi przenieśli się już w trakcie sezonu. Najpierw dołączył asystent Tomasz Krzywonos, który po zwolnieniu z łódzkiego zespołu trenera Żeljiko Sopicia, dołączył, by pomagać jego następcy Patrykowi Czubakowi.
Wicemistrz olimpijski budował Pogoń, trafił do Widzewa
Niezadowalające wyniki, odejście wiceprezesa po tzw. aferze weselnej sprawiły, że Widzew postanowił wzmocnić też gabinety. Do Łodzi trafili Adamczuk i Sławomir Rafałowicz. Obaj przez lata związani z Pogonią. Rafałowicz przez kilka sezonów był jej piłkarzem, a od 2006 roku pełnił różne funkcje trenerskie. Doskonale zna się z Adamczukiem, którego historia związana z Pogonią jest jeszcze dłuższa.
Urodził się w Szczecinie, jest wychowankiem Pogoni i w niej zadebiutował w seniorach. Jako zawodnik tego klubu znalazł się w kadrze na igrzyska olimpijskie w Barcelonie, gdzie Polacy zdobyli srebrne medale. Potem wyjechał do zagranicznych klubów - grał w Niemczech, Szkocji, Włoszech, Anglii czy Portugalii. W końcu wrócił jednak do swojej Pogoni. Po rządach Antoniego Ptaka a później Sabriego Bekdasa zastał zgliszcza.
Wraz z Grzegorzem Matlakiem i kibicami założył Pogoń Szczecin Nowa i chciał w 2006 roku odbudowywać klub od B-Klasy. Rok później zespół rozpoczął od czwartej ligi, a Adamczuk został wiceprezesem. "Nie pozwolę po raz kolejny niszczyć Pogoni", "Teraz będzie już tylko jedna, prawdziwa Pogoń" - to tytułu prasowe z tamtego czasu cytujące działacza.
Siedem lat w roli dyrektora sportowego Pogoni
W wieku 41 lat wrócił nawet na chwilę na boisko i zagrał w rezerwach Pogoni, która miała kłopoty kadrowe. Od 2010 roku pełnił różne funkcje - asystenta trenera, szefa klubowej akademii, wreszcie w latach 2018-2025 był dyrektorem sportowym. W kwietniu po tym, jak Pogoń przejął Alex Haditaghi, odszedł z klubu razem z Rafałowiczem.
- Znam swoją wartość, wiem, co zrobiłem dla Pogoni, wiem, jak pomogłem ten klub rozwinąć. 18 lat się coś tu się budowało - mówił w rozmowie z "Weszło", a pracę w roli dyrektora sportowego, a także członka zarządu podsumował tak: - Przez 7,5 roku wydałem 2,3 miliona euro na transfery, a zarobiłem 26 milionów.
Niespełna pół roku później znalazł zatrudnienie w Widzewie w roli pełnomocnika zarządu ds. sportu. Jest de facto najważniejszą osobą odpowiedzialną za stronę sportową. I szybko wprowadził swoje rządy. Najpierw pożegnał trenera Czubaka, by ogłosić trzeciego w tym sezonie szkoleniowca w łódzkim klubie - Igora Jovicievicia. Wkrótce z klubu odszedł dotychczasowy dyrektor sportowy Mindauguas Nikolicius wraz z szefem skautów Igorem Ceriną. To byli ludzie zatrudnieni jeszcze przed wejściem do klubu Dobrzyckiego. Teraz za transfery odpowiada Adamczuk, a za skauting Rafałowicz, czyli obaj działacze z długą przeszłością w Pogoni. - Obiecuję, że w Widzewie zrobimy coś dużego - mówił w rozmowie z Radosławem Majdanem.
A dziś Adamczuk pierwszy raz w karierze nie będzie mógł ściskać kciuków za Pogoń. W Szczecinie jego były klub podejmie w 1/8 finału Pucharu Polski nowego pracodawcę - Widzew. Wróci do swojego miasta, ale na stadionie pójdzie zajrzeć do szatni gości. Na pewno jednak spotka wielu znajomych. Obie drużyny są mocno zdeterminowane, a Puchar Polski to zdaje się la nich już tylko jedyna droga w tym sezonie, by odnieść sukces. Adamczukowi nieraz wypominano, że jego praca Pogoni nie zakończyła się zdobyciem żadnego trofeum ("zero tituli"). Widzew na powrót do europejskich pucharów czeka ponad ćwierć wieku.












