Spory problem w Legii. Już sam Papszun potwierdza, to nie wygląda dobrze
Niebawem minie już pięć miesięcy od momentu, kiedy po raz ostatni Legia Warszawa cieszyła się z wygranego meczu ligowego. Drużynie póki co nie pomogło nawet przyjście Marka Papszuna. Podopieczni utytułowanego szkoleniowca wczoraj znów stracili punkty, tym razem w Katowicach. Po ostatnim gwizdku głos zabrał zmartwiony szkoleniowiec. Jego słowa nie brzmią najlepiej, w stolicy wciąż muszą bić na alarm. "Nie potrafiliśmy" - wyznał w pewnym momencie.

"Wojskowi" przeżywają właśnie jeden z najgorszych momentów w całej swojej współczesnej historii. Początkowo wydawało się, że zespół błyskawicznie weźmie się w garść po sprowadzeniu Marka Papszuna na ławkę trenerską. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Za znakomitym trenerem trzy spotkania w nowej roli. I w żadnym z nich Legia nie cieszyła się ze zwycięstwa. Efekty widoczne są w zestawieniu. Legia wciąż znajduje się w strefie spadkowej.
Wydawało się, iż do przełomu dojdzie w piątek. CWKS objął prowadzenie w Katowicach w 26. minucie po trafieniu Wahana Biczachcziana. Gospodarze jednak nie dość, że wyrównali przed przerwą, to na dodatek później sprawiali lepsze wrażenie od stołecznych. "Bardzo jestem zadowolony z naszej gry w drugiej połowie. Zmusiliśmy Legię do bezpośredniego grania do przodu. Utrudniliśmy rywalom poczynania, bo w pierwszej części mieli zbyt dużą swobodę. Nie wykorzystaliśmy sytuacji w drugiej połowie, co napawa niedosytem" - cieszył się Rafał Górak, szkoleniowiec GKS, cytowany przez PAP.
Polska Agencja Prasowa zacytowała także Marka Papszuna. A ten na konferencję prasową przybył w zgoła innym humorze. Ex-opiekun Rakowa nie zamierzał ukrywać gorzkiej prawdy. "Straciliśmy kontrolę, GKS był lepszy. Przetrwaliśmy, wybroniliśmy się i dlatego zremisowaliśmy. Martwi mnie, że ta stracona bramka tak nas zgniotła. Nie potrafiliśmy złapać swojego rytmu, a gospodarze podnieśli intensywność i mieli przewagę" - wyznał na temat wydarzeń dziejących się po zmianie stron.
Trwa koszmar Legii. Ale Papszun się nie poddaje, wciąż potrzebuje czasu
Fani są wściekli i już dawno stracili cierpliwość, ale 51-latek otwarcie przyznał, że po prostu potrzebuje czasu. "W doliczonym czasie pierwszej połowy wybroniliśmy się po rzucie rożnym, piłka wyszła poza pole karne i w banalnej sytuacji faulujemy (po rzucie wolnym GKS wyrównał). Trzeba dalej pracować, uszczelniać i jeszcze raz uszczelniać defensywę. Ja muszę cały czas budować ten zespół, to jest proces. Każdy tydzień będzie pracował na naszą korzyść. Pierwsza połowa to pokazała. Punktów potrzebujemy jak tlenu" - podsumował.
CWKS wróci do akcji 21 lutego o godzinie 20:30. Do Warszawy zawita wtedy rewelacyjnie spisująca się w obecnej kampanii Wisła Płock. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport.












