W ostatnich tygodniach bardzo głośno było o Pogoni Szczecin. Niekoniecznie z powodu wyników sportowych, które nie były nadzwyczajne. Pozycja dotychczasowego trenera "Portowców", Roberta Kolendowicza od pewnego czasu była zagrożona, a wszystko rozstrzygnęła ostatnia porażka 0:1 z Koroną Kielce. Były piłkarz Pogoni pożegnał się z posadą, a tymczasowo zastąpił go Tomasz Grzegorczyk.
Znany z kontrowersyjnych wypowiedzi w mediach społecznościowych właściciel klubu Alex Haditaghi w ostatnich dniach odpalił prawdziwą bombę. Zawodnikiem Pogoni został mistrz świata z 2018 roku Benjamin Mendy. Francuski defensor jednak lata świetności ma za sobą, poprzedni sezon spędził w szwajcarskim FC Zurich, gdzie furory nie zrobił.
Już od pierwszej kolejki Lechia Gdańsk musiała mierzyć się z reputacją głównego kandydata do spadku. Winnym tego była przede wszystkim kara odjęcia pięciu punktów za zaległości finansowe. Pomimo tego gdańszczanie nie próżnowali, zdobywając na murawie osiem punktów. Przed meczem w Pogoni wciąż zajmowali ostatnie miejsce, lecz perspektywy w ich przypadku były co najmniej przyzwoite.
Trzy bramki do przerwy w Szczecinie. Ozdobą kapitalne trafienie nożycami
Na debiut Mendy'ego w Szczecinie kibice będą musieli jeszcze chwilę poczekać. Francuz nie znalazł się w kadrze meczowej na spotkanie z Lechią Gdańsk. Prym w szeregach "Portowców" wiedli jednak inni zawodnicy, którzy do Pogoni trafili tego lata. Efekt tego był co najmniej zachwycający.
W 24. minucie Sam Grenwood w ostatniej chwili zdołał sięgnąć piłkę, która niechybnie toczyła się w kierunku linii końcowej. Angielski pomocnik pomimo trudnej pozycji zdołał bardzo precyzyjnie dograć futbolówkę w pole karne. Tam nastąpił spektakularny popis Rajmunda Molnara. Rozgrywający dopiero drugie spotkanie w barwach Pogoni Węgier, popisał się efektownym strzałem nożycami, przy którym golkiper Lechii nie miał najmniejszych szans na interwencję.
Stadion w Szczecinie eksplodował po debiutanckim trafieniu Molnara. Radość miejscowych trwała jednak tylko pięć minut. Lechia szybko chciała odrobić straty i udało im się to w 29. minucie. Po nieudanym przechwycie Pogoni w drybling w środku pola uwikłał się Camillo Mena. Kolumbijczyk zdołał uwolnić się od rywali, odegrał do Rifeta Kapicia, a po chwili wykorzystał perfekcyjne prostopadłe dogranie Bośniaka i pewnym strzałem pokonał Valentina Cojocaru.
To nie był koniec emocji w Szczecinie w pierwszej połowie spotkania. W 39. minucie, po źle rozegranym wyrzucie piłki z autu, Pogoń wyszła z kontrą. Futbolówka trafiła do Kamila Grosickiego, który próbował dograć do wychodzącego na czystą pozycję Musy Juwary. Reprezentant Polski nie trafił czysto w piłkę, lecz miał sporo szczęścia, bo swoją pechową interwencją Bartłomiej Kłudka stworzył przeciwnikowi sytuację sam na sam z golkiperem. Pochodzący z Gambii skrzydłowy nie mógł zmarnować takiej okazji i ponownie wyprowadził "Portowców" na prowadzenie.
W drugiej połowie emocje tylko rosły. Wspaniały spektakl w Ekstraklasie, Lechia wyszarpała komplet punktów
Jeszcze przed przerwą Mena mógł skompletować dublet. Kolejną sprawną akcję w ofensywie skonstruowała Lechia. Aktywny od początku spotkania Kolumbijczyk dostał piłkę na wysokości 16 metra i huknął bez zastanowienia na bramkę gospodarzy. Czujność w tej sytuacji zachował Cojocaru, który zdołał sparować to mocne uderzenie na rzut rożny, ratując tym samym prowadzenie swojego zespołu.
W drugiej połowie ponownie kibice wciąż nie mogli narzekać na deficyt efektownych trafień. Miejscowi byli jednak mocno zawiedzeni, bo ich pupile już po raz drugi w tym spotkaniu stracili prowadzenie. Stało się to za sprawą długiego wyrzutu z autu, z którym gospodarze nie byli w stanie sobie poradzić. Do wybitej futbolówki głową doszedł Iwan Żelizko. Ukraiński pomocnik Lechii postanowił nie przyjmować piłki, lecz uderzył z woleja. Efekt był wspaniały. Futbolówka po mocnym, płaskim uderzeniu wpadła tuż przy lewym słupku bramki Pogoni.
Lechia po ponownym wyrównaniu wyraźnie się rozochociła. Ostatni zespół Ekstraklasy miał kapitalną okazję, by w 68. minucie wyjść na prowadzenie. Po jednym ze starć w polu karnym arbiter wskazał na jedenasty metr, co potwierdziła konsultacja z wozem VAR. Zespół sędziowski dostrzegł faul Danijela Loncara na Bohdanie Wjunnyku. Do rzutu karnego podszedł Kapić, lecz strzelił źle, przez co Cojocaru po raz kolejny został bohaterem swojego zespołu.
Co nie udało się w 68. minucie, wydarzyło się dziewięć minut później. Lechia z uporem dążyła do objęcia prowadzenia, za co została sowicie wynagrodzona. Zdecydowanie zbyt dużo miejsca na prawej stronie boiska otrzymał Kłudka. Zawodnik Lechii zagrał w pole karne, a dość nieoczekiwanie zza pleców Loncara wyskoczył Dawid Kurminowski. Sprowadzony z Zagłębia Lubin napastnik uprzedził rywala, czemu nie mógł zapobiec zaskoczony Cojucaru. Powtórki telewizyjne pokazały, że ten gol trzeba traktować jako samobójcze trafienie Loncara.
Niewiele brakowało, by Pogoń w doliczonym czasie gry wyrównała. Strzał Mukairu minął jednak bramkę Lechii. Zemściło się to trzy minuty później, gdy zwycięstwo Lechii przypieczętowało trafienie Kacpra Sezonienki. Pogoń walczyła do ostatnich sekund, efektem czego był gol z rzutu karnego w ostatniej akcji meczu autorstwa Fredrika Ulvestada. Lechia ostatecznie wygrywa w Szczecinie 4:3 i zdobywa bezcenne trzy punkty, które pozwalają im wydostać się z ostatniego miejsca w tabeli.
Zobacz również:













