Spadek Lecha, mistrzostwo Widzewa? Wszystko możliwe
Ekstraklasa nadaje na takich falach nieprzewidywalności, że na sześć kolejek przed końcem sezonu każdy może jeszcze spaść i każdy może grać jesienią w pucharach.

Nawet Bruk-Bet Termalica Nieciecza, która na moje oko i przeczucie na 99% pożegna się z Ekstraklasą, wciąż ma matematyczne szanse na zajęcie miejsc w pierwszej piątce Ekstraklasy, która może oznaczać eliminacje do Ligi Konferencji. Porażką w Łodzi wykluczyła się natomiast z walki o tytuł mistrzowski. Póki co: jako jedyna. Lech Poznań może odetchnąć z ulgą. A przecież przed nami już finisz sezonu!
Niewiarygodne jest to spłaszczenie. I nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić, bo dół obudził się na dobre - z wyjątkiem nieszczęsnych niecieczan, którym damy już spokój w rozważaniach. Widzew wreszcie wygrał, a jednocześnie notuje serię pięciu meczów bez porażki. Aleksandar Vuković zrobił ponad dwa razy więcej punktów niż jego poprzednik w tym roku, choć ani nie miał okresu przygotowawczego, ani nie mógł poszastać kasą Roberta Dobrzyckiego w zimowym okienku transferowym.
Wciąż nie przegrywa Legia, która podzieliła niedawny los Widzewa z Częstochowy, tracąc dwa punkty w ostatnich sekundach meczu. Katem stołecznego klubu okazał się Paweł Bochniewicz. Sobotni mecz przy Łazienkowskiej nie zachwycił, ale główka stopera Górnika - topowa. Właśnie polscy, rośli, silni środkowi obrońcy w tym spotkaniu wpisali się i na listę strzelców, i na listę plusów za swój występ, bo na nowy kontrakt z Legią coraz mocniej pracuje Rafał Augustyniak. W Szczecinie zagrał tak, jak wykonał karnego z finalistą Pucharu Polski - pewnie, skutecznie, po prostu dobrze.
Legia z Widzewem uciekają więc powoli spod ekstraklasowego topora. Łodzianie wygrali, stołeczny klub jest natomiast nad kreską. Tyle samo punktów co Legia ma Arka Gdynia, która w Krakowie dała całkiem niezłe zawody. Można się zachwycać lewą nogą Sebastiana Kerka, tak jak przeskokiem na ekstraklasowy poziom Oskara Kubiaka. Zmiana trenera ze Szwargi na Banasika póki co jest bezbolesna, a na pewno w tej walce o ligowy byt nie przeszkadza.
Tak samo jak przejście na czwórkę obrońców, choć z jednego nich dżem zrobił napastnik Cracovii, przelatujący póki co jak meteor w naszej lidze. Ale cóż to był za lot! Gabriel Charpentier pięknie popędził na bramkę, wkręcił w ziemię Michała Marcjanika i huknął po długim. Generalnie zagrał bardzo dobrą połowę. Na drugą nie wyszedł. Znów zmienił status na: kontuzjowany. Spieszmy się podziwiać takich piłkarzy, tak szybko potrafią zniknąć z radarów - ale w pamięci zostaną, przynajmniej na trochę. Ale jeśli Charpentier zaczałby grać regularnie, to korona króla strzelców w przyszłym sezonie mogłaby spocząć na jego głowie.
O ile oczywiście zostanie, a Cracovia się utrzyma, bo póki co jest w tej walce razem z Lechią Gdańsk, Koroną Kielce, Piastem Gliwice, Radomiakiem Radom czy Pogonią Szczecin. Cztery punkty - tyle dzieli przedostatni Widzew do górnej połówki tabeli. Znów: tu wszystko może się wydarzyć, ale już nie tylko matematycznie.
Dużo dzieje się też na górze, dzięki świetnej postawie GKS-u Katowice, który na przestrzeni trzech dni dał drugie znakomite widowisko. I to na wyjazdach: 4:4 w półfinale Pucharu Polski z Rakowem w Częstochowie, 3:3 z Lechem w Poznaniu. Błyszczał nie tylko Bartosz Nowak, do czego przywykliśmy, ale choćby Emal Marković. Do gola i asysty po wejściu z ławki w krajowym pucharze dorzucił ekstraklasowy dublet przy Bułgarskiej.
Lech mógł odjechać reszcie stawki, na czele której stoi niesamowite Zagłębie Lubin - grające typową dla drużyn Leszka Ojrzyńskiego piłkę w starym, ekstraklasowym stylu. Miedziowi tracą do Kolejorza jednak nie cztery, a tylko dwa punkty, bo jakość z ławki (Palma, Hakans) nie zdołała przykryć słabszych występów podstawowych piłkarzy (Walemark, Kozubal) ani błędów w obronie (znów Skrzypczak).
Wciąż najbardziej prawdopodobny jest jednak scenariusz obrony tytułu. Być może to będzie ostatnia ostoja stabilizacji w tej nieprzewidywalnej do bólu lidze?











