Reklama

Reklama

Smuda: "Świr"? Kawał cwaniaka

- ŁKS to bardzo doświadczona ekipa, komu się tam nie przyjrzeć, to jest już mocno obyty w ekstraklasie. Gdy się zmobilizują, stać ich na zwycięstwo z każdym. Nie będą wygrywać seriami, ale jeśli chcą to mogą zrobić krzywdę - twierdzi trener Lecha Poznań, Franciszek Smuda.

Piotr Świerczewski zapowiada, że w Poznaniu zadowoli go nawet punkt...

Franciszek Smuda: - Piotrek to fajny chłopak, doświadczony piłkarz, ale też kawał cwaniaka. Sprzedaje kit, bo jestem pewny, że stanie tu na głowie, by nas pokonać.

Co z Rafałem Murawskim? Zagra w sobotnim meczu, czy jeszcze zamierza pan go oszczędzać? Sam piłkarz twierdzi, że nie czuje się jeszcze najlepiej.

- Rafał wszedł w trening, jest zdrowy i do mojej dyspozycji. Mogę go oszczędzić i dać w pełni gotowego na Legię (śmiech).

Reklama

Kto stanie w bramce przeciw łodzianom?

- Powiedziałem kiedyś, że w Lechu panuje zasada ruletki i nic się w tym względzie nie zmieniło. Mnie obsada bramki nie obchodzi, decyduje o tym trener Muchliński. Jeśli powie, że ma być Krzysztof Kotorowski to tak będzie, a jeśli wybierze Ivana będzie bronił Chorwat. Mnie bardziej interesują gracze z pola i nad tym najwięcej się zastanawiam.

-Stało się regułą, że Lech strzela bramki w ostatnich minutach, ale ostatnio traci też sporo goli w pierwszym bądź ostatnim kwadransie gry....

- Chyba dlatego tak jest, że za często o tym w szatni rozmawiamy (śmiech). Tak na poważnie, to trochę mnie to denerwuje. Zwłaszcza gdy widzę, jak piłkarze mobilizują się w szatni i ze sobą rozmawiają. Niczego nie brakuje: jest motywacja i koncentracja. Wychodząc jednak na boisko myślą, że wystarczy im się przyłożyć tylko do jednej połowy. Nie wiem czemu tak jest. Może mamy w tym zakresie po prostu jakiś dołek. Często muszę im krzyczeć ile zostało do końca i jak się pali im grunt pod nogami, to się budzą i otwierają głowy. Musimy mieć taką determinację, jak czołowe europejskie drużyny, ale tego się też trzeba nauczyć.

Czy takie zwycięstwa w ostatnich minutach dają coś dodatkowego zawodnikom?

- Oczywiście, że tak. Piłkarze zaczynają wierzyć w swoje możliwości, umiejętności oraz kształtują swój charakter. Takie emocje w końcówce to dla piłkarza wielka lekcja.

W ostatnich kolejkach przed Lechem rysują się następujące perspektywy: albo wygra wszystko albo polegnie z kretesem.

- Więcej optymizmu, musimy wierzyć, że wygramy. Teraz nie ma czasu na kombinowanie, ustawianie czy nawet kalkulacje. Trzeba po prostu grać i tyle. Jak będzie na koniec, to dopiero zobaczymy. Gdybym myślał pesymistycznie już teraz, to nie byłoby sensu dłużej pracować.

W sobotę z ŁKS Łódź też nastawia się pan na dreszczyk emocji, a może nawet horror?

- Nie wiem jak będzie. Styl w tym momencie nie jest tak ważny. Ja chcę w tym meczu zdobyć komplet punktów i tylko to mnie interesuje. Zresztą styl zawsze będzie ten sam, bo jeden czy dwóch zawodników, nie zmieni nagle charakteru całej jedenastki. Musi być więcej dokładności, walki, agresywności. Te elementy trzeba zawsze dopracowywać.

Czy Cueto dostanie szansę gry od pierwszej minuty?

- Nie planuję by grał od początku, ale może wejdzie na zmianę. Nie jest on jeszcze gotowy do gry na maksimum możliwości, choć poczynił ostatnio ogromne postępy. Naprawdę mocno pracuje na zajęciach i chyba uwierzył w siebie. Będzie z niego wkrótce pożytek. Wiem, że przyjdzie jeszcze jego czas.

Nie boi się pan o kondycję i zdrowie niektórych zawodników?

- Szczerze mówiąc nie, bo wiem, że są dobrze przygotowani. Poza tym czego mam się bać? Wiem, że już nikt do nas nie dojdzie, nie wzmocni i muszę sobie radzić i rotować tym składem, który mam. Jest to ciężkie zadanie, ale jakoś do tej pory nam się to udawało. Mam nadzieję, ze tak też dotrwamy do końca ligi.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL