Skandal w meczu Widzewa. Zero litości dla sędziego, nie mogą mu tego wybaczyć
W sobotę 9 maja odbył się bardzo istotny mecz w kontekście walki o utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie. Znajdujący się wówczas w strefie spadkowej Widzew Łódź podejmował okupującą ostatnią bezpieczną lokatę Lechię Gdańsk. Spotkanie zakończyło się przekonującą wygraną niżej notowanej ekipy. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Na samym początku starcia arbiter tego meczu - Jarosław Przybył - podjął decyzję, która mogła bardzo mocno "wypaczyć" wynik rywalizacji.

Mimo poczynienia ogromnych transferów Widzew Łódź notuje obecnie mocno nieudany sezon. Jeszcze do niedawna ekipa ta znajdowała się w strefie spadkowej PKO BP Ekstraklasy.
9 maja Łodzianie otrzymali jednak niepowtarzalną okazję na odmienienie swojego losu. Tego dnia mierzyli się bowiem z Lechią Gdańsk, która przed meczem zajmowała ostatnie bezpieczne miejsce w ligowej tabeli. Ewentualne zwycięstwo dałoby Widzewowi moment oddechu w szaleńczym boju o utrzymanie się w elicie polskiego futbolu.
W pierwszej połowie podopieczni trenera Aleksandara Vukovicia zaprezentowali kibicom bardzo bojowe nastawienie, które skończyło się zdobyciem aż trzech goli. Po przerwie gracze z Gdańska nieco otrząsnęli się z szoku, lecz nawet to nie pozwoliło im na odwrócenie losów tego arcyważnego pojedynku.
Arbiter "wypaczył" mecz Widzewa? Kolega po fachu nie ma wątpliwości
Mecz ten nie obył się jednak bez kontrowersji. W 5. minucie spotkania doszło bowiem do bardzo nieprzyjemnego starcia Carlosa Isaaca z Aleksandarem Cirkoviciem. Przy próbie odebrania piłki reprezentant gospodarzy wykonał niebezpieczny "stempel" na staw skokowy rywala. Po tym zagraniu Serb padł na murawę, a z jego reakcji można było wyczytać wyraźne cierpienie.
Arbiter tego meczu - Jarosław Przybył - wstrzymał grę. Za to zagranie pokazał on Isaacowi żółty kartonik, a piłkarz nie protestował. Po zakończeniu spotkania w Internecie wybuchła prawdziwa burza. Kibice wyraźnie nie byli zwolennikami takiej decyzji arbitra. W oczach wielu to zagranie zasługiwało na natychmiastowe wydalenie zawodnika Widzewa z boiska. Z dalszego przebiegu meczu wiemy, że brak takowej decyzji miał znaczny wpływ na dalsze losy starcia.
Z tą opinią zgodził się także były piłkarski sędzia Marcin Borski, który za pomocą swoich mediów społecznościowych odniósł się do zaistniałego incydentu. W dość niecodzienny sposób wypunktował on pracę swojego kolegi po fachu.
- Sędzia Przybył moim zdaniem zwyczajnie ma problem ze wzrokiem. W tym wieku nic dziwnego. Widziałem, że nie widzi prostych rzeczy, z bliska (siedząc nieopodal boiska) już kilkakrotnie. Sędziuje wyłącznie na "ucho", czyli korzystając z podpowiedzi asystentów. W tym przypadku zapewne zabrakło dobrej podpowiedzi - pisał emerytowany arbiter.
W marcu Jarosław Przybył skończył 50 lat. W świetle obecnie panujących przepisów, wkroczył on tym samym w ostatni rok pracy sędziowskiej w PKO BP Ekstraklasie. Sam arbiter, w rozmowie z portalem "Weszło" wyraził natomiast chęć dalszego prowadzenia meczów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w kraju nad Wisłą.
Jeśli człowiek dobrze się czuje i ma z tego fun, to powinien to robić. Nie powinny go ograniczać żadne limity wiekowe












