Reklama

Reklama

Sędziowie nie muszą przymykać oka na chamstwo w Ekstraklasie

Wydarzeniem 3. kolejki Lotto Ekstraklasy był dla mnie Górnik Zabrze. Podopieczni Marcina Brosza odwrócili losy spotkania z Miedzią, będąc w ciężkiej sytuacji mentalnej - tuż po odpadnięciu w eliminacji do Ligi Europy - pisze w najnowszym felietonie Michał Białoński.

Nieopierzony Górnik awansował do Ekstraklasy, później wywalczył miejsce premiowane eliminacjami do europejskich pucharów.

Reklama

Stał się też ofiarą własnego sukcesu, gdyż stracił trzy zęby członowe, wyrwano mu kluczowych piłkarzy: Rafała Kurzawę, Damiana Kądziora, Mateusza Wieteskę. Bez nich ekipa miała prawo zawodzić na początku nowego sezonu, dopóki trener Brosz nie wkomponuje i na wyższy poziom nie wprowadzi sprowadzonych latem zawodników.

Tymczasem w Legnicy pierwsze skrzypce zagrali najbardziej wartościowy piłkarz zabrzan Szymon Żurkowski i stoper Dani Suarez. Obaj popisali się fenomenalnymi golami i trzy punkty wyjechały do Zabrza.

Wielkim plusem otwarcia nowych rozgrywek jest Piast Gliwice. Jego trener Waldemar Fornalik to stary ligowy wyjadacz, który pobierał nauki u piłkarskiego profesora Oresta Lenczyka. Tak przygotował zespół zarówno fizycznie, jak i taktycznie, że wygrał trzy pierwsze mecze. W meczu z Zagłębiem Lubin gliwiczanie mieli moment zawahania, po stracie gola na 1-1, ale szybko ruszyli do przodu. Atakowali rozumnie, oskrzydlając przeciwnika. I poszli jak po swoje: po zwycięską bramkę i po trzy punkty. Cel szybko osiągnęli i to w starciu z nie byle kim, bo pamiętamy, co niedawno "Miedziowi" zrobili z Legią na jej terenie.

Kryzys formy przeżywa nie tylko Legia, ale też nasz eksportowy sędzia Szymon Marciniak. Nie wyszedł mu zupełnie już drugi mecz ligowy w sezonie. Jego błąd - puszczenie faulu na wiślaku Zdenku Ondraszku - wypaczył wynik meczu w Białymstoku. Dzięki odebraniu piłki przy pomocy tegoż faulu Jagiellonia wyprowadziła kontratak, który zakończył się wejściem na czerwoną kartkę Michała Buchalika i bramką z rzutu wolnego Arvydasa Novikovasa.

Duży niesmak pozostawał, obserwując zachowanie piłkarzy Wisły Płock w spotkaniu z Koroną. Pomiatanie, poniewieranie sędzim Szczechem, wyzywanie go, było bulwersujące. "Ci ludzie mają być wzorem dla młodzieży?" - pomyślałem sobie, widząc wulgarne awantury, jakie arbitrowi urządzali z byle powodu: Dominik Furman czy Nico Varela. O mały włos nie doszło do rękoczynów. Warto podkreślić, że żaden z nich nie jest kapitanem, więc nie ma prawda do żadnych negocjacji, a co dopiero awantur z arbitrem. W związku z tym, każdy z nich powinien dostać napomnienie, co w wypadku Furmana, który miał już żółtą kartkę, oznaczałoby wykluczenie.

Wisła Płock grała już w osłabieniu, po czerwonej kartce dla Giorgio Merebaszwilego, ale to był jej problem. Tymczasem sędzia Łukasz Szczech, pozwalając na harce jej piłkarzom, sprawiał wrażenie, jakby to on czuł się winny wykluczenia symulującego upadek w polu karnym Gruzina.

Najwyższa pora, by sędziowie zaczęli wychowywać naszych zawodowych piłkarzy, skoro nie zrobili tego trenerzy, czy wcześniej rodzice w domu.

Dowiedz się więcej na temat: Dani Suarez

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje