Sceny na meczu Legii. Trener ruszył do sędziego, nerwy całkowicie puściły
Jednym z hitów dziewiątej kolejki Ekstraklasy było wyjazdowe spotkanie Legii Warszawa z Rakowem, które odbyło się w sobotni wieczór w Częstochowie. Po ostatnim gwizdku obie ekipy podzieliły się punktami (1:1). Tuż przed przerwą gospodarze wyrównali po rzucie karnym, którego podyktowanie rozwścieczyło piłkarzy i trenera Legii. Pod ławką "Wojskowych" było naprawdę gorąco.

Nowy sezon Ekstraklasy rozkręcił się na dobre. W sobotę oczy wielu kibiców naszej ligi skierowane były na Częstochowę. Na stadion wicemistrza Polski przyjechała Legia Warszawa. Było to spotkanie dwóch uczestników fazy ligowej Ligi Konferencji.
Strzelanie rozpoczęło się w 41. minucie. Wtedy to Petar Stojanović wykazał się dużą przytomnością umysłu. Słoweniec idealnie nabiegł na wybitą przez obrońców Rakowa piłkę, po czym od razu, bez przyjęcia strzałem z woleja pokonał Kacpra Trelowskiego. W ten sposób goście objęli prowadzenie.
Iordanescu miał pretensje do sędziego. Wykrzykiwał jedno hasło. Sceny
Ich radość nie trwała jednak zbyt długo. Kilka minut później Stojanović był zamieszany w sytuację, po której drużyna Marka Papszuna doprowadziła do wyrównania.
"Po zagraniu piłki w pole karne pomocnik Legii stoczył pojedynek główkowy z Zoranem Arseniciem. Błyskawicznie po nim gospodarze wskazywali na zagranie ręką swojego przeciwnika. Sędzia tego spotkania Jarosław Przybył zdecydował się skorzystać z systemu VAR, po czym wskazał na jedenasty metr. Do futbolówki podszedł Ivi Lopez i mocnym uderzeniem wyrównał wynik spotkania. Zawodnicy Legii w tym momencie mieli duże pretensje do sędziego, twierdząc, że w tej sytuacji ich zawodnik był faulowany" - relacjonował Bartłomiej Wrzesiński z Interii Sport.
Okazuje się, że wspomniane pretensje były naprawdę ogromne. Co więcej, ich autorami nie byli tylko piłkarze warszawskiego klubu, ale i cały sztab na czele z trenerem. Jak wychwycił Konrad Ferszter ze Sport.pl, jeszcze przed rzutem karnym Iviego Lopeza Edward Iordanescu kłócił się z sędzią technicznym, co zaowocowało żółtym kartonikiem.
Dużo surowiej arbiter ukarał Arkadiusza Malarza, który otrzymał czerwoną kartkę za mocniejsze słowa i gesty. Wściekły szkoleniowiec Legii zaczął wówczas wykrzykiwać w stronę sędziów jedno hasło: - Zasługujemy na szacunek! Mówiąc krótko, cała sytuacja była bardzo napięta i gorąca.
Finalnie w drugiej części gry nie byliśmy już świadkami żadnych bramek. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, a oba zespoły dopisały sobie po jednym punkcie. Obecnie Legia Warszawa zajmuje 7. miejsce z 11 punktami na koncie. Raków plasuje się na 15. pozycji, mając cztery oczka mniej.















