Ruch odciął się od oskarżonych pseudokibiców

Ruch Chorzów zdecydowanie potępił i odciął się od 34 pseudokibiców tego klubu oskarżonych przez katowicką prokuraturę o udział w grupie przestępczej, wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków, liczne napady i włamania oraz udział w tzw. ustawkach.

O skierowaniu głównego aktu oskarżenia w tej sprawie do Sądu Okręgowego w Katowicach poinformował w środę rzecznik katowickiej Prokuratury Apelacyjnej Leszek Goławski. To finał akcji wymierzonej w środowisko pseudokibiców. W sumie w całej sprawie oskarżonych zostało już 48 osób, zarzuty usłyszało prawie 70. Kilkanaście z nich jest aresztowanych.

Reklama

"Zależy nam na pozytywnym wizerunku naszego klubu i na tym, by ludzie przychodzący na nasz stadion czuli się bezpiecznie. Zdecydowanie odrzucamy i potępiamy wszelkie zachowania niezgodne z prawem" - powiedziała rzeczniczka klubu Donata Chruściel.

Jak ustalono w śledztwie, działalność grupy przypada na lata 2004-2010, choć do pierwszych przestępstw dochodziło już w roku 2002. Wszystko zaczęło się od znajomości kilku kolegów, zafascynowanych sportami walki, którzy spotykali się w grupie kibiców i zajmowali się organizowaniem tzw. ustawek, czyli bijatyk z pseudokibicami innych klubów.

"Po krótkim czasie grupa rozrosła się do ok. 30 osób, a po roku-dwóch utworzyła się grupa przestępcza: z osobami, które nią zarządzały, ze wspólną kasą, nawet z pewną specjalizacją, dotyczącą działań przestępczych" - powiedział prok. Goławski.

"Sprawa ta pokazuje, jak ci ludzie przechodzili poszczególne etapy: od kibica - bo rzeczywiście kibicowali swoim drużynom - do działań przestępczych (...). Przestępczość stadionowa to nie tylko takie działania jak ustawki, ale przede wszystkim zorganizowana przestępczość kryminalna" - dodał rzecznik prokuratury.

Akt oskarżenia opisuje kilka zorganizowanych bijatyk. Przed każdą z nich kibice zwaśnionych klubów piłkarskich ustalali termin i miejsce walki, ustalali zasady dotyczące wieku uczestników, strojów; uzgadniali też, że nie można zabierać ostrych przedmiotów i jaki będzie sygnał do rozpoczęcia walki.

"Takie ustawki były organizowane przez kilka lat. Na początku (brało w nich udział) po 20 osób, a pod Lublińcem była ustawka, gdzie było po 200 osób po każdej stronie. Miejscowa ludność ryglowała się w domach, widząc kawalkady podjeżdżających samochodów" - opisywał Goławski. Przy okazji tej ustawki wyznaczano nawet specjalne osoby z kamizelkami odblaskowymi, które kierowały ruchem samochodów - mówił prokurator.

Po każdej bijatyce część uczestników trafiała do szpitali; w kolejnych dniach pseudokibice uważnie śledzili doniesienia prasowe o bójce, w której uczestniczyli - opisują śledczy.

Grupa zdobywała pieniądze podczas napadów i włamań do obiektów handlowych i biur na Dolnym i Górnym Śląsku oraz w okolicy Poznania. Często udawało im się ukraść po kilkaset tysięcy złotych. W śledztwie są tacy podejrzani, którzy mają po 80 zarzutów włamań i napadów.

Prokuratura udowodniła członkom gangu wprowadzenie do obrotu 50 kg amfetaminy i 19 tys. tabletek ecstasy. Część zdobytych podczas przestępstw pieniędzy przekazywano na pomoc dla zatrzymywanych kolegów i ich rodzin. Były one przeznaczane na pomoc prawną i "zapomogi" dla bliskich.

Za udział w gangu odpowie większość spośród oskarżonych, pozostali - za pojedyncze przestępstwa. Grozi im do 15 lat więzienia.

Prokuratura zaznacza, że choć trzon grupy łączyła zarówno ideologia kibicowska jak i wspólne włamania czy rozboje, to jednak duża część kibiców nie brała udziału w procederze i nie orientowała się, z czego żyją ich przywódcy. W popełnianiu przestępstw członkowie gangu współpracowali z innymi podobnymi grupami w kraju, mimo waśni klubowych.

W całym śledztwie postawiono kilkaset zarzutów. Postępowanie zmierza już do końca, jeszcze w połowie tego roku do sądów powinny trafić ostatnie akty oskarżenia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje