Reklama

Reklama

Richard Grootscholten: 10 lat za Zachodem

Richard Grootscholten współpracował z Louisem van Gaalem, był dyrektorem i trenerem akademii Sparty Rotterdam, Kubania Krasnodar, Vancouver Whitecaps i Zagłębia Lubin. Spod jego ręki wyszli tacy piłkarze, jak reprezentanci Holandii Memphis Depay czy Kevin Strootman. Dwa tygodnie temu ponownie gościł w Polsce na zaproszenie Akademii Piłkarskiej Champions, która swoją siedzibę ma na Górnym Śląsku.

Ekstraklasa. Wyniki, tabela i statystyki - kliknij tutaj!

Reklama

Interia: Pracował pan na kilku kontynentach i w wielu krajach. Jakie różnice wynikają z pracy szkoleniowej w takich miejscach, jak Polska, Mozambik, Rosja czy Kanada? 

Richard Grootscholten: - Trenerzy w tych wszystkich miejscach są inni, więc muszę się przystosować do różnych warunków pracy. Muszę też sprawić, żeby zmienili swoje spojrzenie na to co i jak robią. Mogę wyjaśniać i tłumaczyć pewny rzeczy, ale jeśli nie jesteś otwarty na to co się dzieje, jak wszystko się zmienia, to niewiele z tego wyniknie. Tłumaczę pracując z trenerami, że to przede wszystkim oni powinni się zmienić. To ty musisz być otwarty. W Polsce jest tak, że wszystko idzie z góry na dół. 

- Jest jeden lider, którym jest nauczyciel czy trener, a wszyscy potakują i przyznają rację. Nie ma zadawania pytań, dociekania tego czy to co robimy jest słuszne. Tak jest na przykład w Holandii.     

Podczas międzynarodowej konferencji szkoleniowej w Chorzowie mówił pan o tym, że dziewięciu na dziesięciu trenerów dzieci czy młodzieży w Polsce krzyczy na swoich zawodników. Z czego to wynika? 

- Wielu sukces postrzegają poprzez to czy kolejny mecz wygrają 2-0 czy 2-1. Boją się, że jak będą przegrywać, to stracą pracę. Wynik determinuje ich zachowanie i wpływa na postawę. Wpływa też na postawę zawodników. Nie pytają swoich trenerów o nic, bo ci nie tolerują pytań. Tak nie powinno być. To zabija rozwój młodych piłkarzy. 

Czy talenty piłkarskie można znaleźć pod każdą długością i szerokością geograficzną? 

- Tak, są wszędzie. W takich krajach, jak Mozambik, Rosja czy RPA, nie wszyscy mają jednak takie same możliwości. Nie ma odpowiednich boisk czy futbolowej infrastruktury. Wiele też zależy od edukacji samych trenerów. Jeśli chodzi o Polskę, to wszystko zmienia się na lepsze. Widać duży progres, ale wciąż pozostajecie jakieś 10 lat w tyle za Zachodem. Staram się tłumaczyć, że trzeba zmienić system kształcenia trenerów. Przecież to od nich potem zależy, jak wyglądają treningi, co się na nich robi i czy są dostosowane do wieku poszczególnych zawodników. Zbyt wiele widziałem w Polsce treningów, w których 10-latki grały 8 na 8. Ile razy mają wtedy kontakt z piłką, pięć razy na trzy minuty? Ile się mogą wtedy nauczyć? Jak grasz 3 na 3, gdzie jest częstszy kontakt z piłką, to stajesz się lepszym graczem. 

Co w takim razie ma zrobić młody utalentowany zawodnik. Zostać w kraju czy próbować swojego szczęścia za granicą, w bardziej rozwiniętych piłkarsko krajach? 

- Ciężko o jednoznaczną odpowiedź tak czy nie. Wiadomo, że najlepiej byłoby, kiedy młody chłopak miał możliwości rozwoju na miejscu. W grę wchodzą przecież takie aspekty, jak szkoła czy kontakt z rodziną. Z drugiej strony, kiedy tak jak w przypadku Huberta Adamczyka, który teraz jest w Cracovii, pojawiła się propozycja z Chelsea, to czy takiej szansie można powiedzieć nie? Ja rozumiem młodych chłopaków, którzy wyjeżdżają, ale tak jak mówię, najlepiej, kiedy mają dobre możliwości rozwoju u siebie w kraju.   

Rozmawiał Michał Zichlarz   

Dowiedz się więcej na temat: Richard Grootscholten

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje