Rewelacyjna Pogoń tłamsiła lidera z Poznania. A później padły trzy ciosy
Choć do Szczecina przyjechał lider Ekstraklasy, to wcale nie był faworytem starcia z Pogonią. "Portowcy" zaczęli ten rok jak nikt inny, wygrali wszystkie mecze, a gdyby tę passę przedłużyli w sobotę, zbliżyliby się do Lecha Poznań na dwa punkty. I gnietli go przez 20 minut, mieli kilka okazji. A później "Kolejorz" raz skontrował, bramkę zdobył Mikael Ishak. I już poszedł za ciosem, w drugiej połowie Ishak podwyższył na 2:0, a wynik na 3:0 ustalił cudownym strzałem Joel Pereira. Lech pozostanie więc liderem.

Cztery zwycięstwa, 10:1 w bramkach, do tego jeszcze awans do półfinału Pucharu Polski. Tak wyglądał początek tej rundy w wykonaniu Pogoni Szczecin. Chwilę po ogromnej niepewności związanej ze sprzedażą klubu czy transferze do Legii Wahana Biczachjana. Tak jakby trener "Portowców" Robert Kolendowicz znalazł jakiś nowy kod do obsługi tej drużyny. A Kamil Grosicki przypomniał sobie, jak to jest być gwiazdą całych rozgrywek.
Tak grająca Pogoń podejmowała Lecha Poznań - lidera rozgrywek, niby głównego kandydata do mistrzostwa Polski, ale jednak nie grającego jak mistrz. Porażka w Gdańsku, porażka z Rakowem, niezbyt przekonująca gra w starciu z Zagłębiem Lubin. Czegoś innego spodziewali się jednak kibice tej drużyny. No bo skoro "Kolejorz" nie ma w kalendarzu innych rozgrywek, dawno temu odpadł z Pucharu Polski, a do zmagań europejskich w ogóle się nie załapał, to powinien prezentować coś więcej. Zwłaszcza mając tak szeroki skład.
Ekstraklasa. Pogoń Szczecin przez 20 minut tłamsiła Lecha. Nie wykorzystała przewagi. Goście odpowiedzieli
Pogoń ruszyła więc na Lecha tak, jakby chciała go szybko napocząć, trafić raz, może drugi. I uspokoić grę. Goście nie za bardzo wiedzieli, co w ogóle dzieje się na boisku. Byli bezradni w środkowej strefie, Pogoń przenosiła za chwilę akcje na boki. A jej pressing sprawiał, że Lech nie był w stanie nawet zawiązać ofensywnego ataku.

I na dobrą sprawę po 20 minutach gry mogło być co najmniej 2:0, "Portowcy" mieliby pewnie już komfortową sytuację. Eftimios Kuluris źle zagrał w akcji dwóch na jednego do Grosickiego, za chwilę zaś uderzył z 15 metrów, ale za blisko Bartosza Mrozka. A później, w trudniejszej sytuacji, trafił w Radosława Murawskiego, piłka zmieniła zupełnie kierunek, odbiła się od słupka. Nie minęła minuta, a Mrozek znów uratował poznaniaków, tym razem obronił strzał "Grosika". Po czym skrzydłowy Pogoni dobijał, ale z linii brakowej zdołał futbolówkę wybić Rasmus Carstensen. W strzałach było wtedy 8:0.
A na tablicy zaś 0:0. Nie wiadomo zupełnie jakim cudem.
Lech był przez te 20 minut kompletnie bezradny, wystraszony, sponiewierany. Wyprowadził jeden atak, który jakby zmienił jego oblicze. Ten sygnał dał Irańczyk Ali Gholizadeh, zastępujący w składzie bohatera ostatniego spotkania z Zagłębiem, kontuzjowanego Patrika Walemarka. Przeprowadził akcję, po której Daniel Hakans miał tylko dobrze przystawić nogę do piłki kilka metrów przed bramką Valentina Cojocaru. Przyłożył jednak źle, futbolówka poleciała nad poprzeczką. Niemniej po tej 21. minucie Lech w końcu się obudził. A Pogoń jakby zaczęła czuć tę dogrywkę sprzed trzech dni.
W ostatnim kwadransie pierwszej połowy to poznaniacy dyktowali już warunki. Bramka była trochę dziełem przypadku, bo Gholizadeh wybił piłkę sprzed własnego pola karnego byle dalej. Do kontry, a tam Afonso Sousa, Hakans i Mikael Ishak zrobili już resztę. I goście, niespodziewanie, objęli prowadzenie.
Później byli już lepsi, w 42. minucie zdobyli drugą bramkę, Sousa pokonał Cojocaru po cudownym zagraniu Gholizadeha. Chwilę wcześniej na minimalnym spalonym był jednak Carstensen, sędzia Łukasz Kuźma ostatecznie to trafienie anulował.

Ishak po raz drugi dla Lecha, Kuluris pozostał bez gola. Najlepszy snajper "Kolejorza" zapewnił mu zwycięstwo
Pogoń w tym roku jeszcze w żadnym spotkaniu nie przegrywała, znalazła się więc w trudnej sytuacji. Na dodatek większość jej graczy miało w nogach pucharowe starcie z Piastem Gliwice, zakończone dogrywką. A tu znów trzeba było atakować Lecha pressingiem, wymuszać jego błędy, grać fizycznie.
"Portowcy" już jednak tych sił nie mieli, nie byli w stanie narzucić swoich warunków. Nie minęło 90 sekund, a Lech pomknął z kolejną kontrą, znów uciekł najszybszy na boisku Hakans. Fin źle jednak odegrał do Gholizadeha, za bardzo zwolnił akcję. Skończyło się na uderzeniu Carstensena i interwencji Cojocaru, ale goście mogli wyciągnąć z tej kontry dużo więcej.
I takich akcji Lech wyprowadził kilka, zwykle za sprawą Hakansa. Na 2:0 podwyższył jednak ze stałego fragmentu, a konkretnie - z rzutu karnego. Rafał Kurzawa nadepnął na stopę Sousę, Kuźma nie miał wątpliwości. Ishak trafił z 11 metrów.
Na 3:0 podwyższył zaś cudownym uderzeniem rezerwowy Joel Pereira. Lech kontrował, Portugalczyk znalazł się na prawym skrzydle i przelobował wracającego do bramki Cojocaru. A "Portowcy" skończyli w dziesięciu, z boiska za faul na Hakansie wyleciał Marcel Wędrychowski.
Jedno jest pewne, po 23. kolejce Ekstraklasy liderem pozostanie Lech Poznań.
Zobacz również:












