Rewelacja Ekstraklasy kompletnie rozbita. Nagle wielki zwrot akcji. VAR i zmarnowany karny
Zgodnie z terminarzem 15. kolejki Ekstraklasy w sobotnie popołudnie Motor zmierzył się z Wisłą Płock w Lublinie. Gospodarze strzelanie rozpoczęli już po kilku minutach od pierwszego gwizdka. Byli bardzo bliscy podwyższenia prowadzenia, jednak przyjezdni wcale nie mieli zamiaru schodzić z murawy bez żadnego oczka. Ostatecznie obie ekipy podzieliły się punktami.

Wisła Płock to rewelacja jesiennej rundy Ekstraklasy. Beniaminek prowadzony przez Mariusza Misiurę kapitalnie odnalazł się w elicie. Przed rozpoczęciem 15. kolejki był wiceliderem, kilka dni temu ograł 2:0 Pogoń Szczecin. Co więcej, Wisła nie poniosła porażki w lidze od 19 września. Taki wynik naprawdę może robić wrażenie. Szczególnie biorąc pod uwagę ofensywny, ciekawy styl gry prezentowany przez ekipę z Płocka.
W sobotę "Nafciarze" pojechali do Lublina na mecz z Motorem, który po awansie w Ekstraklasie spędza drugi sezon z rzędu. Celem nadrzędnym jest utrzymanie, jednak już w zeszłej kampanii Motor udowodnił, że ma chrapkę na więcej. Wówczas rozgrywki zakończył na siódmej pozycji. Wszystko to zapowiadało ciekawe stracie.
Motor uszczęśliwił kibiców. Nagle VAR wkroczył do akcji. Podział punktów w Lublinie
Zanim na Motor Lublin Arena wybrzmiał pierwszy gwizdek, piłkarze, sztaby i kibice przy akompaniamencie orkiestry zaśpiewali Hymn Polski. Kiedy piłka poszła w ruch, gospodarze bardzo szybko cieszyli się z gola. Na listę strzelców wpisał się Fabio Ronaldo. Cała akcja zawiązała się w okolicach lewego skrzydła. Po dośrodkowaniu Pawła Stolarskiego strzał z główki oddał Karol Czubak. Futbolówka odbiła się od słupka, po czym dopadł do niej wspomniany Portugalczyk.
W 14. minucie sam Czubak trafił do siatki w nieco kuriozalnych okolicznościach. Napastnik Motoru po prostu czekał, aż bezpańska, wybita wysoko w górę piłka spadnie na jego głowę. Początkowo wszystko wskazywało na to, że druga bramka będzie zaliczona. Nagle do gry wkroczył VAR, którego sędziowie dopatrzyli się spalonego. Skromne prowadzenie zespołu z Lublina kolejny raz mogło zostać podwyższone.
Gospodarze otrzymali rzut karny po zagraniu ręką Edmundssona w obrębie szesnastki. Do jego wykonania podszedł Bartosz Wolski. Trudno wyobrazić sobie gorszy strzał z jedenastu metrów niż ten, którego autorem był 28-latek. Lekko, niedbale, na wysokości stóp bramkarza, po prostu źle.
Tym sposobem Wisła nadal przegrywała tylko jednym golem. Mimo krótkich fragmentów dłuższego posiadania piłki tego dnia w grze płocczan nie było zbyt wielu pozytywów, przynajmniej w pierwszej połowie. Przed zejściem do szatni doszło jeszcze do awantury. Jej efektem było kilka żółtych kartek. W doliczonym czasie gry świetną okazję zmarnował Ronaldo. Gdyby Motor był skuteczniejszy, spokojnie mógł prowadzić trzema lub nawet czterema bramkami.
Po zmianie stron goście wciąż nie potrafili znaleźć recepty na solidnie grającą ekipę z Lublina. Trener Misiura reagował zmianami, ale nadal Wisła Płock mogła zdobyć premierowej bramki. Za to piłkarze prowadzeni przez Mateusza Stolarskiego konsekwentnie realizowali swój plan, byli bliscy kolejnych trafień, choć tempo meczu nieco przyhamowało.
W końcu Wisła doprowadziła do wyrównania po stałym fragmencie gry. Do piłki w polu karnym wyskoczył Edmundsson, który w pierwszej części gry sprokurował rzut karny. Teraz zawodnik z Wysp Owczych był bohaterem swojego zespołu. Był to wyraźny impuls dla ekipy z Płocka, która nagle przejęła inicjatywę.
W samej końcówce gospodarze dosłownie wcisnęli futbolówkę do siatki. Wszystko zaczęło się od rzutu wolnego, jednak w całej akcji sędzia Damian Sylwestrzak dopatrzył się faulu na jednym z zawodników gości, przez co gol został anulowany. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1.
Podsumowując, arbiter anulował dwa trafienia Motoru Lublin, który przy okazji zmarnował rzut karny. Gospodarze mogą pluć sobie w brodę, za to beniaminek może mówić o niemałym szczęściu.













