Reklama

Reklama

Radosław Trochimiuk: To wynikało z ludzkiej zazdrości

- Pomówienie mnie o przyjęcie łapówki zabrało mi najlepsze lata - mówi Radosław Trochimiuk, sędzia, który przez dziesięć lat walczył o dobre imię.

Przemysław Iwańczyk: Jest pan sędzią piłkarskim, który przez ostatnią dekadę został wyłączony z prowadzenia rozgrywek, mimo że był pan arbitrem ekstraklasowym. W 2011 roku został pan zatrzymany przez CBA, postawiono panu zarzut za przyjęcie łapówki i ustawienia meczu Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie z drużyną z Olsztyna. Pan skutecznie udowodnił swoją niewinność. Ta dekada to szmat czasu w pańskim życiu prywatnym i zawodowym.

Radosław Trochimiuk: To było długie dziesięć lat, które trzeba było przejść z ciężkim bagażem niesionym na plecach, czyli zarzutem korupcyjnym. Nie poddałem się i myślę, że jestem osobą zahartowaną psychicznie i to kilkanaście lat biegania po boiskach piłkarskich ten charakter oszlifowały. Dlatego było mi łatwiej, ale nie poddałem się i walczyłem o swoje racje przez to dziesięć lat i wierzyłem, że całą sytuacja zakończy się powodzeniem. Tak też się stało w środę.

Reklama

Jak w ogóle doszło do tego że został pan zatrzymany i postawiono pana w stan oskarżenia?

To był zwykły mecz trzeciej ligi, których było kilkadziesiąt. Nie zapadł mi w pamięci, po prostu się odbył i tyle. Mecz jak każdy inny, rundy jesiennej, szósta kolejka, która o niczym nie decydowała. Zespół, który awansował, grał z ostatnim zespołem tabeli. Jestem w szoku, że przy takim spotkaniu coś takiego mogło się wydarzyć. Co do zatrzymania, odbyło się to pewnie tak, jak wszystkie inne związane z korupcją w polskiej piłce. Agenci CBA przyjechali o szóstej rano do domu moich rodziców, bo tam byłem zameldowany, zostałem zatrzymany i przewieziony do Wrocławia. Następnego dnia mnie przesłuchano i postawiono zarzut przyjęcia korzyści majątkowej, z którym się nie godziłem i nie godzę się do dzisiaj. Był to zarzut wyssany z palca, a prokuraturze we Wrocławiu zabrakło dogłębnej analizy tego wszystkiego. Wtedy zaoszczędzilibyśmy sobie dziesięciu lat jeżdżenia po sądach.

Jaka to była korzyść majątkowa zdaniem osób, które pana zatrzymały?

Ich zdaniem było to przyjęcie pięciu tysięcy złotych w zamian za korzystne rozstrzygnięcie w tym meczu.

Jaki wynik miał pan ustawić?

Podobno wynik, który miałem rzekomo ustawić miał być korzystny dla Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie, ponieważ osoba, która mnie pomówiła i zeznała przed prokuraturą, że wręczyła mi tę korzyść, jak się później okazało, współpracowała najprawdopodobniej z drużyną Drwęcy i starała się przekupować arbitrów.

Wie pan kto pana pomówił?

Wiem.

Kto to był?

Jeden z arbitrów, z którym w momencie tych zawodów kompletnie się nie znałem. Poznaliśmy się kilka lat później sędziując na podobnych poziomach rozgrywkowych. Myślę, że było to spowodowane zazdrością, że pokonywałem kolejne szczeble kariery, a osoba, która mnie pomówiła, została na poziomie trzeciej ligi. Myślę, że to wynikało z takiej ludzkiej zazdrości, natomiast sprawa jest szersza. Ta osoba współpracowała z organami ścigania zeznając, że kilkanaście czy kilkadziesiąt osób wręczyła korzyści majątkowe celem wybielenia siebie i uzyskania niższej kary przed sądem. To się udało.

Chodzi o status świadka koronnego w całej sprawie korupcyjnej?

O dobrowolne poddanie się karze i powiadomienie o jak największej liczbie sędziów, których można było później zatrzymać. Liczyła na niższy wymiar kary od prokuratora i to uzyskała.

Może pan wymienić nazwisko osoby, która pana pomówiła?

Wolałbym nie używać jej nazwiska.

Czy w trakcie całej sprawy widział się pan z tym człowiekiem?

Widzieliśmy się na konfrontacji w prokuraturze we Wrocławiu. Mieliśmy przeprowadzoną konfrontację argumentów i zeznań.

Tam usłyszał pan, że przyjął łapówkę?

Tak, usłyszałem od tej osoby, że przyjąłem korzyść majątkową. Na etapie wyjaśnień prokuratury wszystkie fakty podane przez tę osobę zostały przeze mnie wykluczone. Moje zeznania były sprzeczne z tym, co zeznała ta osoba, i dziwię się, że prokurator skierował oskarżenia do sądu, bo myślę, że nie było takiej potrzeby i myślę, że zaoszczędzilibyśmy sobie dziesięciu lat jazdy do sądu do Poznania.

Zostaje pan zatrzymany przez CBA i dowieziony do prokuratury we Wrocławiu. Słyszy pan zarzut na podstawie zeznania innego arbitra i co dzieje się dalej? Jest pan aresztowany?

Zostaje mi postawiony zarzut korupcyjny, wniesiono poręczenie majątkowe, które szybko sąd uchylił. Prokuratura dopiero po trzech latach skierowała akt oskarżenia do sądu i w tym czasie byliśmy na etapie zarzutu.

Pan w tym czasie zostaje odsunięty przez PZPN od sędziowania, bo to dzieje się wobec wszystkich, których podejrzewa się o korupcję.

Tak postępował PZPN. W trybie natychmiastowym nie zostałem o tyle zawieszony, bo takiej informacji nie było, ale zwyczajnie nie byłem uwzględniany w obsadach sędziowskich. Do czasu wyjaśnienia i prawomocnego wyroku stałem się persona non grata w PZPN, czyli do środy w ubiegłym tygodniu.

Skąd brał pan siłę i determinację do tego, że uda się panu z tego wszystkiego wyjść? W większości postawionych zarzutów wina była udowodniona, więc od razu był pan stawiany w jednym rzędzie z takimi sędziami.

Jak mogłem postąpić inaczej? O godzinie szóstej rano dowiedziałem się o czymś, czego nigdy nie zrobiłem. W tym momencie zabrano mi marzenia i to, o co walczyłem kilkanaście lat. Chciałem dojść na szczyt w ekstraklasie i zawojować boiska europejskie. Nagle o godzinie szóstej rano dowiedziałem się, że to już koniec. Przysięgałem sobie, że zrobię wszystko i wywalczę tę rację. Nie poddam się, bo wiem, co w życiu robiłem. Każdy jako młody człowiek miał drobne grzechy, ale nigdy nie przyjąłem żadnej korzyści majątkowej za prowadzone zawody. To moja pasja i nie wyobrażam sobie tego. Sędzia musi odznaczać się kręgosłupem moralnym i to dla mnie niewyobrażalne.

Polska piłka sprzed dekady była kojarzona z korupcją, więc tym trudniej było panu udowodnić swoją niewinność. Ile osób panu wierzyło?

Myślę, że generalnie dla środowiska sędziowskiego byłem już osobą skazaną. W mojej miejscowości Przasnyszu byłem osobą skazaną. Tylko moja rodzina mnie wspierała na duchu. Odciąłem się od środowiska sędziowskiego i postanowiłem, że do czasu wyjaśnienia nie będę utrzymywał kontaktu i tak też zrobiłem do ubiegłej środy, ale wsparcie miałem od najbliższej rodziny i za to im serdecznie dziękuję.

Ile ma pan lat?

Jeszcze tydzień i będę miał trzydzieści osiem lat.

Jak długo może pan sędziować w profesjonalnym futbolu?

Myślę, że przy dobrym przygotowaniu fizycznym, a jest ono lepsze niż dziesięć lat temu, jestem w stanie spokojnie prowadzić zawody ekstraklasy jeszcze około dwunastu lat. W Europie może być gorzej, bo limit wiekowy 43-45 lat mnie w tym zakresie ogranicza, ale marzę o tym, aby sędziować w ekstraklasie i wierzę, że mam jeszcze wiele lat przed sobą.

Stracił pan najlepsze lata dla arbitra.

Zdecydowanie. Byłem najmłodszym sędzią ekstraklasy w tamtym momencie i jeszcze trzy lata, a byłbym sędzią międzynarodowym. Nie chcę gdybać, bo czasu nie cofnę. Nie wiem co by było. Może w środę sędziowałbym Ligę Mistrzów, a może spadłbym do niższych lig. Nauczyłem się przez te lata, żeby nie planować. W życiu spotykają nas takie niespodzianki, że nie warto. Będę walczył o swoje marzenia i jest to moja pasja, której poświęciłem lata. Ciężko trenowałem gdy koledzy chodzili na piwo. Jestem z małej miejscowości i wiele osób pukało się w czoło, że jak taki Radek z Przasnysza może sędziować, gdzie do tego nadają się tylko ludzie z dużych miast. Jak widać przy odrobinie szczęścia i umiejętności walki o swoje cele można. Wycięto mi najlepsze dziesięć lat, ale to nie jest koniec. To drugi początek mojej kariery sędziowskiej.

Udowodnił pan przed sądem swoją niewinność, a czy jest pan absolutnie pewien, że polski futbol jest czysty?

Słuszna uwaga, że to ja udowodniłem przed sądem swoją niewinność, a nie prokurator. To tylko moja zasługa, że tak to się zakończyło. Prokuratura we Wrocławiu zrobiła świetną robotę jeśli chodzi o zatrzymania w polskiej piłce. Dzięki temu ja sędziowałem w miarę w normalnych czasach i za to mogę im podziękować. W jakimś procencie pewnie się pomylili i ja jestem tym przypadkiem. Radosław Trochimiuk jest błędem systemu. Czy polskie środowisko sędziowskie jest czyste? Tego nie wiemy, mogę odpowiadać tylko za siebie, ale miejmy nadzieję, że jest i niech tak zostanie.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

Czytaj więcej na Polsatsport.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama