Przypomnijmy kilka faktów. W drugiej połowie czerwca Tomasz Mikulski przekazał zarządowi PZPN, że nie zamierza być dłużej Przewodniczącym Kolegium Sędziów. Wcześniej na Mikulskiego regularnie spadała fala krytyki - głównie za to, że nie dostrzegał piętrzącego się problemu i swoimi wypowiedziami często go bagatelizował. Równolegle liczba błędów popełnianych przez arbitrów rosła w zastraszającym tempie. Wydawało się, że wskazanie następcy będzie jedną z najważniejszych spraw, jakie będą do załatwienia zaraz po wyborach prezesa i nowego zarządu (30 czerwca).
Czytaj także: Wielki problem w Ekstraklasie. Na co czeka PZPN?
Sprawa ciągnie się już długo. PZPN: lepiej się nie spieszyć
Minęły trzy miesiące i szefa sędziów wciąż nie ma. Stanowisko po Tomaszu Mikulskim w roli pełniącego obowiązki przewodniczącego przejął Marcin Szulc, bliski współpracownik swojego poprzednika. W takich warunkach trudno o systemową zmianę, a przy tak drażniącym problemie, trudno uznać, że bez niej - obejmującej szerszą strategię naprawy, sięgającą głęboko w struktury - cokolwiek się zmieni. I faktycznie nie zmienia się nic - za nami już dziewięć kolejek Ekstraklasy, zatem ponad ćwierć sezonu, a na szereg wyników wpłynęły kontrowersyjne lub wręcz błędne decyzje arbitrów. Nie istnieje choćby żaden realnie działający system, który jasno określałby, jakie przełożenie na dalszą karierę sędziów będzie miała ich słaba lub świetna dyspozycja na przestrzeni kilku miesięcy (bo ocena na bazie jednego-dwóch spotkań mogłaby prowadzić do błędnych wniosków).
PZPN broni się, że lepiej poczekać i wybrać dobrze, niż spieszyć się z wyborem i wskazać nieodpowiednią osobę. Z tym, że wszystko ciągnie się niemiłosiernie - kandydatów jest zaledwie czterech (Paweł Sokolnicki, Marcin Szulc, Maciej Wierzbowski, Arkadiusz Kamil Wójcik), rozmowy z nimi toczyły się już dawno, co najmniej na kilka tygodni przed wrześniowym zarządem, a sprawa i tak nie trafiła pod głosowanie.
Cała procedura ma wyglądać w ten sposób: osoby z Zarządu PZPN, które prowadzą rozmowy z kandydatami przedstawią Cezaremu Kuleszy raport z rozmów oraz - jak w dalszej części tekstu opisze to wiceprezes PZPN Tomasz Garbowski - swoją rekomendację. Następnie prezes PZPN zarekomenduje całemu Zarządowi swojego kandydata, a jego członkowie zdecydują, czy tę kandydaturę akceptują.
Przesłuchanie jak matura?
Tomasz Garbowski, wiceprezes PZPN ds. piłki amatorskiej, który jest jedną z mocniej zaangażowanych osób w wybór nowego przewodniczącego, w rozmowie z Interią nie kryje zadowolenia z przebiegu rozmów z kandydatami. Przekonuje, że były merytoryczne, rzeczowe, a wizje przedstawione przez kandydatów - niosące nadzieję. Jak te rozmowy wyglądały od kulis? Kandydaci otrzymywali różne pytania od członków zarządu. Z zasłyszanych relacji dowiedzieliśmy się, że jedno od Garbowskiego było… losowane. - Jak na maturze, a nie przy rzeczowym dialogu - zwracamy uwagę szefowi Opolskiego ZPN.
- Miałem trzy pytania do każdego z kandydatów. Dwa zadawałem od siebie, trzecie było losowane z bazy dwudziestu kilku pytań. Każdy z pozostałych członków zespołu przesłuchujących kandydatów miał jeszcze swoje pytania. A czy było jak na maturze, a nie w dialogu? Zupełnie nie. To były pytania dotyczące problemów, z którymi Przewodniczący Kolegium Sędziów będzie musiał się zmierzyć - odpowiada nam szef piłki amatorskiej w Polsce.
Kandydaci mieli być między innymi pytani - choć w tym przypadku nie przez Garbowskiego, a innego z wiceprezesów, Adama Kaźmierczaka - czy wskazani przez nich współpracownicy, będą chcieli otrzymywać pensję.
Rozmawiamy z Tomaszem Garbowskim.
- Temat wyboru następcy Tomasza Mikulskiego nie mógł spaść z zarządu, bo ani w sierpniu, ani we wrześniu w porządku obrad na żadnym etapie nie było takiego punktu. Zgodnie z planem, jaki sobie przedstawiliśmy i zaakceptowaliśmy, ma się to odbyć 15 października - zwraca uwagę wiceprezes PZPN.
Z waszej perspektywy nie trwa to wszystko za długo?
- Są dwie szkoły. Jedna taka, by szybko coś zrobić, ale pytanie wtedy, czy szybkość jest dobrym doradcą i czy nie wpłynie na jakość wyboru. I druga - by skrupulatnie przeanalizować kandydatury, pomysły na funkcjonowanie i przejść do realizacji. Podkreślam, że to nie jest wyłącznie wybór personalny. Chodzi nie tylko o wybór osoby, ale też wizji na funkcjonowanie Kolegium Sędziów. Nie po to kilkuosobowy zespół spotykał się ze wszystkimi kandydatami, by podjąć decyzję pod presją czasu. Czas podjęcia decyzji nie jest najważniejszym kryterium. Chcemy podjąć dobrą, a nie szybką decyzję.
Jakie są pomysły na funkcjonowanie Kolegium?
- Dopóki nie będzie dyskusji na Zarządzie PZPN, nie będę ujawniał publicznie swoich przemyśleń. Wysłuchaliśmy wszystkich kandydatów, każdy z nas ma swoje wnioski. 15 października w czasie obrad Zarządu podzielę ze swoim stanowiskiem i przedstawię swoją opinię, którą jeszcze wcześniej - jako pierwszy - pozna prezes Kulesza.
Garbowski: z Facebooka dowiedziałem się, że wspieram jednego z kandydatów
Zadzwoniliśmy właśnie do Tomasza Garbowskiego, bo zakulisowo, z "wewnątrz" związku, dało się usłyszeć, że foruje on kandydaturę Pawła Sokolnickiego, do którego miał próbować przekonywać inne osoby. Byłoby to o tyle niestosowne, że następowałby pewien konflikt interesów - osoba, która uczestniczy w przesłuchaniach kandydatów i mająca wpływ na ich przebieg, w demokratycznym procesie powinna przybrać raczej neutralną postawę. Co więcej - od jednej z osób śledzącej ten temat usłyszeliśmy, że to właśnie zakulisowy lobbing ma być prawdziwym powodem przedłużającego się wyboru. Garbowski zdecydowanie zaprzecza.
- Każdy ma jakiegoś faworyta. Ja też mam swoje spostrzeżenia, choć tutaj oczywiście nie ujawnię nazwiska. O tym, że miałby to być Paweł Sokolnicki, dowiedziałem się niedawno z wpisu Rafała Rostkowskiego na Facebooku. Pozostaje mi tylko zaakceptować, że takie wpisy mają miejsce - mówi w rozmowie z nami, jednocześnie zapewniając, że nie próbuje wpływać na inne osoby.
- Jeżeli nie było punktu dyskusji o wyborze przewodniczącego na posiedzeniu zarządu, to jak ja miałem kogokolwiek przekonywać? - pyta nas wiceprezes PZPN.
- Choćby zakulisowo - odpowiadamy.
- Nie, nie. Mamy swoje procedury, które są wyznacznikiem profesjonalizmu. Zakulisowo to możemy rozmawiać o sprawach prywatnych... Swoje stanowisko przedstawię prezesowi Kuleszy i on jest najważniejszy w tej materii. Stanowisko jest przygotowywane i jeśli dojdzie do dyskusji 15 października, każda z osób, która rozmawiała z kandydatami, będzie mogła zaprezentować swoje zdanie. Ale żeby była jasna sprawa - ja nikogo do żadnego z kandydatów nie namawiam. Jestem bardzo zadowolony z każdej rozmowy, panowie kandydaci świetnie się przygotowali.
Tomasza Garbowskiego jeszcze raz pytamy, czy nie uważa, że cztery miesiące od rezygnacji Mikulskiego, gdy każda kolejka Ekstraklasy zawiera wielkie kontrowersje, to nie jest za długo.
- Uważam, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Pochopny wybór szefa sędziów wcale nie spowodowałby zmniejszenia liczby sytuacji spornych i pomeczowych dyskusji. To tak nie działa. Żeby chleb był smaczny, a nie był zakalcem, trzeba czasu. Jako Zarząd PZPN przygotowaliśmy się do tego, by wybrać właściwą osobę i właściwy program. Przede wszystkim osobę kompetentną. Wysłuchaliśmy wszystkich kandydatów, a naszą rekomendację przedstawimy teraz prezesowi Kuleszy.
Pytamy dalej: - W takim razie czego oczekujecie od nowego szefa sędziów, skoro jego wybór miałby nie przełożyć się na liczbę popełnianych błędów?
Garbowski: - A myśli pan, że gdybyśmy wybrali Collinę na przewodniczącego, to byłoby mniej kontrowersji? To tak nie działa. Dokonamy najlepszego wyboru z możliwych, ale zrobimy to po skrupulatnej analizie, ponieważ szukamy rozwiązań systemowych a nie doraźnych. Trzeba się uzbroić w cierpliwość.
Nie odpowiedział pan: czego oczekujecie od nowego przewodniczącego?
- To kwestia, którą omawiamy z samymi kandydatami. Nie mogę panu wszystkiego przedstawiać. Program padł na spotkaniach. Jeśli Zarząd PZPN któryś z nich zaakceptuje, będzie obserwował, czy jest wdrażana koncepcja, która ma spowodować, by polscy sędziowie byli jak najlepiej przygotowani i podejmowali jak najlepsze decyzje. Jeśli wybierzemy pana X, będziemy wymagać realizacji jego programu.
Cezary Kulesza: nie ma bezkrólewia
Rozmawiamy także z Cezarym Kuleszą.
Czemu ta sprawa tyle trwa?
- Panie redaktorze, najważniejszą sprawą jest to, że po rezygnacji przewodniczącego Mikulskiego, Kolegium Sędziów ma pełniącego obowiązki, który kieruje pracami tego organu w sposób niezakłócony. Jeśli chodzi o wybór nowego przewodniczącego to jest to proces, który jest realizowany bardzo skrupulatnie i zgodnie z planem. Zarząd PZPN wspólnie z Ekstraklasą zgodzili się na bardzo konkretny plan wyboru, który zakładał rozmowy ze wszystkimi kandydatami. Przesłuchania się odbyły, wizja poszczególnych kandydatów została przedstawiona, teraz na najbliższym zarządzie 15 października ta sprawa stanie na zarządzie PZPN
Ale to trwa strasznie długo, a bezkrólewie nie pomaga.
Pan Marcin Szulc pełni obowiązki Przewodniczącego Kolegium Sędziów zatem nie ma mowy o bezkrólewiu. 15 października na Zarządzie ta sprawa będzie omawiana i pewnie zakończy się wyborem przewodniczącego.
To będą cztery miesiące od rezygnacji Tomasza Mikulskiego. Poprawy u sędziów, "grających" dla "tymczasowego trenera" nie widać.
Wybraliśmy określoną procedurę wyboru przewodniczącego, która zapewnia, że podejmiemy dobrą decyzję. Tutaj nie chodzi o to, żeby wskazać kogoś i "mamy to z głowy". Pamiętajmy jednak, że tak naprawdę osoba pełniąca funkcję przewodniczącego nie ma bezpośredniego i natychmiastowego wpływu na to jak prezentują się sędziowie na boisku czy przy monitorach VAR. Błędy się zdarzają na całym świecie i kontrowersje sędziowskie są szeroko omawiane po każdej kolejce w niemal każdej lidze. Jako federacja dostrzegamy te kontrowersje. Nie mają jednak one powiązania ze sprawami administracyjnymi takimi jak wybór przewodniczącego Kolegium Sędziów.
Na podstawie czego wskaże pan swojego kandydata?
Raportu, który otrzymam od członków zespołu realizujących przesłuchania z kandydatami.













