Przełamanie w Zabrzu, wicemistrz Polski bezradny. Wszystko na oczach prezydenta Nawrockiego
W ostatnim niedzielnym spotkaniu 25. kolejki PKO Ekstraklasy Górnik Zabrze dał na swoim stadionie prawdziwy popis i pokonał 3:1 Raków Częstochowa. Udany występ drużyny Michala Gasparika oklaskiwał z trybun prezydent RP Karol Nawrocki. Górnik dzięki pokonaniu wicemistrza Polski awansował na czwarte miejsce w tabeli ligowej. Gospodarze dodatkowo przerwali passę pięciu spotkań z rzędu bez wygranej.

Raków Częstochowa nie mógł liczyć na odpoczynek po pechowej wyprawie do Florencji. Drużyna Łukasza Tomczyka na półmetku rywalizacji w 1/8 finału Ligi Konferencji przegrywa 1:2, pomimo tego, że po golu Jonatana Brauta Brunesa wyszli we Włoszech na prowadzenie.
Tuż przed rewanżem z Fiorentiną "Medaliki" muszą skoncentrować się na rywalizacji ligowej. A jest o co walczyć, gdyż wicemistrzowie Polski cały czas znajdują się w okolicach podium. Raków w niedzielę rywalizował o możliwość wskoczenia na ligowe podium oraz zmniejszenie straty do liderującej dwójki na zaledwie jeden punkt.
Rywal jednak był jeden z najtrudniejszych, biorąc pod uwagę aktualny sezon Ekstraklasy. Częstochowianie w niedzielne popołudnie zjawili się w Zabrzu, gdzie chcieli pokrzyżować szyki miejscowemu Górnikowi. Podopieczni Michala Gasparika co prawda nie wygrali w lidze od pięciu spotkań, lecz wciąż znajdują się w grze o europejskie puchary.
Dwa ciosy Górnika. Raków nie był w stanie na to odpowiedzieć
Zaraz po pierwszym gwizdku sędziego Pawła Raczkowskiego okazało się, że na stadionie w Zabrzu pojawił się specjalny gość. Kamery telewizyjne bardzo szybko wychwyciły na trybunach prezydenta RP Karola Nawrockiego. Aktualna głowa państwa nigdy nie ukrywała swojego zainteresowania piłką nożną. Prezydenta w przeszłości można było obserwować m.in. na meczach reprezentacji Polski oraz Lechii Gdańsk, której Nawrocki jest zadeklarowanym kibicem.
W pierwszych minutach inicjatywa leżała po stronie przyjezdnych, którzy jednak nie byli w stanie stworzyć poważniejszego zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Marcela Łubika. Dużo groźniejszy w swoich staraniach był Górnik. W 18. minucie Oliwier Zych dobrze interweniował po mocnym uderzeniu Lukasa Ambrosa.
Pięć minut później golkiper gości był już jednak bez szans, w czym niechcący swój udział miał również jeden z jego partnerów z defensywy. W 23. minucie na mocny strzał zza pola karnego zdecydował się Lukas Sadilek. Piłka przez niego uderzona odbiła się od Stratosa Svarnasa i zmieniła swój lot, co znacząco zmyliło Zycha. Bramkarz Rakowa nie zdołał sięgnąć piłki, która finalnie zatrzepotała w siatce.
Raków w pierwszej połowie popełnił sporo błędów w defensywie. Po raz drugi przyjezdnym przyszło za to zapłacić w 43. minucie. Zdecydowanie zbyt dużo miejsca od swoich przeciwników dostał Ambros. Czech bez większych problemów wbiegł w pole karne i mierzonym, płaskim uderzeniem pokonał Zycha. Niewiele zabrakło, a do przerwy byłoby już 3:0 dla Górnika. Na szczęście dla "Medalików" Sondre Liseth główkował w poprzeczkę.
Ameyaw dał sygnał do odrabiania strat. Górnik zadał jednak ostateczny cios
Raków w przerwie dokonał aż czterech zmian. Łukasz Tomczyk dokonał tak radykalnego ruchu licząc na to, że w drugiej połowie jego drużyna weźmie się za odrabianie strat. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był groźny strzał głową z 57. minuty. Lamine-Diaby Fadiga był bardzo bliski tego, by strzelić kontaktowego gola. W odpowiedzi bliski strzelenia trzeciego gola dla Górnika był Maksym Chłań.
Kolejne minuty nie przynosiły przełomu. Gospodarze bardzo umiejętnie bronili się przed atakami przeciwnika, który fragmentami sprawiał wrażenie drużyny pozbawionej konkretnego pomysłu na odrobienie strat. Obraz gry znacząco zmienił się w 79. minucie. Dość przypadkowo piłka w polu karnym Górnika trafiła do Karola Struskiego. Pomocnik zdołał dograć do Michaela Ameyawa, który uderzeniem z bliska dał swojej drużynie kontaktowego gola.
Górnik nie miał zamiaru ryzykować i finalnie parł do kolejnego trafienia. Ta sztuka udała im się w 88. minucie, gdy mierzonym uderzeniem swojego drugiego gola w tym spotkaniu strzelił Sadilek. Pomocnik Górnika wykorzystał moment spóźnienia Svarnasa i strzałem przy bliższym słupku pokonał Zycha.
Jeszcze w doliczonym czasie gry czerwoną kartką ukarany został Lukas Podolski, który pojawił się na murawie zaraz po trzecim golu. Mistrz świata z 2014 roku uderzył w brzuch Michaela Ameyawa, co nie umknęło uwadze sędziego.
Niedzielne zwycięstwo pozwoliło Górnikowi wyprzedził Raków i awansować na czwartą pozycję w tabeli Ekstraklasy. Oba zespoły w następnym tygodniu czekają duże wyzwania. Górnik zagra na wyjeździe z walczącym o utrzymanie Widzewem Łódź. Raków z kolei w czwartek zagra rewanżowy mecz z Fiorentiną, a w weekend czeka ich potyczka z Legią Warszawa. Będzie to dla Marka Papszuna pierwszy mecz przeciwko byłej drużynie.
Zobacz również:












