Polski piłkarz był na granicy śmierci. Przestał oddychać. Reanimował go brat
Zawodowi sportowcy od dawna są pod ścisłą kontrolą lekarzy i przechodzą regularne, szczegółowe badania. Ale i to nie gwarantuje doszukania się wielu wad ukrytych i wykluczenia wszystkich czynników ryzyka. Jak bardzo niebezpieczne potrafią być wszelkie niezidentyfikowane problemy zdrowotne przekonał się były zawodnik m.in. Polonii Warszawa, czy Korony Kielce, Daniel Gołębiewski. Piłkarz wyjawił, że w pewnym momencie był bliski śmierci.

31 lat to wiek, w którym niewielu piłkarzy decyduje się obecnie na zakończenie kariery, a co więcej, ten etap życia to teraz często moment najlepszej formy wielu zawodników. Jednak mając tyle lat z piłką na dobre pożegnał się Daniel Gołębiewski. Kibice polskiej Ekstraklasy mogą go kojarzyć w występów w takich klubach jak Korona Kielce, Polonia Warszawa, czy Widzew Łódź. Sporo występów zanotował również w niższych klasach rozgrywkowych.
Po zakończeniu kariery piłkarskiej Gołębiewski pozostał przy sporcie i otworzył klub fitness. Były zawodnik w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałem wyznał, że jeszcze podczas gry w piłkę zmagał się z problemami zdrowotnymi. 38-latek odczuwał przewlekłe zmęczenie oraz spadki siły. Badania krwi wykazywały, że ma znacznie podwyższony poziom kinazy kreatynowej. Niekiedy norma była przekroczona u niego ponad trzykrotnie.
Duże problemy zdrowotne byłego piłkarza. Jego stan był bardzo poważny
Jednak do najbardziej dramatycznych wydarzeń doszło kilka lat temu, gdy Gołębiewski wraz z bratem trenowali na siłowni. Wówczas były zawodnik stracił przytomność. - Podciągałem się i zszedłem z ćwiczenia. Położyłem się, jakbym zasnął. Okazało się, że straciłem przytomność i po chwili przestałem oddychać. Reanimował mnie brat. Patrzyliśmy później na monitoring. Nie oddychałem przez dwie minuty. A po czterech jest się warzywem - wyznał Gołębiewski.
Mimo tak niebezpiecznych wydarzeń badania w szpitalu nie wykazały nieprawidłowości. Gołębiewski zdecydował się na konsultacje kardiologiczne i dopiero wówczas uzyskał diagnozę: arytmia wysiłkowa. Nie tłumaczyło to jednak wszystkich objawów, bo były zawodnik wciąż odczuwał notoryczne zmęczenie. W końcu trafił do specjalistki od badań genetycznych. Wówczas otrzymał przerażającą diagnozę. - Przeanalizowaliśmy wszystko i usłyszałem: "Tak naprawdę nie rozumiem, czemu pan do mnie przyszedł. W tym wieku walczy pan o ostatni oddech, bo serce przestaje działać. Według mnie ma pan dystrofię Beckera, czyli genetyczny zanik mięśni" - wyjawił Gołębiewski.
38-latek nie dał jednak za wygraną i wciąż szukał kolejnych odpowiedzi. Ostatecznie zdecydował się na rezonans kręgosłupa. Po badaniu wykryto nowotwór układu nerwowego zlokalizowany w rdzeniu kręgosłupa. Ten został szybko wycięty. "Cieszę się, że moja pięcioletnia zagadka zdrowotna została rozwiązana nowotworem. Po tym czasie to była najlepsza z diagnoz lekarskich. Udało się to wyplenić i mam nadzieję, że to nie wróci. Teraz mogę zacząć funkcjonować normalnie" - powiedział Gołębiewski.














