Polski klub postawił na piłkarzy z jednego kraju. Efekty są niesamowite
Różne były w przeszłości kolonie w polskiej piłce, jednak powstanie mało której prowadziło do wymiernych sukcesów. W tym roku może się to zmienić za sprawą Górnika Zabrze, który jak magnes przyciąga czeskich piłkarzy. Aktualnie w tym klubie występuje ich aż pięciu, z których każdy - Michal Sacek, Patrik Hellebrand, Ondrej Zmrzly, Lukas Sadilek i Lukas Ambros - jest podstawowym zawodnikiem. Spotkaliśmy się z dwoma pierwszymi, by porozmawiać o tym fenomenie.

Przemysław Langier (Interia Sport): Gdzie dziś byłby Górnik Zabrze, gdyby nie czescy piłkarze?
Patrik Hellebrand (piłkarz Górnika Zabrze): - To nie jest chyba kwestia czeskich piłkarzy, tylko dobrych piłkarzy ogólnie. Jestem w Górniku od dłuższego czasu i widzę, jak pracuje nasz skauting i jakich zawodników potrafi znaleźć, więc pewnie tutaj jest klucz. Natomiast nie ma co kryć, że mi, jako Czechowi, przyjemnie być w Górniku. To wielki klub - i nie mam na myśli tylko historii, albo obecnego sezonu, a ogólnie ostatnie lata, gdy widać, jak idziemy do przodu.
Michal Sacek (piłkarz Górnika Zabrze): - Tak, Górnik przyciąga swoją marką, choć w moim przypadku było coś jeszcze. Gdy dostałem ofertę, zaraz miałem rozmowę z Lukasem Podolskim. Gdy gadasz z Poldim, to musisz przyjść do Górnika (śmiech). Opowiadał mi, jakie ambicje ma ten klub, jakich jeszcze piłkarzy chce ściągnąć. Poza tym jesteśmy Morawiakami. Mamy dwie godziny do domu, to duży plus dla czeskich zawodników.
No to jakie ambicje ma Górnik?
MS: - Wysokie, ale teraz nie będę mówił głośno (śmiech). Spokojnie, idziemy krok po kroku do przodu. Jesteśmy w dobrym momencie i musimy to utrzymać.
Zobacz również:
"Pierwszy raz jestem w takiej drużynie"
Michal mówi o byciu Morawiakami. Czesi biorą pod uwagę ten aspekt, wybierając Zabrze?
PH: - Na pewno to duży plus, że jest blisko, ale szczerze? Mnie jest obojętne, czy mam dwie godziny do domu, czy osiem. W Górniku jestem szczęśliwy nie z powodu geografii, a tego, że dał mi szansę na zaistnienie po tym, jak przychodziłem z Czeskich Budziejowic, które grały o utrzymanie. Od początku czułem się tu świetnie, to był duży krok naprzód w karierze. Wiadomo, że mam swoje marzenia i gdyby pojawiła się szansa zagrania w jednej z najmocniejszych lig, to zastanawiałbym się czy nie spróbować, ale na dziś w ogóle o tym nie myślę. Cieszę się z tego, że ten sezon wygląda tak dobrze.
MS: - Bliskość Czech w jakiś sposób pomogła w podjęciu decyzji. Urodziła mi się córka i jest to duży plus, gdy rodzina może przyjechać, albo że ja wpadnę do domu. Ale Górnik to coś więcej. Patrik mówił o wdzięczności i ja mam podobnie - Górnik wziął mnie, mimo że byłem kontuzjowany i za tę szansę dziękuję.
Dołączyli do was kolejni Czesi - Lukas Sadilek, Ondrej Zmrzly. Trzymacie się razem, czy nie ma czeskiej grupki?
MS: - Wiesz, gdy wchodzisz do szatni, to normalne, że w pierwszej kolejności ciągnie cię do ludzi z twojego kraju. Ale weźmy na przykład Sadzia (Sadilka - przyp. red.) - na początku chodził raczej blisko nas, ale w zasadzie już na obozie złapał język i nawiązał relację z resztą zawodników.
PH: - Mamy w szatni nawet nasz czeski rząd, w którym od początku siedzimy z Ambro (Lukas Ambros - przyp. red., w tej chwili wszedł na moment do szatni, w której rozmawiamy). Widzisz ilu nas jest (śmiech). Tylu, że niestety nie każdy się zmieścił. Sadzio ma miejsce obok nas, ale Ondri (Ondrej Zmrzly - przyp. red.) przyszedł chwilę później i musi siedzieć z Francuzami (śmiech). Ale tak na poważnie, to nie powiedziałbym, że są jakieś grupki narodowe. Powiem więcej - jeszcze nigdy nie byłem w takiej drużynie, by nie było w niej żadnych podziałów. Tu dosłownie każdy gada z każdym. Atmosfera top.
MS: - Najważniejszy jest charakter. Nie ma czegoś takiego, jak mental czeskiego i polskiego piłkarza. To nie zależy od narodowości, tylko od tego, jakim kto jest człowiekiem. Równie dobrze mogło nam się trafić, że przyjdzie do nas Czech-ch** (śmiech). Ale na szczęście tak się nie zdarzyło. Szatnia jest bardzo ważna. Nam się trafiła doskonała.
W Polsce jest większe zainteresowanie, niż w Czechach
Jest trochę tak, że Czech w polskiej szatni jest traktowany jak Polak? Kultura podobna, po polsku mówicie…
PH: - Zdecydowanie. Miałem tak - zresztą "Saczo" pewnie podobnie - że bardzo szybko zacząłem wszystko rozumieć, a po dwóch miesiącach to już bez problemu mówiłem po polsku. Nawet się nie musiałem specjalnie tego języka uczyć.
MS: - Ja też nie. Co ciekawe, najwięcej polskiego złapałem właśnie w Górniku, bo jak grałem w Jagiellonii, było tam dużo zagranicznych piłkarzy i najczęściej używaliśmy angielskiego. Będąc w Górniku, nauczyłem się polskiego znacznie bardziej, niż wcześniej w Jadze. Tu mówię tylko po polsku, w Białymstoku trochę po polsku, trochę po angielsku.
Zaskoczyło was coś w Polsce?
PH: - Prawdę mówiąc - nie. Ja nawet bardziej poczułem się w Zabrzu, jak w domu, niż jak grałem w Czeskich Budziejowicach. Stamtąd miałem 3,5-4 godziny do Opawy, skąd pochodzi moja rodzina, a z Katowic, w których zamieszkałem po transferze, dosłownie godzinę. Poza tym w obu przypadkach mówimy o górniczym mieście, więc czuję się, jak w Czechach.
MS: - Na Śląsku życie jest ciekawsze, niż w Białymstoku. Tu i tu mogę powiedzieć, że kluby są bardzo rodzinne, dobrze się w nich czujesz jako zawodnik, natomiast po treningu tam było mniej aktywności do wyboru. Szliśmy na spacer, nie było co robić. Pod tym względem tutaj jest dużo lepiej. A co do zaskoczeń… Nie wiem, czy było to zaskakujące, ale spodobało mi się, że w Polsce liga jest bardziej obserwowana przez kibiców niż w Czechach. Włączasz telewizję, czy YouTube'a i masz mnóstwo programów, studio piłkarskich, cały czas ktoś gada o Ekstraklasie. W Czechach mówi się o Sparcie, czy Slavii, gdzie jest sporo kibiców, ale poza Pragą to nie da się na stadionach spotkać tylu kibiców, co w Polsce. Tu zawsze jest kilkanaście tysięcy ludzi. Jest taka energia, jakiej w Czechach nie ma. Na Górnika przychodzi ponad 20 tysięcy kibiców - to daje ogromne wsparcie. Od razu czujesz, że musisz dla nich wygrać.
W Czechach mówi się coś o "czeskim" Górniku Zabrze?
PH: - Wiem, że przed obecną rundą czeska telewizja nagrywała program. Czasem pokażą jakiś mecz Górnika, bo Ekstraklasa jest transmitowana w Czechach. Generalnie zainteresowanie mediów ligami z z sąsiadujących państw jest niskie - węgierska, słowacka. Trochę szkoda. Ludzie myślą, że liga czeska jest lepsza od polskiej, a moim zdaniem nie do końca.
W rankingu czeska stoi nad polską. Z boiska czujesz, że jest inaczej?
PH: - Na pewno. Weźmy jakość piłkarzy - dosłownie w każdej drużynie znajdziesz kogoś, a często nawet kilku piłkarzy, którzy poradziliby sobie w ligach top 5. W Czechach - oczywiście poza Spartą, Slavią i Viktorią Pilzno - tego nie ma. To mocne kluby, ale jeśli mamy oceniać całe ligi, to polska jest silniejsza.
MS: - Tak, Ekstraklasa jest indywidualnościami mocniejsza od czeskiej ligi. Może pod kątem taktycznym czeska wygląda jeszcze trochę lepiej, ale mówiąc o jakości poszczególnych zawodników - już nie. No i kibice… ale o tym już mówiliśmy.
To może być pomnik, ale na razie cisza
Mamy końcówkę sezonu, sześć meczów do końca. To bardzo mało, więc zastanawiam się, czy w szatni mówi się już coś, że celem dla Górnika jest mistrzostwo i Puchar Polski?
MS: - Zupełnie nie ma takiej dyskusji. W tej chwili jest tylko jeden cel: mecz z Koroną Kielce. Chcemy wygrać i zobaczyć, co nam to da. Chcemy zrobić coś wielkiego, ale patrzymy tylko na najbliższą perspektywę. Spokojnie, krok po kroku.
PH: - W głowie zawsze pojawia się myśl, by zrobić coś dużego. Jesteśmy w finale Pucharu Polski i oczywiście naszym celem jest zwycięstwo. To normalna deklaracja, gdy zostaje jeden mecz. W lidze zostało sześć - to za dużo, by zapowiadać wielkie rzeczy. Tam różnica pomiędzy pierwszym zespołem, a strefą spadkową jest tak niewielka, że wszystko może się jeszcze wydarzyć. Tak, jak mówił Michal: wygrywajmy mecz po meczu, a na koniec zobaczmy, co to dało.
Jakbyście zdobyli dublet, to w Zabrzu pomnik by wam postawili.
MS: - Prędzej Patrikowi.
PH: - Nie no, nie mówmy na obecnym etapie o dublecie. Choć ostatnio sam spytałem kogoś, kiedy ostatni raz coś takiego zdarzyło się w Polsce i nie dostałem odpowiedzi. Nikt nie kojarzył takiej sytuacji z ostatnich lat (poprzednio mistrzostwo i Puchar Polski w jednym sezonie wygrała Legia Warszawa w 2018 roku - przyp. red.). Gdybyś spytał, czy o tym marzę, to jasne, że tak. Ale bardzo spokojnie…












