Reklama

Reklama

Polacy mają wielkie ambicje, ale brakuje nam kultury

​Oglądając igrzyska olimpijskie w Londynie, nie sposób nie śledzić futbolu. Choć polski futbol to ostatnio przykre dni. W trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej przegraliśmy wszystkie cztery pierwsze mecze, a stosunek bramek jest przerażający 1-10. Mamy mnóstwo ambicji, a brakuje nam kultury piłkarskiej.

Sezon z dwoma zespołami w rozgrywkach grupowych Ligi Europejskiej - z Legią i Wisłą w sezonie 2011/2012 - wydawał nam się czymś naturalnym. Ba, obie drużyny w rozgrywkach zdołały przezimować, choć już po zimie ich przygoda zakończyła się błyskawicznie. Jednak nic nie jest dane raz na zawsze. Wcale nie musimy mieć dwóch drużyn w Lidze Europy, ba, nie musimy mieć nawet jednej, jak w sezonie 2010/2011, gdy awansował Lech...

Deklasacja mistrza

Śląska został zdeklasowany przez mistrza Szwecji Helsingborg. 0-3 na własnym stadionie to jest klęska i szanse na awans do kolejnej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów są zerowe (kto chce się łudzić, niech się łudzi). W 2007 roku mistrzem Polski zostało Zagłębie Lubin i pozwoliłem sobie wówczas napisać na pierwszej stronie "Przeglądu Sportowego": "Jaka liga, taki mistrz". Ileż było polemik, ileż dyskusji. Wręcz oburzony był Czesław Michniewicz, ówczesny trener Zagłębia. Obecnie - mam wrażenie po jednej z rozmów - inaczej patrzy na tamten tytuł i tamten stan polskiej piłki. Dziś pod adresem Oresta Lenczyka śmiało można napisać: "Jaka liga, taki mistrz". I myślę, że pan Orest się nie obrazi i nie będzie mówił, że mam coś z głową.

Wiosną na 13. kolejek - po wznowieniu rozgrywek - Śląsk wygrał pięć meczów. Grał słabo, bardzo słabo, a czasami przeciętnie. Legia potrafiła przyjechać do Wrocławia i wygrać 4-0. Tyle, że Legia sama sobie winna. Też koncertowo zmarnowała kilka ostatnich miesięcy. Mistrzem mógł być Ruch Chorzów prowadzony przez obecnego selekcjonera, Waldemara Fornalika. Tyle, że chorzowianie również notowali wpadki. "Niebiescy" mogli sięgnąć po tytuł, gdyby nie remisy z Podbeskidziem i ŁKS-em... Teraz Viktoria Pilzno przyjechała na Cichą i - grając swobodnie - zdeklasowała wicemistrza Polski. 2-0 w pierwszym meczu dla Viktorii powoduje, że szanse Ruchu na awans są zerowe (kto chce, niech się łudzi).

Reklama

W poprzednim sezonie Lech - po fatalnej pracy Jose Mari Bakero - gonił czołówkę i dzięki pomysłom Mariusza Rumaka dogonił. To dzięki jego pracy "Kolejorz" przeszedł również dwie rundy eliminacji Ligi Europejskiej. Tyle, że z AIK Sztokholm w pierwszym meczu wygrał aż 3-0 i naprawdę trudno zrzucać odpowiedzialność na nocny alarm przeciwpożarowy. Legia przeszła jedną rundę, ale pierwszy mecz z SV Ried przegrała. Tylko 1-2, co stwarza podopiecznym Jana Urbana dużą szansę na awans. Czy jednak piłkarze Legii, która jest na biznesowym zakręcie, uniosą odpowiedzialność. Czy uniosą ją kibice, którzy "zarżnęli" takie święto futbolu, jak wizyta mistrza Niemiec, Borussii Dortmund z trzema Polakami w składzie?

Piłkarze żądają za dużo

Brakuje nam kultury piłkarskiej. Kibice chcą rządzić klubami, piłkarze żądają niewyobrażalnych gaż (na tle tych ze Szwecji, Austrii, czy Czech), a trenerzy boją się stawiać na młodych i najchętniej grają tak, jak im menedżerowie dyktują (a ci wciskają zagranicznych przeciętniaków i słabeuszy na potęgę). W Polsce czołowy piłkarz, ale nie jakiś orzeł, domaga się 20-25 tysięcy euro miesięcznie. W lidze czeskiej, czy austriackiej płaci się po 5 tysięcy euro miesięcznie, a w Szwecji z 10-15 tysięcy i leje naszych aż miło... To znaczy im miło, a nam niemiło...

Poprzedni selekcjoner Franciszek Smuda diagnozował, że nie ma z kogo wybierać - stąd nominacje i pełne zaufanie do piłkarzy, którzy wcześniej grali w młodzieżówkach Francji i Niemiec. Fornalik też z ochotą sięgnął po Ludovica Obraniaka, Damiena Perquisa, czy Eugena Polanskiego. Nie powołał tylko Sebastiana Boenischa, ale tylko dlatego, że ten nie ma klubu. Podobnie jak inni aspirujący do gry z Białym Orłem - Dariusz Dudka, czy Sławomir Peszko.

Stan polskiej piłki to wynik rządów "elity" - na czela z Grzegorzem Latą, czy Rudolfem Bugdołem. System licencyjny dla klubów - kpina. Dla trenerów - też kpina. Najważniejsza jest budowa nowej siedziby PZPN w Wilanowie. No kpina po prostu. Na koniec jeszcze jedno ważne pytanie - czy PZPN kiedykolwiek chciał się zmierzyć z aferą korupcyjną? Co najwyżej Lato kpił z prokuratorów we Wrocławiu...

Zobacz zestaw par 3. rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów

Zobacz zestaw par 3. rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej

Roman Kołtoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje